Zmiany, zmiany, zmiany. Kochasz je, czy nienawidzisz?

Jest piękna, słoneczna niedziela. Siedzę sobie przy piwku i papierosie w Bunkrze Sztuki, przy krakowskich plantach. Przed chwilą zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć na rynku, zjadłem przepyszną sałatkę z rukoli, a za chwilę, po napisaniu tego wpisu zajmę się czytaniem książki (Delivering Happiness). Wczorajszego dnia przyszły nowe, dębowe blaty w kolorze ciemnego orzecha. Wraz z moim accountem Olgierdem kupiliśmy nogi do blatów, oraz farby – w dwóch kolorach, brązowym oraz beżowym – tak, aby pomalować jutro biuro w kolorach justCreate.
Praktycznie na każdej płaszczyźnie mojego życia zachodzą jakieś zmiany, do których mniej czy bardziej sam doprowadziłem. Nie wszystkie z nich są dla mnie wygodne (jak na przykład powrót na uczelnie w środku kolejnego etapu rozwijania justCreate), ale staram się być konsekwentny w swoich postanowieniach, poszerzając przy tym swoją strefe komfortu.
W ostatnich paru tygodniach dostałem kilka bardzo, bardzo miłych wiadomości od Was, czytelników na temat mojego bloga. Dzięki wielkie za pozytywny feedback! Strasznie się cieszę, że coraz więcej osób czyta mojego bloga, komentuje, kontaktuje się mailowo czy telefonicznie. Serdecznie pozdrawiam również naszą ostatnią klientkę, która odnalazła justCreate właśnie przez bloga (pozdrawiam Pani Kasiu! :) ).
Jak już mówiłem, w ostatnich tygodniach nastąpiło wiele zmian, dlatego też zmiany będą dzisiejszym tematem wpisu. Zacznę od wymienienia zmian, które dotyczą tego, co Was może najbardziej interesować, czyli mojego bloga. W ostatnich paru miesiącach wyprodukowałem kilkanaście wpisów, które czekają na korektę, dopieszczenie i opublikowanie. Zdecydowałem, że blog w najbliższych miesiącach będzie opowiadał dużo więcej, o tym co robię na codzień. Zamierzam pisać więcej o swojej firmie, o jej rozwoju, realizacjach, przemyśleniach i problemach.
Jestem również w trakcie pisania książki, która będzie poradnikiem, dotyczącym tematu o który wiele osób mnie pyta. Książka będzie udostępniona za darmo w wersji mobilnej (pdf + mobi, na czytniki takie jak Kindle :) ). Z dniem publikacji książki online uruchomię 24h konkurs, w którym będą pewne (dla niektórych może wartościowe ;-) ) nagrody do wygrania. Jeżeli chcesz wziąć udział w konkursie, zachęcam do subskrybowania mojego RSS’a, Facebooka i Twittera, do których linki znajdują się po prawym górnym rogu mojego bloga.
Jak już mówiłem, jutrzejszego dnia będziemy justCreate’owym teamem malować biuro w kolorach firmowych, urządzać je nowymi meblami i sprzętami. Czeka nas ciężki dzień i ogrom satysfakcji. Po wymalowaniu, na długiej ścianie naszego głównego pokoju zamieścimy trzymetrową tablicę do rysowania/malowania markerami, nad która znajdzie się nasze logo. W trakcie remontu będziemy wyczekiwać kuriera, który przywiezie nam nowe, czarne i (miejmy nadzieje) wygodne fotele. Planujemy zorganizować miejsce dla 7 – 8 stanowisk. Aktualnie aktywnie pracuje w biurze 5 osób, jednak ciągle przybywają nowi członkowie teamu, więc zabezpieczyliśmy się przed nieoczekiwanym rozwojem na przyszłość :)
W ostatnim czasie, zrealizowaliśmy kilka ciekawych zleceń. Dla naszego klienta – Wydawnictwa Presspublica – zaprojektowaliśmy portal dla ich nowego tygodnika Uważam Rze (pozdrawiam Panie Łukaszu :) ), który osiąga piękne wyniki sprzedaży (średnia w okolicach 125tys. egz.). Oprócz tego przygotowaliśmy także identyfikację wizualną dla marki Luxury Market Estate (pozdrawiam raz jeszcze :) ), a następnie przygotowaliśmy internetowy katalog luksusowych apartamentów dla tej marki. Zajęliśmy się także identyfikacją wizualną i serwisem dla bardzo nietypowego biura podróży – Wyprawy z Reporterem (pozdrawiam Panie Andrzeju! :) ).
