http://www.flickr.com/photos/abhiomkar/
Pamiętam ten dzień, kiedy chciałem założyć swój pierwszy w życiu portal. Miałem wtedy 13 lat, chodziłem do gimnazjum, znałem HTML’a w stopniu podstawowym i dniami i nocami myślałem o tym, jak stać się ogromnym konkurentem Wirtualnej Polski, która wtedy stawiała pierwsze kroki.
Kiedy wpadłem na ten genialny pomysł, następnego dnia poszedłem szukać swoich wspólników. Oczywiście najlepszym miejscem dla mnie w tamtym czasie była moja klasa w szkole. Miałem dobrą strategię pozyskiwania ludzi. Zaproponowałem współpracę wszystkim kolegom, którzy mieli 5 z informatyki. Niestety, żaden z nich nie widział potencjału w moim projekcie…
Po odmowie wszystkich znajomych, zdecydowałem, że zrobię to sam. Usiadłem przy swoim komputerze, włączyłem Painta i zacząłem projektować szatę graficzną dla portalu, który miał być konkurentem Wirtualnej Polski. Projektowałem, malowałem, używałem zaawansowanych funkcji tego potężnego narzędzia graficznego. Gdyby nie świadomość o braku poczucia estetyki (niestety moja nauczycielka od sztuki wyceniała mnie na trzy plus) nic by mnie nie powstrzymało! Tak wtedy uważałem.
Cztery lata później wraz z dwoma znajomymi założyłem swój pierwszy biznes. Miałem wtedy 17 lat. Dzięki pomocy wielu osób stworzyliśmy jeden z najbardziej atrakcyjnych hostingów internetowych w Polsce. Przez ponad bity rok działalności byliśmy na pierwszym miejscu pod hasłem hosting, mieliśmy najlepszy uptime (czas działania serwera bez jakiejkolwiek zawieszki). Niestety, matura zbliżała się coraz większymi krokami, mój wspólnik poszedł na studia i przestał widzieć potencjał w projekcie. Hosting został sprzedany za grosze.
Rok później wpadłem na pomysł stworzenia polskiego portalu, na podobieństwo myspace (wtedy jeszcze nie wiedziałem o tym, że istnieje myspace). Byłem przekonany, że dzięki temu projektowi osiągnę sukces w internecie. Niestety, moi programiści, którzy wyrazili chęć uczestniczenia w projekcie, szybko się zniechęcili darmową pracą. Wybrali studia, czillout i gry komputerowe. Projekt nigdy nie wypalił, jednak do dzisiaj trzymam tę domenę w swojej małej kolekcji.
Parę lat później założyłem grupę interaktywną. Pisałem o tym w jednym ze swoich poprzednich wpisów. W trakcie jednego, bardzo dużego projektu, mój grafik totalnie zignorował deadline’y, mój koder pojechał na miesiąc do Niemiec (nie wspominając słowem o tym zamiarze), a mój programista przestraszył się odpowiedzialności oraz listy poprawek. Zostałem sam, z zobowiązaniami wobec klientów.
Dlaczego piszę o tym wszystkim? Miałem 13 lat, kiedy zacząłem marzyć o pracy w Internecie. Przez 9 lat moich starań oprócz paru osób, które we mnie wierzyły, praktycznie wszyscy inni patrzyli na mnie jak na szaleńca. Wmawiali mi, że w Polsce nie da się osiągnąć sukcesu. Mówili o tym, że muszę skończyć najpierw studia, żeby cokolwiek osiągnąć w tym kraju. Namawiali, żebym przestał tracić czas i zaczął patrzeć realistycznie na otaczającą mnie rzeczywistość.
Przez te prawie 10 lat ignorowania rad mędrców, wiedziałem, że oni po prostu nie rozumieją moich planów i ambicji. Było to dla mnie normalne.
Dwa, trzy tygodnie temu poznałem grupkę osób w plus minus moim wieku, którzy aktualnie kończą studia. Ich nastawienie do przyszłości było dokładnie takie, jak tych wszystkich mędrców z mojej „dekady marzeń”.
W tym kraju nic nie osiągniesz bez szerokich pleców.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że po studiach będę musiał tyrać 5 lat za minimalną krajową, żeby dostać jakikolwiek awans.
Trzeba mieć dużo szczęścia, żeby cokolwiek się udało.
W tym kraju albo dymasz, albo jesteś dymany.
Nie wiem od czego zacząć. Nie mam żadnych kontaktów, oraz na niczym się nie znam.
Nie wiem, co chcę robić w życiu.
Jestem jeszcze młody, to za wcześnie.
