— Młody buduje agencję

Historia pijanego programisty, boskiego grafika i wszystkowiedzącego kodera.

Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Pamiętam, jak rok temu pisałem tekst na tym blogu na temat pierwszej rocznicy istnienia justCreate. W ciągu tych 13 miesięcy jak można się domyśleć dużo się zmieniło. Jeżeli chcesz poznać historię o tym, jak to jest być parędziesiąt tysięcy w plecy, ze względu na kilka błędnych decyzji i być z tego tytułu bardzo szczęśliwy, zapraszam do czytania.

Kiedy zakładałem justCreate miałem zaoszczędzone około trzy tysiące złotych, które były ulokowane na rachunkach oszczędnościowych, lokatach i giełdzie. Jak na 21/22 letniego studenta to całkiem niezłe oszczędności. W końcu ponad 90% Polaków nie ma żadnych zaskórniaków, a zamiast nich ma pożyczki i kredyty.

Zanim założyłem swoją agencję grałem na giełdzie. Zacząłem na szczycie poprzedniej bańki, kiedy WIG20 dobijał do 4000 punktów i kiedy na Elektrimie dało się zarobić w ciągu dwóch tygodni około 30%. Tak też zacząłem, zyskiem 30 procent po zainwestowaniu w Elektrim. Po takim debiucie czułem się jak młody bóg na giełdzie. Wydawało mi się, że to najlepsze co mogło mnie spotkać. Już liczyłem kilkuset procentowe zyski roczne, kiedy to po roku kryzys wykasował mnie, rozrywając moje finanse na strzępy.

Przez półtora roku, wszystko co zarobiłem i zaoszczędziłem wrzucałem na giełdę. Robiłem proste strony internetowe za kilkaset złotych, pracowałem w dużej korporacji i co miesiąc wyciągałem cztery razy więcej pieniędzy niż dzisiaj mam miesiąc w miesiąc we własnym portfelu.

Na pierwszy rzut oka możnaby powiedzieć, że było dużo lepiej niż jest teraz. Miałem stały, całkiem niezły dochód, stać mnie było na wszystko, czego mi było trzeba. Moimi jedynymi problemami było utrzymanie się na studiach – wtedy myślałem, że połączenie studiów, inwestowania na giełdzie i pracy w korporacji to najlepsze, co może mnie spotkać i jeżeli będę to robił cały czas w ten sam sposób, szybko dorobię się świetnej pozycji i ekstra kasy.
Wszystko skończyło się, kiedy wyrzucono mnie pewnego marcowego dnia z pracy. Byłem przerażony, zdruzgotany, rzeczywistość walnęła mi w twarz z prawego sierpowego.

W mojej ukochanej korpo starałem się być najlepszy. Pomimo tego, że wymagano ode mnie X, Y, Z, ja starałem się mojemu pracodawcy dostarczyć każdego dnia starannie wypisany cały alfabet. Rozumiałem powody wyrzucenia mojej osoby. Przyszedł kryzys, a ja byłem na najniższym szczeblu przez co byłem pierwszy w kolejce do wywalenia. Pomimo tego, że wtedy ogromnie się bałem i cierpiałem jak nigdy wcześniej (pierwsza poważna praca w której się spełniałem, w której widziałem swoją przyszłość), to była jedna z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się w moim życiu.

Po otrzepaniu kurzu po tym małym upadku doszedłem do wniosku, że chciałbym już nigdy nie zostać wyrzucony z pracy. Co więcej, chciałbym tworzyć miejsca pracy, które pozwolą wspólnie, razem z moją ekipą spełniać moje i ich marzenia. Nie chodziło o pieniądze, chodziło o tworzenie czegoś swojego i rozwijanie tego w kierunku wyznaczonym przez marzenia i wizje.

Zacząłem od małej trzyosobowej ekipy. Ci, którzy czytali od deski do deski tego bloga wiedzą, że mój grafik nie wywiązywał się z terminów bo uważał, że jest bogiem, mój koder potrafił w środku projektu wyjechać na miesiąc do Niemiec, nie uprzedzając mnie o tym w ogóle (a po powrocie mówiąc mi, że moja firma i mój projekt bez inwestora/wkładu własnego w wysokości 50 000zł nie ma szans się rozwinąć), a mój programista nie odbierał telefonu, a jak odbierał to okazywało się, że pojechał na wycieczkę z uczelni tzw. Rajd Fizyka – Alkoholika. Ponieważ miałem zobowiązania wobec klientów, siedziałem z tym pijanym programistą kilka godzin na telefonie i grzebiąc w jego kodzie słuchałem bełkotu, który miał mi pomóc w zakończeniu projektu. Tak, programowałem przez telefon to, co powiedział mi mój pijany programista. Takie były moje początki.

Przez wyżej wymieniony zespół straciłem zaufanie u trzech bardzo ciekawych klientów, z którymi przyszła współpraca mogła mi pozwolić na dużo szybszy rozwój. Niestety, jako ekipa daliśmy ciała, a ja w swoje 22 urodziny byłem załamany i nie wiedziałem co ze sobą zrobić.

Wtedy mój przyjaciel, podczas mojej imprezy urodzinowej, jako jeden z prezentów zaprosił naszego bardzo dobrego znajomego, który po wysłuchaniu moich problemów powiedział krótko i zwięźle: znajdź nową ekipę albo podepnij się pod inną ekipę albo zatrudnij się w innej ekipie albo rzuć to wszystko w cholerę i zajmij się czymś innym, skoro to takie trudne.

Wybrałem pierwszą opcję.

Poznałem dwie ciekawe osoby, mojego przyszłęgo wspólnika i mojego przyszłego programistę (z którym tworzymy cuda od tamego czasu aż do teraz, w naszym boskim teamie). Mój przyszły wspólnik bał się wchodzić we współpracę na zasadach czysto partnerskich (fifti-fifti) dlatego założyliśmy sobie, że każdy ma swoją markę (agencję), mamy wspólny zespół, idziemy we wspólnym kierunku i dzielimy się budżetem 75/25 w zależności od tego, kto załatwi projekt i się nim zajmie.

