Świat jest taki zły, ja chcę do mamy!!!

Czytając lub słuchając opinię wielu Polaków utwierdzam się w przekonaniu, że ogromna część tego społeczeństwa lubuje się w narzekaniu, zwalaniu winy na innych i nie szukaniu w żaden sposób winy w sobie.
Bez względu na to, czy temat dotyczy spraw zawodowych czy prywatnych, znajdujemy miliony powodów uzasadniających stan faktyczny, byleby tylko te powody nie wskazywały na naszą winę. Przykłady?
Masz oponkę od tira zamiast brzucha, duży tyłek, cokolwiek, jesteś zapuszczony/a, bo…. nie masz czasu na sport, przychodzisz z pracy ciągle zmęczony i jedyne co Ci pozostaje to wypić kilka drinów/browarów. Gdybyś miał więcej czasu na pewno zacząłbyś chodzić na siłownie! Nie masz też czasu na zmianę sposobu swojego żywienia. Twoja praca doprowadza Cię do tego, że jesteś ZMUSZONY jeść syfiaste jedzenie ma mieście. Prawda?
(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)
Palisz papierosy, jeden za drugim. Nie potrafisz przebiec 200metrów bez zadyszki, Twoje serce, Twój cały organizm codziennie daje Ci znać o tym, że traktujesz go jak szmatę i kiedyś to się obróci przeciwko Tobie, ale Ty wychodzisz z założenia, że kiedyś na pewno rzucisz palenie, że to nie jest czas, że przecież w dowolnym momencie byłbyś w stanie, ale aktualna sytuacja Ci na to nie pozwala.
Jutro, pojutrze, za tydzień, od pierwszego, od nowego roku, błagam tylko nie dzisiaj. Dzisiaj mam przecież tyle powodów, tyle argumentów, aby prowadzić swoje życie bez jakichkolwiek zmian, bez jakichkolwiek modyfikacji. Jesteś nieszczęśliwy z tym co robisz, ale, czy to ważne? Cocojumbo i do przodu. Pet w ustach jest przecież taki sexy.
(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)
Nie chce Ci się sprzątać, masz bałagan w pokoju, burdel na biurku, ale… wychodzisz z założenia, że chaos jest kreatywny, że posprzątasz w wolny weekend, najprawdopodobniej długi weekend, że nie jest tak źle, że ten kurz świetnie komponuje się z kolorem okładek Twoich książek.
(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)
Kupiłeś sobie jakiś gadżet, który teraz leży na półce i jest praktycznie nieużywany. Kiedy starałeś się przyoszczędzić pieniążki (celowe zdrobnienie), aby w końcu nabyć tego swojego Kindla/Nikona/Wacoma/Cokolwiek, widziałeś oczyma wyobraźni siebie z danym gadżetem. Były to sceny niczym z najpiękniejszych filmów romantycznych. Ono i Ty, szczęśliwi, zawsze razem. Po dwóch – trzech miesiącach okazuje się, że na Twojej półce leży kilka tysięcy pe el enów, które tracą na wartości z dnia na dzień przez to , że jednak przesunąłeś w czasie swoje cele, marzenia, wizje i plany.
Dlaczego? Bo tyle nauki, bo tyle pracy, bo tyle problemów, bo nie mam ochoty, bo za zimno, bo za gorąco, bo za wilgotno, bo za sucho, bo ciśnienie za wysokie, za niskie, bo wstałem dzisiaj lewą nogą, bo listonoszka nie powiedziała mi „miłego dnia”, bo…. no właśnie. Bo co?
(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)
I teraz najlepsze. Jesteś freelancerem/biznesmenem, a Twoi klienci nie chcą Ci płacić tyle, ile byś żądał, jeżeli już przyjmiesz zlecenie, to Oni nie płacą w terminie, nie szanują Twojej pracy, Twojej osoby, Twojego dorobku. Oczywiście, wina lezy po ich stronie. W końcu jesteś zmuszony pracować dla takich ludzi. Uczciwi przedsiębiorcy są przecież tylko za granicą, a, jeżeli już znajdą się tacy w Polsce, to są oni zarezerwowani dla najlepszych freelancerów/agencji, które wszystkiego dorobiły się na swoich kontaktach, szerokich plecach i grubych kopertach rzucanych pod stołem.