Liczy się dobra zabawa i dobry melanż.
Zajmę się tym jutro, kiedyś, w najbliższej nieokreślonej przyszłości.
To nie ma żadnych szans na sukces.
To tylko część cytatów, jakie słyszę od moich rówieśników od tych dziesięciu lat. To są ludzie pozbawieni marzeń i celów. Interesuje ich bezpieczna posadka, najlepiej na państwowym stołku, gry w pasjansa przez cały dzień pracy.
Napisałem ten temat, ponieważ ciekawi mnie jak duża część osób w naszym społeczeństwie dała się wciągnąć w typowo pesymistyczne polskie (a może powinienem napisać „polaczkowe” ?) spojrzenie na świat? Wystarczy spojrzeć na komentarze na wielu polskich portalach, żeby przekonać się jak bardzo nasz kraj jest przepełniony zazdrością, jadem i
A Ty, drogi czytelniku: jak bardzo jesteś wyssany z marzeń? Czy jesteś? Może wierzysz w siebie, w swoje możliwości, w to, że ten kraj mogą tworzyć ludzie szczęśliwi z tego co robią i kim są, tak jak ja ślepo w to wierzę?




Michał Żółtowski
28-08-2010
Nic tak nie podcina skrzydeł jak ludzie, którzy w kółko gadają takie rzeczy. Wiem, że to zabrzmi trochę jak spychane odowiedzialności, ale mam wrażenie, że właśnie przez ten negatywny wpływ stoję w miejscu, zamiast iść do przodu.
Pozostaje chyba tylko odciąż się jak najbardziej od swego otoczenia i skupić się na celu.
Piotr Synowiec
28-08-2010
@Michał, witam na blogu i dzięki za komentarz!
Jeżeli tacy ludzie mają na Ciebie realny, negatywny wpływ to nie pozostaje nic innego jak się od nich odciąć.
Marcin
28-08-2010
Niesamowicie prawdziwy wpis. To jest tym bardziej męczące, że takich ludzi jest tak dużo, że nie ma w otoczeniu praktycznie nikogo, kto wierzy w to, że można to osiągnąć i trzeba wierzyć w to samemu, bez żadnego wsparcia. Dobrze, że chociaż jest Internet, gdzie można znaleźć trochę osób z podobnym podejściem do życia – nic nie jest niemożliwe. Tak co do tematu, to uwielbiam te słowa Muhammada Aliego:
„Impossible is just a big word thrown around by small men who find it easier to live the world they’ve been given than to explore the power they have to change it. Impossible is not a fact. It’s an opinion. Impossible is not a declaration. It’s a dare. Impossible is potential. Impossible is temporary. Impossible is nothing”.
Większość przyjmuje świat jakim jest, a tylko mała garstka chce go zmienić (przynajmniej w tym znaczeniu świata „osobistego”, tzn. innej drogi życia). I chociaż czasami ciężko podążać tą drogą, to myślę, że nagroda jest tego warta. Dla mnie żyć wg ustalonych szablonów, nie marzyć o niczym (a więc i nie realizować marzeń) to jak śmierć za życia.
Bartek Radziejewski
29-08-2010
Odnosząc się tylko do naszego narodowego pesymizmu, i cytując Jacka Granieckiego – „to błoto tkwi w nas głęboko”
Piotr Synowiec
29-08-2010
@Marcin: Dzięki! :-)
Zgadzam się z Twoją wypowiedzią w stu procentach. Mam wrażenie że, problemem największym jest stawianie zysków i przyjemności krótkoterminowe ponad długoterminowe zyski i przyjemności.
@Bartek:Dzięki za komentarz! Cytat niestety bardzo prawdziwy.
Swoją drogą, jestem ciekawy kiedy nastąpi znacząca zmiana w tym naszym narodowym podejściu. Niektórzy mówią, że potrzebujemy do tego jeszcze około dwóch dekad. Jak wy uważacie?
Magdalaena
29-08-2010
Ja ciągle mam wrażenie, że samo pojęcie „marzenia” znaczy dla różnych ludzi coś zupełnie innego.
I warto rozróżniać, gdzie jeszcze jest jest ta ulotna nierealna idea (taka jak ta o stworzeniu ogólnopolskiego portalu w podstawówce), a gdzie zaczyna się sensowny plan możliwy do realizacji.
O ile realizacja planów np. zawodowych wychodzi mi całkiem dobrze, to w przypadku większości marzeń natykam się na ścianę niemożliwości i tego, że ich spełnienie jest niezależne od moich działań.