Jestem bardzo, bardzo zadowolony, że nasza firma się tak dynamicznie rozwija i trafia na tak świetnych klientów, którzy niejednokrotnie podejmują bardzo ważne strategiczne decyzje, w oparciu o zaufanie do naszych porad i opinii. Bardzo dziękuje za to zaufanie. Jestem przeszczęśliwy, że w ciągu niecałych dwóch lat udało nam się stworzyć markę, która dociera zarówno do małych, średnich jak i dużych klientów, którzy bardzo wyraźnie doceniają nasze usługi :)
Oprócz firmowej książki zamierzam również w najbliższym czasie przebudować mojego bloga. Szykujcie się na sporo pozytywnych zmian :)
Wracając do tematu głównego, tych nieszczęsnych zmian… Zacząłem się ostatnio zastanawiać, dlaczego tak wiele osób tak panicznie się ich boi. Wielokrotnie spotykam się z ludźmi, którym nie pasuje aktualny stan wielu aspektów ich życia, ale zamiast podejmować jakieś działania, wolą trwać w swoim mniejszym lub większym nieszczęściu i jedynie narzekać na obecny stan, nie starając się w żaden sposób go zmienić.
Mam wrażenie, że dla większości osób zmiany kojarzą się z jakimiś ogromnymi wyrzeczeniami, przez które szybko rezygnują z podejmowania działań. O ile zdarzają się sytuacje, w których zmiany wymagają gruntownej modyfikacji sposobu działania, o tyle większość zmian z moich obserwacji udaje się wprowadzać zasadami małych kroków.
Przykłady. W ciągu tych prawie dwóch lat rozwoju firmy, przybyło mi ciałka o jakies 12-13kg. Przez pewien okres czasu śmiałem się, że im więcej ważę tym więcej zarabiam, jednak ostatecznie zdecydowałem coś z tym zrobić. Ze względu na częstą pracę do późnych godzin nocnych, spotkania biznesowe, wyjazdy i teraz uczelnie, moje systematyczne chodzenie na siłownie kilkukrotnie skończyło się po pierwszym kupieniu miesięcznego karnetu. Żadne restrykcyjne diety nie wchodziły w grę, ponieważ nie potrafię ich zbyt długo przestrzegać przez mój tryb życia. Mimo to, zadecydowałem, że muszę coś z tym fantem zrobić. Zaciągnąłem z jednej diety małe założenie – ograniczenie dostarczania cukrów do organizmu – przez co trzy tygodnie temu przestałem jeść pieczywa, makarony i wszelkie inne produkty zawierające węglowodany. Aby nie przesadzać z ograniczaniem swobody jedzenia, w weekendy robię sobie małe wyjątki od tej reguły. Jem, co mi się podoba, chodzę na piwko ze znajomymi i tak dalej. Dodatkowo, ze względu na małą odległość dzielącą mnie od mieszkania do biura oraz od mieszkania na uczelnię (po około 2km) chodzę do tych dwóch najczęściej uczęszczanych przeze mnie miejsc chodzić z tzw. buta :) Efekt? 5kg mniej w ciągu 3 tygodni bez zbyt dużych wyrzeczeń.
Kolejny przykład? Napisanie książki na satysfakcjonującym poziomie (jestem b.wymagający :) ) wiąże się z ogromną ilością poświęcenia czasu, którego jak się domyślacie brakuje mi ciągle (nie byłem na wakacjach od 2 lat, przez ostatnie dwa miesiące pracowałem praktycznie od poniedziałku do niedzieli, dzisiaj śmieję się, że pojechałem na jednodniowe wakację do miasta w którym mieszkam :) ). Z tego względu zadecydowałem pisać ją na raty, tylko wtedy, kiedy mam wenę. Prędkość pisania nie jest powalająca, jednak również nie wymaga ode mnie zbyt dużych wyrzeczeń i prędzej czy później uda mi się osiągnąć swój cel.