Wszystko było piękne, każdy się starał do momentu w którym okazało się, że moje przychody ze zleceń przewyższają znacząco jego przychody. Ja chciałem się rozwijać i inwestować w ludzi, gdybym miał zatrudniać nowych ludzi i utrzymać dzielenie się 75/25, on musiałby dopłacać do biznesu. Zaproponowałem mu wtedy ponownie dzielnie się 50/50 i dążenie do celu na zasadach partnerskich.

Od tego momentu obroty wspólnika znacząco spadły i zamiast zajmować się pozyskiwaniem nowych zleceń, zajął się zarabianiem na własną rękę. Obroty mojej agencji w stosunku do jego ostro wzrosły, a ja ciągle byłem zapewniany o tym, że daje z siebie 100 procent i kiedy ja zarabiałem jakieś drobne, wystarczające ledwo na utrzymanie, On kosił całkiem niezłe pieniądze na swoich prywatnych zleceniach.

Po podliczeniu rocznym zysków i strat, kiedy zobaczyłem czarno na białym, że utrzymanie 4 pracowników jest w siedemdziesięciu paru procentach finansowane z moich zleceń i ciężkiej pracy, a w dwudziestu paru procentach z jego, doszedłem do wniosku, że wolę pracować sam, bez wspólnika i być odpowiedzialnym w 100 procentach za rozwój firmy, niż łudzić się, ze cokolwiek się zmieni działając cały czas tak samo i narzekając na to, jak jest bez podejmowania krytycznych decyzji.

Wtedy pierwszy raz w życiu wyrzuciłem pracownika. Zrobiłem to z dwóch powodów, pierwszy – nie mogłem utrzymywać czterech osób na własną rękę. Drugi – nie mogłem utrzymywać programisty, który dziennie 5h spędzał na youtubie i wykopie, okłamując mnie, że jest w trakcie wykonywania zlecenia, kiedy to zlecenie miało za 2 dni deadline, a z jego strony nic nie było jeszcze rozpoczęte.

Pomimo dwóch powyższych, wyrzucenie osoby z teamu było dla mnie bardzo trudnym doświadczeniem. Biorąc pod uwagę moje zaangażowanie w pierwszej czy drugiej pracy, w których dwałem z siebie 200 procent za szmaciane pieniądze, nie rozumiałem, jak ktoś może się tak opieprzać, biorąc miesiąc w miesiąc pensję od początkującego przedsiębiorcy, który przedkłada czyjeś dobro ponad swoje.

Wydawało mi się, że skoro ja mam podejście, które polega na tym, że robię wszystko co w mojej mocy, żeby każdy dostawał pensję na czas, żeby każdy miał coraz lepsze stanowisko pracy i cieszył się z tego, co tworzymy i w jakim kierunku idziemy, dostanę w zamian pełne poświęcenie, takie samo, jakie ja gwarantowałem swoim poprzednim pracodawcom. Myliłem się. Nie wszyscy potrafią podchodzić honorowo do pracy i poświęcać się ku wyższej idei.

Niektórzy niestety wychodzą z założenia, że wiele im się należy, ale niekoniecznie wiele można od nich wymagać.
Dodatkowo w czasie tych wszystkich perypetii praktycznie co dwa tygodnie jeździłem do Warszawy biorąc udział w konkursie o dofinansowanie na 100 tys. zł z programu AIP Seed Capital, z którego przed samym finałem musiałem zrezygnować, ze względu na niejasne i niekorzystne warunki umowy, którą miałem w ciemno podpisać.

Byłem stratny ze względu na niewydajnego programistę, ze względu na wspólnika który przedkładał swoje krótkoterminowe zyski ponad długoterminowe wspólne zyski oraz ze względu na konkurs, który oczarował mnie swoimi założeniami, które później się zmieniały i pękały niczym bańki mydlane.

Wszystko to kosztowało moją kieszeń ponad dwadzieścia tysięcy złotych. Tyle byłem de facto stratny na trzech złych decyzjach.

Po rozstaniu ze wspólnikiem zacząłem na nowo. Zreorganizowałem zespół, zmieniłem założenia strategiczne (dzięki szkoleniu które przeprowadził Piotr Wilam razem z Markiem Kapturkiewiczem) i zabrałem się do działania. Wyszedłem z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości i założyłem jednoosobową działalność gospodarczą.

Zacząłem zdobywać coraz to lepsze zlecenia, tworzyć sobie nadwyżkę finansową i kiedy wszystko zaczęło już wyglądać ekstra, podjąłem kolejne trzy złe decyzje, które doprowadziły do tego, że dwa zlecenia, które tworzyliśmy dla naszych klientów, przeciągnęły się kilkukrotnie, inkasując cały zysk wypracowany w poprzednich miesiącach, zysk który mieliśmy mieć z tych zleceń oraz zysk, który udało mi się dopiero w trakcie wakacji wygenerować innymi zleceniami.
W sumie w ciągu dwóch lat na kilku złych decyzjach jestem w plecy kilkadziesiąt tysięcy złotych i dalej uważam, że to najlepsze co mnie spotkało w tym czasie.

Dzięki tym wydarzeniom zrozumiałem, że rolą przedsiębiorcy jest rozwiązywanie problemów. Tych problemów jest wiele. Są to problemy Twoich klientów, za które Ci płacą, są to problemy Twojego teamu, który chcesz, żeby był jak najbardziej zadowolony z miejsca pracy, są to problemy z podatkami, innymi zobowiązaniami plus do tego Twoje własne osobiste problemy, które przytrafiają się każdemu człowiekowi.

Pomimo tego, że duża część dni w ostatnim roku wyglądała tak, jakby los się na mnie uwziął, nauczyłem się w pewnym momencie traktować każdy z tych problemów jak wyzwanie, któremu po prostu muszę sprostać. W końcu zatrzymanie się w miejscu, tupanie nóżkami i płacz z powodu, że świat jest taki zły, nie jest w moim stylu. W moim stylu jest rozwiązywanie problemów bez względu na to, jak ciężkie wydawały się być w danej sytuacji.