Jakie zycie jest piekne, kiedy wiesz, że jesteś idealany, tylko cały świat w okół Ciebie jest zły.
Odkąd pamiętam w moim życiu zawsze towarzyszyły mi usprawiedliwienia. Pewne głosy w mojej głowie, mówiły mi „po co masz to robić? przecież masz usprawiedliwienie, żeby tego nie robić! Jeżeli się nie uda, to będziesz miał „racjonalne” uzasadnienie, więc, po co się wysilać?”. Odkąd pamiętam, starałem się te głosy zabijać w sobie. Słuchać je i działać na przekór sobie.
Jak mi to wychodziło? Ciężko… Zawsze komunikowałem swojemu otoczeniu, jakie mam plany. Dosyć często były to bardzo odważne stwierdzenia, które przez wiele osób były i są do teraz odbierane z pogardą/krzywym uśmiechem na twarzy.
Mam ulubiony przykład. Ci z Was, którzy znają mnie osobiście, wiedzą czym są dla mnie trzy magiczne cyfry ułożone w jedną liczbę – 911. Nie obawiam się mówić na prawo i lewo, że to jest auto, które prędzej czy później zdobędę. Nie chodzi o lans, nie chodzi o przedłużenie penisa (mnie tam moje rozmiary odpowiadają). Porsche jest dla mnie marką z historią. Jedyna i niepowtarzalną. Setki ludzi od początku lat 60 pracowało nad autem, które zostało zaprojektowane “wbrew zasadom fizyki”. Przez te 50 lat jeden model był pieczołowicie dopracowywany przez ludzi, którzy pracowali nie dla pieniędzy, ale ze względu na miłość do tej jednej, jedynej marki, do tego modelu, do tej historii.
Mam kompletnie gdzieś kwestie związaną z tym, jak ta marka jest odbierana przez większość ludzi. Owszem, znaczna część użytkowników nie zna ani 1/100 historii tej marki oraz zalet posiadanego samochodu, ale żyjemy w „wolnym świecie”, w którym każdy może kupować to , co chce.
W kupowaniu jakichkolwiek rzeczy mam jedno podejście – nie interesuje mnie cena. Interesuje mnie wartość i jakość. Wolę przez X miesięcy odmawiać sobie pewnych przyjemności, aby mieć sprzęt wyższej klasy, który będzie mi służył na dużo dłużej, który będzie miał historię i duszę, niż kupować sprzęt, który będzie po prostu „niezły”.
Nie obchodzi mnie to, jakie są substytuty poszczególnych produktów czy marek. Dla mnie nie ma substytutów. Marka jest jedna. Bez względu na to ,, czy to jest Porsche, czy to jest Dell, czy to jest Nikon, czy to jest jakakolwiek inna marka, którą podziwiam za podejście do klienta.
Marzę i zamieniam sukcesywnie to marzenie w cel, aby za parę lat posiadać nie tylko markę justCreate, która dla wielu klientów będzie jedyną możliwą opcją wyboru, ale także inne marki, atakujące w inne segmenty rynku, którym jestem zainteresowany.
Więc, jak mi wychodziło wprowadzanie zmian w życie? Ciężko. Każda klęska była bardzo osobiście przeze mnie przeżywana. Bez względu na to ,, czy to było wydymanie przez ludzi, którym ufałem, czy wyrzucenie ze studiów. Jak do tego podchodziłem? Jak do kolejnej lekcji, najcenniejszej, bez względu na jej rozmiar, aktualną sytuację etc.