Kolejny przykład? Przez ogromną ilość pracy, a także awarię Kindla (którego Amazon wymienił mi na nowego w ciągu 4 dni, przez co jestem nadal zachwycony tym wynalazkiem i kocham Amazona ;] ), od razu po odebraniu zamiennika Kindla od Amazona, kupiłem i ściągnąłem kilka książek, które chciałem przeczytać i teraz, kiedy na uczelni niespodziewanie całuję klamkę, ponieważ zajęcia zostały odwołane, staram się ten wolny czas poświęcać na czytanie. Czytam na uczelni, przed uczelnią, w autobusie i parku. Chłonę wiedzę, której żadna uczelnia w Polsce mi nie dostarczy, dzięki której moja firma rozwija się w coraz szybszym tempie.
Kolejny przykład? W ostatnim czasie miałem kilka ważnych projektów w firmie, do tego jak wyżej pisałem wróciłem na uczelnie przez co zaczął na horyzoncie pojawiać się coraz większy bałagan/chaos w sprawach, które są dla mnie bardzo istotne. Zainwestowałem więc w kilka serwisów do zarządzania projektami, które podzieliłem na te prywatne, oraz firmowe. O tych aplikacjach zamierzam napisać osobny wpis, który mam nadzieje pomoże Wam zorganizować się jeszcze lepiej. Oprócz tego, zintegrowałem kalendarz Gmaila z kalendarzem w moim telefonie, wpisałem do niego wszystkie obowiązkowe zajęcia, na które muszę uczęszczać, wraz z informacją na temat konkretnej sali, w której się odbywają. Oprócz tego wszystkie biznesowe spotkania, które mam wpisuję do tego kalendarza. Kilka małych kroków i chaos został opanowany :)
Kolejny przykład? Jak wiecie, częstotliwość wpisów na moim blogu pozostawia wiele do życzenia. Możecie mi wierzyć, lub nie, ale bardzo mi na tym zależy, aby (miejmy nadzieje) wysokiej jakości wpisy docierały do Waszych Twitterów, Facebooków i czytników RSS coraz częściej. Problemem który powoduje taką niską częstotliwość było to, że wszystkie teksty wpisałem pod wpływem impulsu, od razu w edytorze tekstowym WordPressa, pod warunkiem, że znalazłem w trakcie tego krótkiego impulsu czas, na napisanie tekstu. Od jakiegoś czasu korzystam jednak z programu RespohNotes, który serdecznie wszystkim polecam, za każdym razem pisząc w nim szkice, bez względu na ich długość. Jeżeli pomysł na wpis pojawia się w sytuacji w której nie jestem przy komputerze, piszę szkic w swoim BlackBerry, w formie maila, którego wysyłam na swoją skrzynkę, który później dzięki skonfigurowanym filtrom w Gmailu trafia do odpowiedniego katalogu w mojej poczcie. Jak już znajduję czas na pisanie bloga, sprawdzam ten katalog i piszę i piszę i piszę. Prędzej czy później będę miał przygotowane ponad trzydzieści dopracowanych wpisów, które będą pojawiać się systematycznie dwa razy w tygodniu dzięki któremu stworzę sobie trzymiesięczny bufor na pisanie tekstów na bloga, który nie powinien się przez długi czas wyczerpać.
Przykłady takie mogę wymieniać praktycznie w nieskończoność. Jak udało mi się wprowadzić te zmiany w życie? Już zdradzam mój tajemny sekret:
1. Kilka razy w miesiącu zastanawiam się, czy aktualny stan mojego życia mi odpowiada. Jeżeli nie, myślę nad tym, co jest tego przyczyną. Staram się zidentyfikować problem, a następnie jego przyczynę. Kiedy już wiem, co powoduje ten brak satysfakcji, wypisuję sobie na kartce, lub na komputerze, co mogę zmienić, aby chociaż w małym stopniu być bliżej stanu czekiwanego.
2. Staram się dostarczyć sobie wszystkich niezbędnych mi zasobów, do osiągnięcia tego celu. Jeżeli potrzebuję jakiegoś programu, który ułatwia mi życie, szukam go w Internecie, korzystam (o ile to możliwe) z darmowych rodzajów kont. Jeżeli nie mam czasu na przygotowanie sobie superdietetycznego jedzenia w tygodniu do pracy, chodzę do znajdujacego się blisko mojego biura sklepu i kupuję w nim to, czego potrzebuję.
3. Wprowadzam zmiany z dniem dzisiejszym. Zgodnie z zasadą która plus minus brzmi „Jutro nie nadchodzi nigdy”, staram się wprowadzać te małe zmiany natychmiastowo, bez czekania na lepsze czasy.