W ciągu trzech lat od rozpoczęcia projektowania serwisów internetowych, najpierw samemu, później z pierwszą ekipą, później z kolejną nauczyłem się tyle, że w każdym momencie w którym pojawiały się te gigantyczne problemy, mogłem to wszystko rzucić i dostać całkiem dobrze płatną pracę, adekwatną do moich umiejętności, doświadczenia i wiedzy. Ale to nie o to chodzi, prawda? Założyłem sobie, że nie będę już szukał świetnej pracy, ja mam ją sam tworzyć bez względu na to, jak ciężkie by to było.

Wyobraź sobie, że chodzisz do najlepszej szkoły/uczelni na świecie, masz nieograniczone pole rozwoju, nie masz co prawda stypendium, ale jak się postarasz to możesz je zdobyć. Wydaje Ci się, że co chwilę ktoś lub coś rzuca Ci kłody pod nogi, jednak w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że tymi kłodami są Twoje własne ograniczenia, brak wiedzy czy doświadczenia, a co za tym idzie błędy, które sam popełniasz. Plusem jest fakt, że w tej szkole znajdują się najlepsi profesorzy, którzy w każdym momencie mogą Ci pomóc, jeżeli ich tylko o tą pomoc poprosisz i spytasz ich o radę.

Tą szkołą jest biznes, a tymi profesorami są przedsiębiorcy, mentorzy, coachowie, którzy coś już osiągnęli, popełnili masę błędów i chętnie nauczą Cię tego, jak nie powielać ich błędów i jak szybciej osiągnąć coś, na co oni pracowali latami.

Jedynym warunkiem, który jest w tej szkole jest konsekwencja i nieskończona ilość energii popychającej się do przodu. Tak jak w Podziemnym Kręgu bez względu na to ile razy dostaniesz po twarzy, stracisz przytomność w trakcie walki lub ktoś zniszczy w Tobie coś pięknego, masz wstać i odbyć w pewnym momencie kolejną walkę. Dlaczego? Ponieważ po tygodniach, miesiącach walki stajesz się silniejszy, a każdy cios wymierzony w Twoją stronę uodparnia Cię i zamiast bólu, daje Ci satysfakcję. Każda Twoja blizna pozwala Ci pamiętać o walce, którą odbyłeś, bez względu czy była to wygrana, czy przegrana walka.

Minęły dwa lata prowadzenia agencji podczas których popełniłem wiele błędów, które kosztowały mnie sporo czasu,nerwów i pieniędzy. Wiem, że to dopiero początek i że problemy jakie będę miał za dwa – trzy lata mogą być nieporównywalnie większe od tych, które mam obecnie.

Pomimo tego, że na zeszłorocznym rozliczeniu PITa miałem czterokrotnie mniejsze przychody (mowa o finansach osobistych), wiem że warto. Pomimo tego, że jako szef zarabiam najmniej z całej mojej ekipy, to nie jest w tym momencie istotne. Istotne jest to, że w ciągu pół roku od założenia działalności gospodarczej, dynamika wzrostu dosięgnęła prawie trzystu procent w porównaniu do pierwszego półrocza w 2010 roku. Istotne jest to, kiedy nasz klient wysyła sam z siebie rekomendację lub poleca nas innym agencjom/klientom. Istotne jest to, kiedy moi ludzie zarywają nocki, żeby zakończyć projekt, który ze względu na kilka złych decyzji okazał się przekroczyć parokrotnie budżet i który musimy w umówionym, małym budżecie bez zająknięcia zakończyć, bo do tego się zobowiązaliśmy. Istotne jest to, że każdy pomaga, dokłada część siebie po to, aby stworzyć markę, która ma lśnić i wyróżniać się w stosunku do konkurencji.

Może jestem biznesowym romantykiem, który nie do końca szanuje pieniądze (skoro popełnia błędy które kosztują go tyle kasy), a może ta moja strategia popełniania różnych błędów i przedkładania długoterminowych zysków ponad krótkoterminowe jest właśnie tym, co powoduje, że praca nie jest pracą, tylko przygodą w której każdy, jak bohaterowie w World of Warcraft, ma swoją misję, swoje funkcje i swoje miejsce w ekipie. Jest częścią zespołu, który zdobywając nowe umiejętności podbija coraz to ciekawsze krainy.

W zeszłym roku snułem wizje na temat tego, gdzie będę w przyszłym roku. Patrząc na tamten wpis, większość rzeczy udało mi się osiągnąć. W tym roku, po drugich urodzinach agencji moja wizja jest jeszcze bardziej wyraźna, plan jeszcze bardziej szczegółowy, a zespół jeszcze bardziej zorganizowany.

Alex Barszczewski napisał kiedyś genialny tekst na swoim blogu, w którym głównym przesłaniem było zdanie „Pokaż mi swoje blizny, a powiem Ci kim jesteś”. Ten tekst to moje aktualne blizny, a biznes to dla mnie taki Fight Club. Każdy dostaje systematycznie po mordzie, czerpie z tego przyjemność i chce jeszcze więcej.

63 comments
  1. Michał Maj says: 11-09-201119:17

    Co tu dużo mówić, zajebisty wpis…

  2. Edward Norton says: 11-09-201120:37

    A guy who came to Fight Club for the first time, his ass was a wad of cookie dough. After a few weeks, he was carved out of wood.

  3. marek says: 11-09-201121:39

    jak widac zaufanie warte jest kazdych pieniedzy, powodzenia

  4. Piotr Synowiec says: 11-09-201121:48

    @Michał: Dzięki! :) Na maila odpiszę szczegółowo jutro. Miłego!

    @Edward: To jeden z najlepszych tekstów w całej książce ;] Dzięki, że go tu zacytowałeś!

    @marek: Wg mnie lepiej jest ufać, bez względu na konsekwencje, popełniać błedy i parzyć się, niż być nieufnym i stać w miejscu ze względu na strach. Zaufanie to rzeczywiście najlepsza lokata :) Dzięki wielkie za komentarz!