Wiele razy ustalałem sobie pewne założenia dotyczące mojego życia. Wprowadzałem zmiany w życie, które po paru dniach/tygodniach/miesiącach szły po części/w całości do piachu. Mógłbym z góry założyć, że zmiana siebie jest niemożliwa na aktualnych warunkach. Mógłbym się poddać wiele razy i wiele razy chciałem się poddać. Gdyby nie moi bliscy mówiący mi, żebym strzepał z siebie kurz i szedł dalej, nie wiem, kim i, gdzie bym dzisiaj był.
Najważniejsze, czego się nauczyłem to: chcący szuka sposobu, niechcący szuka powodu.
Co się stanie, jak mi się nie uda?
Posiadanie planu B, C, D, X jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Wychodzę z założenia, że jest to strategia, w której alternatywne rozwiązania są zabezpieczeniem pomagającym kontynuować swoją „misję”. Kilka osób w ostatnim czasie zapytało mnie, co będzie, jeżeli mi się nie uda, jeżeli wszystko po prostu pierdolnie z dymem i zostanę z niczym. W końcu poświęcam swoje studia (wziąłem kolejną dziekankę/przerwę od mojej uczelni) i inwestuję praktycznie 100 procent środków, które zarabiam w firmie w jej rozwój.
Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mi się nie uda. Prowadzenie biznesu dla mnie to nie jest etap w życiu. To jest sposób na życie. Jeżeli coś stanie się z jedną z moich marek, będę robił wszystko w mojej mocy, aby inny projekt/marka odniosła sukces. Przez ostatnie trzy lata, zaczynając działać w biznesie miałem wiele momentów, w którym miałem ochotę tym wszystkim najnormalniej rzecz w świecie jebnąć o ziemie, zdeptać i pójść w innym kierunku. Kiedy jesteś oszukiwana/oszukiwany przez osoby, którym w stu procentach ufasz, a, które wychodzą z założenia, że własny zadek jest najważniejszym w życiu projektem, który trzeba pieścić i rozwijać, masz ochotę pójść grzecznie na etat i każdego dnia uśmiechać się do ludzi, którzy w osiąganiu poszczególnych stopni kariery byli psychicznie lepsi od Ciebie.
Dla mnie takie rozwiązanie jest ostatecznością. To ja chcę być pracodawcą, liderem. Chcę kontynuować to , co teraz robię. Tworzyć powoli team hitmanów w poszczególnych dziedzinach związanych z działalnością mojej firmy. Ludzi, którzy są świetni w tym co robią i tak jak ja, aktualny stan ich doświadczeń, wiedzy ich nie satysfakcjonuje. Chcą się rozwijać, chcą zmieniać ten świat.
Tak, uważam, że pomimo tego, że aktualnie należę do biznesmenów klasyfikowanych do gatunku ryb rodzaju karpiowatych (tzw. płotek), jestem w stanie zmieniać świat. Na razie w skali mikro, ale w zupełności mi to wystarcza.
święta racja… choć i głos wołającego na puszczy, bo nie szukanie usprawiedliwień wygada jednak trochę pracy i odwagi zajrzenia w lustro :)
Dzięki, że wpadłeś na mojego bloga Alw :)
Spojrzenie w lustro wymaga odwagi, ale profity po rachunku sumienia są bezcenne.
Niby to co piszesz ma sens, ale ciągle mam wrażenie, że i przykłady i marzenia są strasznie naciągane tj. dopasowane do tezy a nie odwrotnie. Tak samo zresztą jak w innych artykułach na podobny temat.
I że jeśli czyjeś marzenie można po prostu KUPIĆ, to dużo łatwiej odciąć się od tego zewnętrznego wpływu. Gorzej jeśli chodzi o rzeczy, które naprawdę są od nas niezależne np. zdrowie.
Najbardziej zajebisty wpis na tym blogu.
Fajny wpis. Daje kopa i bardzo motywuje. Jeżeli z taką samą energią motywujesz swoich pracowników, to wierzę że osiągniesz wiele w biznesie.