4. Mierzę efekty. Sprawdzam efektywność swojej pracy w programie, który śledzi moją aktywność w czasie pracy. Ważę się każdego dnia z rana, żeby zobaczyć ile dzisiejszego dnia ubyło mi mojego superciała ( ;-) ), monitoruję obroty firmy, odwiedziny bloga itd. W skrócie – sprawdzam, czy zmiany które wprowadziłem przekładają się na realne efekty. Jeżeli nie, staram się coś zmienić. Jeżeli tak, koncentruję się na tych zmianach, aby efekty były jeszcze bardziej wyraźne.
5. W miarę możliwości… nagradzam się. Po ciężkim tygodniu wychodzę na imprezę lub na partię pokera ze znajomymi, spotykam się na mieście ze znajomymi, wychodzę do kina, kupuję sobie nowe książki. Nagradzanie napędza mnie do dalszego działania, pomagając przy tym być konsekwentnym i nie wymiękać.
6. Jeżeli mi się nie udaje… nie przejmuję się i nie wmawiam sobie, że nie potrafię. Poniosłem wielokrotnie porażki na wielu płaszczyznach mojego życia. Aktualny jego stan, zawdzięczam maksymalnej determinacji, lub jak to mówią niektórzy, niezdrowemu uporowi, który odziedziczyłem w genach po mojej Babci (która chodzi na studia trzeciego wieku, pływa, uczy się jężyków, uprawia tai chi, surfuje po necie i ciągle się uparcie rozwija, ciągle ponosząc małe porażki na tej drodze, jednak nieustępliwie dążąc do celu – btw: ostatnio Babcia zaczęła czytać moje angielskie książki, bo ja stwierdziła, pomimo faktu, że nic z nich nie rozumie, głęboko wierzy, że po jakimś czasie oczyta się i angielski wejdzie jej w krew ;] ).
7. Mam dystans do siebie. Wiem, że nie jestem idealny, ale lubię siebie i cieszę się z tego, kim jestem, co robię, z kim pracuję, kumpluję się czy przyjaźnie. Wiem przy tym, że idealny etap życia, do którego dążę, nigdy nie nastąpi, ponieważ z każdym przeskoczeniem podniesionej poprzeczki, podwyżam ją sobie o kolejne kilka centymetrów.
Love it, or hate it. :)
PS: Jeżeli jesteście z Krakowa, piszcie, dzwońcie, odzywajcie się. Może uda się stworzyć coś pozytywnego, bez względu, czy miałby być to nowy startup, czy wypad na rynek w celu wypicia piwa lub dwóch ;-)
PPS: Jeżeli podobał Wam się ten wpis, uprzejmie zapraszam do komentowania, lajkowania, dzielenia się linkiem z innymi. Zachęcam również do pisania, zarówno w sprawach prywatnych, jak i biznesowych. Jeżeli będę mógł pomóc, z chęcią to zrobie, dajcie mi tylko szansę! :)
Bardzo ciekawy wpis. Popieram w całości twoje podejście. Niestety większość osób narzeka na swój los, nic nie próbując zmienić w swoim życiu. Oby więcej takich ambitnych ludzi z „celami”. Gratuluję firmy, podejścia do życia, szczęścia i Babci, która jak widać dużo Ci przekazała. Też staram się cały czas rozwijać…:) Pozdrawiam.
@Dzięki wielkie za komentarz i życzenia :) Na pewno wszystkim będę się tutaj dzielił, więc zapraszam do ponownego odwiedzania ;-)
Wspaniały, pozytywny i motywujący wpis. Gratuluję ; )
Też lubię pisać teksty w restauracjach, czy kawiarniach. Duża inspiracja dla mnie.
A co do zmian – uważam, że są naturalną rzeczą i trzeba je polubić i sprawić, by były to zmiany na lepsze. Niestety taka nasz natura, że obawiamy się nieznanego, a zmiany najczęściej prowadzą nas w nieznane.
Pozdrawiam i powodzenia życzę.
Dzięki Michale! :)
Zupełnie inaczej pisze się w takich miejscach, ja myślę nad wyrobieniem cotygodniowego nawyku -> rynek krakowski, nowa kawiarnia, pisanie bloga ;-)
Dzięki, Tobie również jak najwięcej powodzenia ;]
Hej!
Ciekawy i faktycznie motywujący wpis.
A to pisanie po różnistych kawiarenkach.. tak! Podoba mi się ten pomysł, sam się noszę z takim zamiarem od dłuższego już czasu..