  5. Krzysiek says: 11-09-201122:38

    Szacunku człowiek nabiera, do osoby .. która tak wprost .. i ciekawie pisze o czymś co wielu już przerobiło. Między innymi ja .. podobne odczucia :) Nie mniej, szacun za realnie świetny tekst.

  6. tomasz tomaszewski says: 11-09-201123:04

    Śledzę Twojego bloga od ładnych paru lat. Napiszę tylko tyle: Podziwiam… Naprawdę.

  7. Mateusz Styś says: 11-09-201123:42

    Biznesowy romantyk – podoba mi się to określenie. Jest taki jeden – Richard Branson, i wiele mi go przypominało czytając Twój wpis. Także jesteś na dobrej drodze ;)

  8. Jarek says: 11-09-201123:55

    Jakbym czytał swoją historię, w szczególności podoba mi się ten tytuł:
    „Historia pijanego programisty, boskiego grafika i wszystkowiedzącego kodera”

    gdybym nie zainwestował tyle pieniędzy a przede wszystkim 3 lat z życia mojej rodziny to bym już dawno dał sobie spokój.

    a z drugiej strony przez te 3 lata nauczyłem się więcej niż przez 15 lat kariery zawodowej o studiach już nie mówiąc.

    Piotr świetny wpis

    pozdrawiam

    J.

  9. Piotr Synowiec says: 12-09-201109:29

    @Krzysiek: Dzięki wielkie! Z jednej strony nie wiedziałem do końca, co napisać w drugie urodziny agencji (dlatego wpis z prawie miesięcznym opóźnieniem), z drugiej chciałem wylać z siebie to, co czuję, bo niestety w wielu przypadkach ludziom wydaje się, że to co robimy, to bułka z masełkiem, zero problemów i walizki pieniędzy.

    @Tomasz Tomaszewski: Dzięki! Bardzo mi miło.

    @Mateusz Styś: O Richardzie Bransonie czytałem trochę artykułów, ale w ostatnim czasie coraz więcej blogerów o nim pisze. Muszę sobie ściągnąć kilka jego książek. Dzięki za komentarz! ;-)

    @Jarek: Ja wolę myśleć, że nie dam sobie nigdy spokoju. Choćby dla samego doświadczenia o którym piszesz, które zdobywasz 5x szybciej niż w normalnej pracy, warto ryzykować wg mnie.

  10. Marcin says: 12-09-201110:18

    Bardzo dobry wpis, cenię ludzi, którzy mają pasję tak jak Ty.
    Niemniej jednak czytając takie historie zawsze nasuwa mi się na myśl pytanie: co z pieniędzmi, co z własnym poziomem życia? Ja sam tworząc 1 biznes przedkładałem własne zyski nad teamem, czy szczytnymi celami i planami. Po prostu przemawiała przeze mnie pazerność. W tym momencie mam na czysto w najgorszych miesiącach około 5000-6000zł, a ostatnio coraz częściej ocieram się o kiedyś niewyobrażalne 5-cyfrowe kwoty.
    Teraz natomiast mam więcej czasu, 90% zadań deleguję pracownikom lub zewnętrznym fimom i staram tworzyc coś nowego. 1 firma będzie cały czas istnieć, mam plan zgromadzenia w ciągu najbliższych lat (+ to co już mam) około 250 000 – 300 000zł – takie zabezpieczenie finansowe , być może emerytura (ja akurat działam w jednym z inkubatorów przedsiębiorczości i nie opłacam w ogóle zusu, składek ).

    Wracając do głównej myśli: biznes- pasja – ok, super, na prawdę cenię takie podejście. Ale co z pieniędzmi? Stawiasz sobie cele biznesowe w postaci określonych obrotów/klientów, masz wizję teamu ,ale czy myślisz o SWOICH prywatnych celach w postaci np kwot, które chcesz zarabiać? 5/10/20 k na miesiąc? Moim zdaniem te straty o których mówisz są oczywiście nauką ale czy nie idzie to w złym kierunku? Piszesz o kilku porażkach, które niosą ze sobą kilkadziesiąt k w ostatecznym rozrachunku na minusie. Nie miałeś nigdy marzenia zarabiania prawdziwych pieniędzy?

  11. Piotr Synowiec says: 12-09-201110:32

    @Marcin: Dzięki za komentarz.

    Gratuluję takich przychodów i takiego rozwoju firmy. Ja jak najbardziej mam swoje cele finansowe i życiowe, które wymagają pieniędzy. Też, gdybym nie inwestował w nowych ludzi, wyciągałbym całkiem niezłą pensję, ale mnie zależy na rozwoju.

    Mam gdzie mieszkać, mam co jeść, mam dwa wysokiej klasy laptopy, które zarówno świetnie się sprawdzają jak i dobrze mnie reprezentują na spotkaniach biznesowych, mam Kindla i karnet na siłownię, póki co to mi styka :)

    Jeżeli w tym momencie zarabiałbym na czysto 5 000zł, to na sto procent założyłbym kolejne marki/firmy, na które mam pomysł. Mnie nie jara kasa na koncie, jara mnie tworzenie czegoś z niczego.

  12. Agressiva says: 12-09-201110:50

    Świetny wpis Piotrze :)
    I że tak powiem wszystko co tu opisywałeś jest przede mną, także może okazać się ta wypocinka bardzo pouczająca. Pozdrawiam

  13. Piotr Synowiec says: 12-09-201110:56

    @Agressiva: Dzięki za komentarz Aga :)

    Cieszę się, że zakładasz firmę pomimo tego, że jak widać czasami nie jest łatwo. Ale warto. To był jeden z najlepszych podjętych kroków :)

  14. vasdv says: 12-09-201111:37

    Bardzo fajny wpis motywacyjny o tym ze warto jednak.

    Zabily mnie jednak dwie rzeczy ktore sa bardzo dla mnie tez osobiscie smutne.

    1. Autor wpisu z przejeciem mowi o problemach rzedu 10-20 tysiecy. Gdy tymczasem wczoraj na durnym wykopie mozna przeczytac o skrecaczu mebli w niemczech za 3 tysiace euro czy podrozniku ktory maluje norwegie za gruba kase zyje i podrozuje. W tym kontekscie smutno mi sie robi ze wyksztlacony czlowiek w polsce ciagle ma klody pod nogami i musi sie niejako posilkowac coachami zeby nie stracic zycia psychicznego.