Powodzenia!
@Maju: Dzięki wielkie! :) Czekam na to piwko na rynku z niecierpliwością ;]
@Paweł: Robię co mogę, żebyśmy z uśmiechem na twarzy szli w odpowiednim kierunku! ;]
@Magdalaena: Jeżeli dla Ciebie przykłady i marzenia są strasznie naciągane, to cóż, szanuję Twoje zdanie. Dla mnie i dla wielu osób z mojego otoczenia te przykłady, te obietnice/cele i te zasady które sobie zakładamy/ustanawiamy są tak trudne do osiągnięcia przez wiele osób, że jak widać warto o tym pisać i poruszać ten temat, bez względu na to, jak bardzo są to trywialne przykłady.
Nie do końca zgadzam się w kwestii zdrowia. Mamy na zdrowie bardzo duży wpływ, oczywiście są pewne sytuacje w których nasz wpływ jest minimalny, ale na pewno nadal jest istotny.
@Piotr – Naciągane jest dla mnie przedstawianie wszystkich sytuacji, kiedy ktoś twierdzi, że jego problemom winne są okoliczności zewnętrzne, jako takich, gdzie winny jest on sam, a tylko szuka sztucznych usprawiedliwień.
Zupełnie poważnie – jeśli jakieś marzenia są w granicach moich możliwości, realizuję je na bieżąco. Ergo – zostają mi takie, które naprawdę wymagają działania innych albo zaistnienia jakichś czynników obiektywnych.
I mam wrażenie, że taka postawa jest znacznie powszechniejsza niż opisywanie przez Ciebie wymówki.
„Nie do końca zgadzam się w kwestii zdrowia. Mamy na zdrowie bardzo duży wpływ, oczywiście są pewne sytuacje w których nasz wpływ jest minimalny, ale na pewno nadal jest istotny.”
Naprawdę znasz takie sytuacje ? Oczywiście teoretycznie jest to możliwe (typu rak płuc u palacza), ale ja w swoim otoczeniu nie mogę wskazać nikogo, kto swoim zachowaniem spowodowałby czy choćby znacząco przyczyniłby się do powstania schorzeń, które go trapią.
@Magdalaena: Jeżeli realizujesz marzenia na bieżąco, to ten wpis nie jest wpisem kierowanym do Ciebie. Ja znam wiele osób, które mają problemy które wyżej opisuję, jeżeli jesteś ponad tymi problemami, to należy Ci pogratulować opanowania, organizacji i konsekwencji.
Tak, znam takie sytuacje. Sam do nich doprowadziłem. Trzymiesięczną pracą po kilkanaście godzin wycieńczyłem organizm do tego stopnia, że żaden z 4 przepisanych po kolei antybiotyków nie był w stanie mnie podnieść z łózka. M.in. dlatego mam takie podejście. Wiem, że to co jem, piję, robię i myślę wpływa na moje zdrowie.
Nie dziękuj :D Kupisz 911 to dasz się przejechać :D
No nie wiem, nie wiem ;-)
No no jestem tutaj pierwszy raz ale naprawdę wielki szacunek za tego bloga i przede wszystkim ten wpis. Mam takie samo spojrzenie na świat jak ty, chcesz mieć lepiej to weź się do roboty. Sama to przyjdzie tylko starość i śmierć. Mamy tyle możliwości na bycie bogatym, ładnym, wysportowanym, zdrowym a że nie jesteśmy to już tylko nasza wina.
Pozdrawiam
http://makapawel.pl/
Polacy mają ogólnie tendencję do narzekania i upatrzywania siebie w roli ofiar. ofiar historii, systemu, złego losu. wiele osób zapomina, ze każdy jest kowalem własnego losu. „do dzieła” nie jest tylko pustym frazesem.