Mam wrażenie że to o czym piszesz to nie są właściwie zmiany. a już na pewno nie tego typu zmiany jakich ludzie się boją. Ludzie boją się zmian typu- zmiana miejsca pracy, zmiana branży, zamiana stałego etatu na rzecz biznesu czy freelancer-ki, Zmiana partnera, miejsca zamieszkania, itd itp. „Zmiany” o których piszesz są jak dla mnie właściwie kontynuacją tego co robisz. Rozwojem.
Pozdrawiam.
I jak tam nowy wystrój? Pochwal się! :)
A tak na serio, mógłbyś pisać częściej bo wydaje mi się że naprawdę masz o czym, czerpiąc tylko z własnego doświadczenia!
Pozdrawiam
@zawada: Dzięki za komentarz! Jasne, jest to rozwój i kontynuacja, tak jak opisałeś. Wszystko zależy od tego jak na to spojrzysz. Dla mnie ostatnie miesiące były miesiącami zmian. Tak jak pisałem w innym wpisie, zadecydowałem rozstać się z moim wspólnikiem i to był początek serii zmian (lub kolejnych kroków).
@Michał: Muszę pożyczyć obiektyw od znajomej, bo mój niestety jest za wąski i nie mam jak zrobić zdjęć :) Dobra, zagadałem do znajomej, w sprawie obiektywu, postaram się jeszcze w tym tygodniu zrobić zdjęcia i wrzucić na bloga.
Co do pisania, masz rację. Co chwilę mam jakiś ciekawy dla mnie temat do opisania (bo w końcu blog ma być o tym co mnie jara i może podjara innych ;-) ). Muszę jeszcze bardziej się zreorganizować. Zatrudniłem już project managera, teraz mam jeszcze praktykantkę, która pomaga mi w wielu rzeczach, więc jeszcze chwila i odgrzebie się.
Żeby nie było, naprawdę zależy mi na blogu, już od zeszłego tygodnia przygotowuję strategię do tego bloga i do firmowego, który zamierzamy otworzyć. Tutaj będzie zmiana szaty, tam będzie nowa (szata) i będziemy działać :)
Dzięki za komentarz!
Podobał się wpis :)
Jestem z okolic Lublina, do Krakowa wybieram się na przestrzeni 13-15 maja, gdybyś znalazł wtedy pół godzinki na kawkę, to chętnie możemy się umówić i pofilozofować o sprawach biznesowo ciekawych :)
@Gniotek: Daj znać na mail z wyprzedzeniem jednodniowym, a na pewno się spikniemy :) Biuro mam na studenckiej, blisko rynku, więc jestem w stanie w ciągu paru minut być na rynku ;] Dzięki za pozytywny feedback!
Okejo, nie ma problemu :) Już sobie notuję i będę o tym pamiętać :)
A ja się pytam kiedy będzie następny wpis ? No kiedy :)
Dołączam się do pytania. Kiedy?! Narobiłeś Piotrze apetytu tym wpisem ; )
Jakub&Michał: Dzisiaj! :)
Piotr każdy z nas boi się tego co nowe, stabilizacja daję na uczucie bezpieczeństwa, dlatego tak nie lubimy zmian.
Pozdrawiam, świetny blog.
Z niecierpliwoscia czekam na Twoj poradnik – musialam dwa razy przeczytac zdanie, w ktorym zapewniasz ze bedzie tez w mobi.
Gratuluje zmian, ich przyklady bardzo motywuja. Na bloga bede zagladac czesciej, ale moze juz nie via Kindle, choc dramatu nie ma:)
Pozdrawiam
Na Twój blog trafiłem niechcący i w ciągu kilku minutowego czytania bloga postanowiłem zmienić swoje życie. Bardzo motywujący tekst.
Pozdrawiam
@Szymon: Masz rację, niestety poczucie bezpieczeństwa często prowadzi (w przypadku prowadzenia firmy) do niezauważania pewnych zagrożeń. Szczerze mówiąc cieszę się, że przez wszystkie aspekty prowadzenia firmy widzę, oduczam się mechanizmów obronnych, które mają powiedzmy „załagodzić moją czujność”.
@Justyna: Zapraszam na bloga, tak często jak tylko będziesz mogła ;-) oraz do dyskusji, bo przecież warto rozmawiać ;]
@Eryk: Dzięki wielkie za tak fajne słowa. Trzymam kciuki za Twoje działania i zmiany!