    2. Pan Alex ostatnio podpadl gdy na blogu swoim zaczol roznicowac mezczyzn i wyszlo z tego tyle ze to on jest wielkim kasanowa a cala reszta to jakies male knypki. Smutne to ze facet ktory nigdy chyba nie byl dluzej z kobieta i nie zaznal co to rodzine zalozyc ani co to wytrzymac nieporozumienia w rodzinie doradza jak rozwiazywac nieporozumienia w firmie. Od tego czasu doszlo do mnie ze coache to wyciagacze pieniedzy ktorzy przychodza na kilka dni algo godzin do firmy i pieprza glodne kawalki za duza kase a potem znikaja. To sa krotkodystaswe leszcze ktore moga odzialywac tylko na slabe umysly.

    pozdrawiam

  15. Piotr Synowiec says: 12-09-201111:46

    vasdv: Dzięki wielkie za komentarz.

    Jeżeli chodzi o punkt pierwszy, żyjemy w takim a nie innym kraju w którym trzeba się bardziej postarać, żeby coś osiągnąć. Owszem, jest to czasami irytujące ale da się do tego przyzwyczaić. Skoro inni mogli się tutaj dorobić i osiągnąć coś, my też możemy ;)

    Jeżeli chodzi o punkt drugi, ja Alexa bardzo szanuję, nie wnikam w jego sprawy prywatne, o ile pamiętam po jego wpisach, to pisał kilkukrotnie o wieloletnich związkach, więc polecałbym zweryfikowanie tego.

    Jeżeli chodzi o coaching, mam swojego coacha i jestem z tej współpracy bardzo zadowolony. Rozumiem jednak Twoje podejście, bo na rynku szkoleniowym jest wielu coachów, którzy nie mają żadnych konkretnych kompetencji.

    Raz jeszcze dzięki za komentarz!

  16. ilear says: 12-09-201111:59

    Life’s a bitch. Get use to it, don’t regret, and learn from mistakes.
    Tak mozna by to podsumowac, swietnie wpis, dobrze sie Ciebie slucha , ale jeszcze lepiej czyta :D.

    Temat znam z autopsji, wiec wiem jak cieszy, gdy dostrzegamy w naszych porazkach cos dobrego, z czego po czasie korzystamy, a co z kolei daje wieksze profity niz sami zakladalismy.

    Doswiadczenie jest, ludzie odpowiedni wreszcie sa, The World is ours ;)

    p.s.
    Powinni ten wpis odczytywac na wykladach biznesowych, swietny material dla mlodych przedsiebiorcow :)

  17. Piotr Synowiec says: 12-09-201112:05

    @Kuba: Dzięki za komentarz :)

    No musisz się przeprowadzić jak najszybciej do tego Krakowa, to będzie o czym porozmawiać ;-)

    Dokładnie, The World is ours ;]

    Dzięki za miłe słowa, może kiedyś dorobię się takiej pozycji, że będą mnie cytować na uczelniach ;)

  18. Malina says: 12-09-201112:41

    Nie czytuję blogów, tym bardziej nie komentuję (brak czasu).

    Ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Powodzenia chłopie, trzymam kciuki!!

  19. Piotr Synowiec says: 12-09-201113:00

    @Malina: Tym bardziej dzięki za komentarz i doping ;]

  20. Hajnr says: 12-09-201114:20

    Człowieku, po tak zajebistym wpisie zyskałeś właśnie nowego czytelnika ;-)

  21. Piotr Synowiec says: 12-09-201114:22

    @Hajnr: Dzięki wielkie! :)

    To ja postaram się ze swojej strony częściej przyciągać Was nowymi wpisami ;-)

  22. PiotreK says: 12-09-201116:52

    Bardzo dobry tekst! Inspirujący. Pozdrawiam serdecznie!

  23. Piotr Synowiec says: 12-09-201117:12

    @PiotreK: Dzięki wielkie! Również pozdrawiam i zapraszam do odwiedzania bloga ;-)

  24. podtworca says: 12-09-201118:22

    Cześć „Studencie Inwestujący” ;) Czytałem Twojego bloga jeszcze w czasach Twojej przygody z giełdą. Ten blog również czasem przeglądam. Fajnie, że Ci się wiedzie, u mnie w biznesie generalnie podobnie. Właśnie wyłożył nas projekt, który się opóźnił o bagatela rok, ale coś tam nowego się kroi, więc będzie git.

    Pozdr

  25. Piotr Synowiec says: 12-09-201118:33

    @podtwórca: Cześć dedek! :) Miło Cię tu zobaczyć!

    Trzymam kciuki za dobre decyzje na giełdzie i rozwój projektu. Ja póki co na giełdę nie wracam. Żadnej spółki/firmy nie znam tak dobrze jak swojej, dlatego wolę każdą złotówkę tutaj pakować ;]

    Pozdrawiam serdecznie i dzięki za komentarz!

  26. firedesign says: 12-09-201118:47

    Świetny wpis. Rzadko kiedy czytam długie artykuły ale ten mnie urzekł :).

    Jesteś unikatem i darem dla polskiej gospodarki a mimo to wszyscy mają Cię w dupie :/. Pracownicy, Państwo Polskie, Społeczeństwo …

  27. Piotr Synowiec says: 12-09-201118:52

    @firedesign: Dzięki za komentarz! :)

    Czy ja wiem, czy wszyscy mają mnie w dupie? Mam coraz to lepszych klientów, coraz więcej ciekawych znajomych z branży, wymieniamy się zasobami, tworzymy wspólne rzeczy, chodzimy razem na piwo, gramy razem w pokera. Do tego jest masa ludzi, która chce pomagać w różny sposób.

    Jasne, nie jest różowo, pięknie i łatwo. Zapieprzam czasami po 16 godzin 6-7 dni w tygodniu, zarywam nocki, jeżdżę na różne spotkania do mniejszych i większych miast i czasami nic z tego nie wychodzi. Ale w dłuższym terminie się rozwijamy, mamy większych i fajniejszych klientów, którzy coraz częściej doceniają trud włożony w naszą pracę. M.in dlatego warto się tym zajmować.