@Piotr: Chce Ci się i to jest najważniejsze. A dzięki temu, że Tobie się chce to i mi się chce, bo przecież nagle możesz być lepszy ode mnie i ja mogę zostać w tyle. Większość ludzi w Polsce uważa, że im się należy i to jest ich błąd. Praca zawsze się znajdzie, dla chcącego nic trudnego, a narzekać jest łatwo. Ale jeszcze łatwiej jest odnosić sukcesy jak się chce i ma taką potrzebę. Życzę Ci powodzenia, bo mimo młodego wieku dobrze gadasz :)
@Paweł Mąka: Dzięki za pierwszy komentarz na blogu :) Mam nadzieje, że inne wpisy również trafią w Twoje gusta, a jeżeli przeciwnie, to że dasz o tym znać w komentarzu ;-)
Zgadzam się z tym co piszesz. Możliwości mamy bardzo duże. Aż przykro je marnować.
@zoomumba: Dzięki za komentarz!
@Mateusz: Cieszę się, że chce Ci się, bo mnie się chce ;-)
Łatwiej jest odnosić sukcesy, pytanie tylko czy sukcesy są naszym celem. Dla mnie są jedynie oceną mojej pracy. Im jest ich więcej, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. Porażki też są bardzo pouczające, jeżeli wyciągasz z nich błędy.
Młody jestem, to fakt, wcześnie zacząłem z biznesem, może dlatego w takim wieku jestem w stanie dzielić się takimi przemyśleniami. Na pewno ostatnie dwa lata były (i nadal są) najtrudniejszym okresem w moim życiu, z którego wyciągam bardzo dużo i dojrzewam. Widzę zmiany w sposobie myślenia nawet w stosunku do tego, co mówiłem parę miesięcy temu. Nie ukrywam, że sprawia mi to dużą satysfakcję :) Dzięki za takie słowa! Tobie również życzę powodzenia w osiąganiu swoich celów ;]
Trafiłam tu przez Wykop. Podobno nie ma tam kobiet.
Jestem dowodem że są, choć na serwisie bywam rzadko i raczej się nie udzielam.
Ten artykuł daje kopa.
Niemalże krzyczy – Zrób coś ze swoim życiem!
Przejrzałam kilka innych twoich wpisów.
Podziwiam Cię, jesteś tak młody a tyle już zrobiłeś.
Dajesz mi motywacje by inwestować w siebie i w swój rozwój:).
Będę zaglądać.
Pozdrawiam;))
@Maddie: Dobrze, że na wykopie jest też pierwiastek płci pięknej ;]
Dzięki wielkie za taki komentarz! Zapraszam do czytania i zaglądania tu ponownie. Tak jak napisałem we wczorajszym wpisie, zobowiązuje się więcej pisać, skoro taki feedback od Was otrzymuję :) Dzięki!
Cześć
Jestem tutaj po raz pierwszy, ale ten opis odnosi się w 100% do naszych reali. Jestem taką osobą, jaką opisałeś w tym wpisie leniwy i za przeproszeniem odpieprzający się. A co dla mnie jest zabawne ciągle znajduje wymówki, że to i tamto a nie umiem tego zmienić w sobie. I nie będę pisał, że od jutro zrobię to lub coś innego. Bo wiem, że samodyscypliny uczy się przez całe życie. Chciałbym się zając muzyka elektroniczną, ale jakoś mi to nie idzie bo nie umiem sobie znaleźć pracy z własnej woli i z drugiej zakładam, że chyba nie zarobiłbym na sprzęt.
Pozdrawiam!
Cześć Sebastian.
Ciężko mi poradzić Ci coś, ponieważ sam musisz się zmotywować i zacząć działać w jakimś bliżej określonym kierunku. Samo kupienie sprzętu nie sprawi, że staniesz się od razu gwiazdą muzyki elektronicznej. Będziesz musiał ćwiczyć latami, żeby dojść do jakiegoś poziomu który pozwoli Ci być rozpoznawalnym wśród jakiejś grupy osób. Im wcześniej zajmiesz się tym i im bardziej będziesz zdeterminowany, tym lepiej.