  28. Tomek says: 12-09-201119:31

    Życzę powodzenia.
    Mi po 2,5 roku działalności zabrakło pieniedzy i byłem zmuszony zamknąć biznes i zatrudnić się na etat, mimo to nie żałuję i cały czas spłacam długi :)

    Dobrze że są ludzie którzy żyją pasjami :) Pozdrawiam,
    Tomek.

  29. Piotr Synowiec says: 12-09-201119:45

    @Tomek: Zawsze warto mieć jakiś plan awaryjny. Plusem jest to, pracując na własną rękę zdobywamy wiedzę która na rynku pracy z każdym dniem zyskuje na wartości. Dzięki temu ryzyko jest mocno minimalizowane, bo bez względu na to, co się stanie, możemy czuć się w miarę bezpieczni. Owszem, ryzyko finansowe nie jest już takie ciekawe, ale kto nie ryzykuje…

    Pozdrawiam serdecznie! :)

  30. Seba says: 12-09-201120:45

    O, fajny wpis panie kolego. Nie wiedziałem jak to z Tobą było.
    Masz organizacyjne zacięcie a to duży plus w biznesie, tym chyba szczególnie jak spotyka się takie ludzkie ewenementy :) Skądś to znam.

    Powodzenia, licznych projektów i bawcie się dobrze ;)

  31. Pablo says: 12-09-201120:51

    Gratuluję zawziętości i życiowego optymizmu pomimo wielu napotkanym problemom!! Jestem w podobnym wieku ale czuję się zmiażdżony Twoim dorobkiem zawodowym:) Życzę powodzenia i prostej drogi na szczyt! Pozdrawiam

  32. Jakub says: 12-09-201122:39

    Powala z nóg…

  33. Piotr Synowiec says: 12-09-201122:48

    @Seba: Dzięki ;-) Zabawa jest przednia, chociaż jak wszędzie bywają chwile grozy ;]

    @Jakub: Dzięki! Zapraszam ponownie! :)

  34. Piotr Synowiec says: 12-09-201122:57

    @Pablo: Dzięki za komentarz! Tobie również życzę powodzenia i rozwijania swojej kariery ;]

  35. michuk says: 12-09-201123:29

    Tez uwazam ze warto ufac choc juz zdazylo mi sie na tym przejechac jako przedsiebiorcy. Ale bez zaufania biznes musi byc strasznie smutny i dołujący. Wole juz sie raz na jakis czas zawiessc.

    Super wpis – pierwszy raz wpadlem na Twojego bloga.
    I wracaj do Reaktora!

  36. Piotr Synowiec says: 12-09-201123:39

    @michuk: Fajnie, że wpadłeś. Obserwuję Filmaster już od dłuższego czasu i mocno kibicuję :)

    Chętnie kiedyś wpadnę do Reaktora jak będę w Warszawie :) Bardzo chciałbym poznać całe środowisko startupowe z Wawy (i nie tylko), z którym póki co utrzymuję jedynie internetowy kontakt.

    Fajnie, że wpadłeś, dzięki że zostawiłeś komentarz! Miłego wieczoru! :)

  37. dobry says: 13-09-201102:16

    ta historia poprawia mi humor, mimo wszystko – inni też się męczą i mają/miewają pod górkę :)

  38. vbert says: 13-09-201102:20

    Gratuluję wytrwałości,
    zazdroszczę Twoim pracownikom …

  39. Piotr Synowiec says: 13-09-201110:55

    @dobry: cieszę się, że poprawiłem Ci humor ;-) Do zobaczenia w Krku lub w Wawie!

    @vbert: Wytrwałość wyrobiła się z czasem. Na początku wymagała bardzo dużego wsparcia ze strony przyjaciół i rodziny. Teraz jest już coraz łatwiej :)

  40. Szymon Wanatowicz says: 13-09-201118:29

    Życie, życie, kawał prawdy, ale najważniejsze mieć cel. Trzymam kciuki i bardzo fajny tekst.

  41. Piotr Synowiec says: 13-09-201119:41

    @Szymon: Dzięki, na pewno będę informował na tym blogu o dalszych perypetiach związanych z prowadzeniem działalności. Dzięki za komentarz!

  42. Biter says: 16-09-201103:38

    Świetny tekst, dużo znajomych sytuacji. Niby długie ale czyta się błyskawicznie :)

  43. Piotr Synowiec says: 18-09-201123:08

    @Biter: Dzięki wielkie ;-)

    Podziel się z nami tymi sytuacjami! Im więcej tego typu przykładów, tym więcej osób może przekona się, że porażki wcale nie są takie złe i wiele wnoszą w nasz rozwój.

  44. bleee says: 21-09-201113:36

    Ciekawy jestem ile płaciłeś swoim pracownikom.
    Jeśli pracodawdca proponuje 2 tyś zł netto, to z reguły nie robi się
    nic innego, jak podejmuje pracę chwilowo, żeby robić cokolwiek
    i w tym samym czasie wysyła się CV gdzie indziej, olewając oczywiście dotychczasowe zajęcie.
    Jest takie przysłowie: ‘Jaka płaca, taka praca’.
    Za mniej niż 3 tyś zł netto w branży informatycznej przyjdzie do pracy co najwyżej student albo
    osoba ze skromnym doświadczeniem.
    A jeśli nie stać cię na doświadczonego informatyka, no to sory.
    Kolejna kwestia – czy opisane trudności nie wynikały z braku wiedzy ?
    Programista był mało wydajny – nie wiesz dlaczego ?
    Nie masz w firmie narzędzi do zarządzania czasem pracowników ?
    Takie przypadki powinno się wykrywać po tygodniu pracy danej osoby,
    a nie dopiero wtedy, jak firma plajtuje.
    Błędy takie można wybaczyć kwiaciarce prowadzącej stragan, a nie osobie z aspiracjami prowadzenia
    firmy informatycznej.
    Jesteś amatorem informatykiem, a oferujesz rozwiązania IT ?
    Gratuluję zapału, ale mi ta historia wygląda na opowieść, którą można by nazwać
    „Jak próbowałem założyć firmę kogucik”.
    Z tego co opisujesz, to masz ambicje bycia szefem, może nie potrafiłbyś pracować pod kims.
    Nie masz jednak dostecznej wiedzy ani z zakresu zarządzania przediębiorstwem, ani
    informatycznej, a rozwiązania informatyczne przecież próbujesz sprzedawać.

  45. Piotr Synowiec says: 21-09-201122:34

    @bleee: Świetnie, że skomentowałeś ten wpis! Dziękuję Ci za to, dodałeś do tej dyskusji odrobinę odmiennego podejścia do biznesu.

    Na Twoje pytania, a raczej stwierdzenia nie będę odpowiadał, bo wiem, że wiesz lepiej :) PS: Kogucikiem to można nazwać osobę, która potrafi bez końca krytykować, a boi się podpisać swoim imieniem i nazwiskiem, czy nawet wpisać swój prawdziwy email.

    Pozdrawiam!

  46. Mlody says: 22-09-201123:47

    Bardzo dobry wpis. Gratuluje i życze sukcesów.

  47. Jacek Tomaszewski says: 23-09-201100:16

    Trafiłem właśnie na Twojego bloga i jednym tchem wchłonąłem wszystkie Twoje treści. Nie chciałem pisać, że widzę w Tobie siebie za 5~ lat (aktualnie dopiero zaczynam robić prawdziwy ‘kesz’, jeszcze jako freelancer); ale zauważyłem że łączy nas nawet zamiłowanie do oczytania & ebooków i 911 =D

    Faktycznie, mogły ci się sprawy potoczyć jeszcze gorzej. Ale IMHO nie ma co się usprawiedliwiać – z każdej porażki trzeba jakieś wnioski wyciągnąć.
    Jedno pytanie – jaką masz motywację ? Mieć xxxxx PLN dochodów miesięcznie, być rozpoznawalnym w branży, czy po prostu ‘pniesz się do przodu’ bo lubisz rozwiązywanie problemów ?

    P.S. Jesteś oczywiście w moim feedzie i czekam na kolejne wpisy ; )

  48. Kasia says: 23-09-201107:49

    A ja patrzę na Twój wpis… hmmm… z czwartej perspektywy.
    Jestem dzieckiem ludzi, którzy mieli wizję, stworzyli coś, rozwijali przez lata, dopieszczali, uczyli się na błędach własnych, podglądali błędy innych, starając się wyciągnąć z tego jakąś naukę. Ale zapomnieli zupełnie o sobie prywatnych, o przyszłości swojej i… swoich dzieci. Wierzyli, że będą żyć wiecznie a problemy w firmie będą rozwiązywać się na bieżąco. Nie rozwiązywały się, a tym bardziej nie rozwiązywały ich ciągle brane pożyczki.
    Podoba mi się, co napisałeś o starcie z własnego kapitału a nie z kredytu. Życzę, żebyś nawet będąc na minusie był jednak zawsze nad zerem (tzn. bez pożyczek) i nie zapominaj, żeby już od początku odkładać coś „na wypadek”. Inwestycje, tak, bieżące życie na poziomie, tak. Ale inwestuj też prywatnie i w żaden sposób nie mieszaj tych inwestycji z firmowymi. Ubezpiecz się. Może załóż dla dzieci fundusz edukacyjny. Uwierz, z czasem bardziej docenią dobre wykształcenie i wolną rękę niż „bananowe” dzieciństwo i… brutalne przebudzenie. Piszę to jako osoba, która w wieku 26 lat nie miała już rodziców, miała za to sięgające siedmiu cyfr długi, wygenerowane przez firmę, która miała być moim „lepszym jutrem”.
    Nie, nie użalam się nad sobą, paradoksalnie dziś czuję się lepszą osobą niż te 5-6 lat temu. Ale wiem, że nie o to chodziło rodzicom, kiedy „wypruwali sobie żyły” i nie po to tworzyli tę firmę. Pomyślałam, że takie jeszcze inne spojrzenie przyda się w tej dyskusji. Pewnie, jesteś młody i o pewnych rzeczach jeszcze się nie chce myśleć albo zostawia je na później. Ale fajnie od początku już wyrobić sobie nawyk dbania o sferę prywatną.

    Zajrzałam na stronę Twojej Agencji. Wygląda ciekawie. Jeżeli mogę tylko jedną sugestię sprzedać, jako ktoś, kto w dawnym życiu w tym siedział – wyjustuj teksty na stronie :-)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki!

  49. Piotr Synowiec says: 23-09-201114:47

    @młody: Dzięki za komentarz! :)

    @Jacek: Dzięki za komentarz, kolejne wpisy będą :) Muszę dopracować tego bloga przez weekend bo jeszcze sporo elementów brakuje. Ale to nie ważne ;-)

    Odpowiadając na pytanie dotyczące motywacji. Motywuje mnie to, że tworzę coś, co ma znaczenie nie tylko dla mnie, ale dla mojego teamu, moich ludzi. Mnie zależy na stworzeniu fajnej firmy, która będzie miała fajnych pracowników i fajnych klientów. To, że powoli udaje mi się osiągać kolejne szczeble związane ze swoimi celami, najbardziej mnie motywuje.

    @Kasia: Dzięki za tak obszerny i osobisty wpis. Póki co patrzę na to, co robię jako na jedną wielką inwestycję w wiedzę i doświadczenie. W tej płaszczyźnie widzę póki co największą dynamikę wzrostu i pod tym względem staram się jak najbardziej zabezpieczać.

    Ja na całe szczęście startowałem od zera, a nie od długów o tak wielkim rozmiarze z jakim Ty miałaś do czynienia, ale pomimo to, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak długi potrafią niszczyć.

    Tak czy inaczej, dzięki za takie rady :) Będę pamiętał o tym co napisałaś.
    PS: Dzięki wielkie za uwagi co do strony, ale ta strona jest z zeszłego roku i nie była przez ten czas aktualizowana. Nowy serwis internetowy jest już praktycznie na ostatniej prostej ( a co, pochwalę się: http://justcreate.pl/justcreate.jpg ;-) ) i na dniach/tygodniach będziemy go wdrażać online :)

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do dyskusji w następnych wpisach! :)

  50. Magda Bednarczyk says: 24-09-201108:19

    Super wpis! Dobrze czasem przeczytać taką motywującą historię. Wiedzieć, że ktoś też ma problemy i przeszkody, ale pokonuje je i konsekwentnie dąży do swojego celu, nie poddając się. Powodzenia i oby tak dalej!

  51. Piotr Synowiec says: 24-09-201113:55

    @Magda: Dzięki wielkie za komentarz!
    Staram się iść do przodu ;-)

    Tobie również życzę powodzenia!

  52. bleee2 says: 24-09-201117:48

    Zgadzam się z bleee, blog amatora informatyka, który ” bawi się ” w szefa firmy kogucik. Nadmiernie koloruje bloga. Brak wiedzy, przerwane studia. Bohater z ciebie żaden, zwykły chłopak z prowincji, który przyjechał na studia do Krakowa.
    Nie podołał.

  53. Piotr Synowiec says: 24-09-201118:55

    @bleee2: Cieszę się, jeżeli taki komentarz działa kojąco na Twoje ego. Na całe szczęście ani Tobie, ani bleee nie muszę niczego udowadniać. Pozdrawiam!

  54. zawada.tv says: 25-09-201114:49

    Bardzo ciekawy wpis.
    Przy okazji- Dostałeś mojego maila?

  55. Michał says: 08-10-201119:19

    Gdzie jest kanał RSS?

  56. Michał Szen says: 10-10-201109:36

    Bardzo ciekawie napisałeś ten wpis. Podziwiam to, że w tak młodym wieku masz już takie doświadczenie zawodowe i to jak potrafisz zarządzać ludźmi (dogadywać się z pracownikami).
    Kto u Ciebie w firmie zajmuje się poszukiwaniem zleceń(klientów)?

    Pozdrawiam z Wrocławia

  57. [...] potrzebę zrobienia czegoś dużego, osiągnięcia czegoś też w tej dziedzinie. Jak to pisał Piotrek Synowiec u siebie na blogu: „Paca nie jest pracą, tylko przygodą w której każdy, jak bohaterowie w World of [...]

  58. adda says: 07-11-201122:03

    Niedawno traiłam na ten blog i już wiem że będe tu bywac regularnie.
    Bardzo motywujące wpisy, dzieki Tobie wielu modych zaczna wierzyć w swoje siły, bo przeciez kto jak nie my ;)

    Powodzenia i może kiedyś do zobaczenia, przydałoby się trochę Twojej energii.

  59. Piotr Synowiec says: 17-11-201114:09

    @Zawada.tv: Dzięki wielkie raz jeszcze :)

    @Michał: http://piotrsynowiec.pl/feed/ tak jak w przypadku większości blogów. Wiem, że powinna być jakaś jasno wskazująca ikonka do tego adresu. Dopracuje to wkrótce (kiedy tylko ruszę z nową stroną justCreate.pl o czym na pewno będę pisał na blogu)

    @Michał Szen: Moje doświadczenie zawodowe przy niektórych osobach (takich jak Ola Sitarska, która w wieku 19 lat ma już dwa duże projekty sprzedane inwestorom za sobą) jest przynajmniej dla mnie niesatysfakcjonujące ;-)

    Zarządzanie ludźmi jest bardzo trudne i nie uważam, żebym był w tym mistrzem. Dużo w przeciągu trzech lat się nauczyłem (niestety nie ze studiów, a tylko i wyłącznie na żywym organizmie jakim jest moja firma), ale jeszcze wiele jest do nadrobienia ;-)

    Jeżeli chodzi o zlecenia, mamy w zespole handlowca, który poszukuje zleceń / klientów, plus do tego same zlecenia przychodzą do nas (dzięki pozycjonowaniu i innym formom reklamy w sieci)

    Pozdrawiam z Krakowa i zapraszam do nas na jakieś piwo / kawę ;-)

    @adda: To jeszcze tylko brakuje, żebym ja pisał regularnie wpisy ;-) A tak na serio, mam nadzieję, że taka forma wpisów, które omawiają jeden temat maksymalnie tak jak potrafię podoba się Wam.

    Masz racje, kto jak nie my ;-)

    Zapraszam do Krakowa, wkrótce będę organizował imprezę Młodzi Kreatywni, na pewno napiszę wcześniej o tym na facebooku (jeżeli jesteś zainteresowana subskrybuj moją osobę na fb, na pewno tam napiszę w pierwszej kolejności o tej imprezie).

    Powodzenia z Twoimi działaniami! ;-)

  60. Kuba says: 19-11-201122:32

    Kiedy będzie coś nowego ?? :)

  61. Zbigniew Grabowski says: 11-12-201123:16

    Podoba mi się Piotrze Twój styl i jasność przekazu, ale jeszcze bardziej treść, która przypomina moja historię, a konkretnie początki własnej działalności, rozkręcanie firmy z miesiąca na miesiąc, obserwowanie jak powoli rośnie i to poczucie, że jednak było warto :)

  62. [...] ostatnim wpisie „Historia o pijanym programiście…” pisałem o powodach dla których warto być wytrwałym. W dzisiejszym wpisie zamierzam [...]

  63. Piotr Synowiec says: 14-02-201219:16

    @Kuba: Dzisiaj został wrzucony nowy wpis. Zapraszam do przeczytania w wolnej chwili!

    @Zbigniew Grabowski: warto, masz racje. Szczerze aktualnie ciężko mi sobie wyobrazić robienie czegoś innego. Teraz chciałbym trochę odpocząć, pojechać chociaż na tydzień na jakiś urlop bo nie byłem nigdzie od założenia firmy tak właściwie (2,5 roku), przemyśleć wszystkie kwestie i uderzyć z podwójną energią :)

Submit comment