„To tylko część cytatów, jakie słyszę od moich rówieśników od tych dziesięciu lat. To są ludzie pozbawieni marzeń i celów. „A może po prostu mają inne marzenia i cele niż Ty ? np. „dobra zabawa i dobry melanż”.
„Interesuje ich bezpieczna posadka, najlepiej na państwowym stołku, gry w pasjansa przez cały dzień pracy” Zastanawia mnie skąd ta czarna i nierealistyczna wizja pracy w budżetówce ? Znam wiele osób robiących naprawdę fajne rzeczy i ja sama pracuję „na państwowym” i robię to o czym zawsze marzyłam i co przynosi mi sporo satysfakcji. Pensja też jest wyższa od minimalnej krajowej ;-) Ale na układanie pasjansów nie ma co liczyć.
Piotr Synowiec
29-08-2010
@Magdalena: Gdyby nie moje nierealne marzenie o stworzeniu ogólnopolskiego portalu w podstawówce, nie byłbym na tyle szalony, żeby w wieku 17 lat otwierać firmę hostingową, a w wieku 22 lat agencję interaktywną. Nie marzyłbym również o stworzeniu ogólnoświatowego projektu, nad którym teraz pracuję.
Przytoczę raz jeszcze cytat Steve’a Jobsa:
„Ci, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że są w stanie zmieniać świat, są tymi, którzy go zmieniają.”
„A może po prostu mają inne marzenia i cele niż Ty ? ” Nie zamierzam nikomu wmawiać to, jakie ma mieć marzenia, jednak uważam, że marzenie o dobrej bibce należy do tych krótkotrwałych przyjemności, na których skupia się większość społeczeństwa. Zauważyłem też, że ta większość najczęściej zajmuje się krytyką działań innych (od działań rządu po działania ludzi w około), wymaga wiele od innych, nie wymagając nic od siebie.
„Zastanawia mnie skąd ta czarna i nierealistyczna wizja pracy w budżetówce?”
Ta czarna wizja jest jednym z cytatów, które usłyszałem od innych osób. Jak zwykle wszystko opiera się na stereotypach, które są oparte na doświadczeniach z np. urzędami miasta, urzędem skarbowym czy z naszą ukochaną Pocztą Polską. Nie twierdzę, że wszyscy się obijają i układają pasjansa, jednak uważam, że duża część powyższych instytucji jest wysoce niezorganizowana – najprawdopodobniej stąd takie wizje.
Cieszę się, że spełniłaś swoje marzenie, robisz to co lubisz i przynosi Ci to sporo satysfakcji. O to chyba chodzi w życiu :-)
Tomasz Tomaszewski
31-08-2010
Bardzo prawdziwy wpis. Mam podobnie, tylko że ja zacząłem niestety dużo później :/ Marzenia i cele jednak mam i wytrwale do nich dążę :) Marudom dać się nie można :)
Jedna tylko uwaga. Nie można mieć pretensji do ludzi że chcą dobrej, ciepłej posady. Nie każdy marzy, chce pracować na swoje konto, przez 24 godziny na dobę. Większość osób ani tego nie chce, ani się do tego nie nadaje. I dobrze. Są potrzebni i tacy, i tacy.
Piotr Synowiec
31-08-2010
@Tomasz: Masz rację i ja o to nie mam pretensji. Problem pojawia się wtedy, kiedy Ci ludzie mają pretensje do całego świata i przeszkadzają innym w osiąganiu wyznaczonych celów.
Tomasz Tomaszewski
31-08-2010
@Piotr: Zgadzam się, jak najbardziej :)
Joasia
31-08-2010
Piotr, napisałeś o czyms, o czym myslę od jakiegoś czasu. Niedawno, bo dwa lata temu, ukończyłam studia, politechnika. Można by powiedzieć, że szczyt marzeń – szanse na dobrze płatną i ambitną pracę w korporacji, tysiące na koncie, milionowy kredyt na mieszkanie, służbowe auto… Dziś wstyd mi, że choć przez chwilę miałam poczucie, że to moje marzenia.
Nie chodzi nawet o to, że większość twierdzi, że nie chce im się pracować, ale jakoś siedzą w biurach po 12 godzin dziennie, a we wakacje zabierają rodzinę na dwa tygodnie do Chorwacji. Ludzie marzą o założeniu swojego biznesu, ale pozostaje to wyłącznie w obszarze ich wyobraźni.
Bo faktycznie, trzeba trochę przestać się bać, poplanować, poświęcić czas, pouczyć się… Trzeba się odważyć wyjść przed szereg i być tą osobą, o której mówił Einstein, że „nie wie, że czegoś się nie da zrobić i to robi”. I, co najważniejsze, zdecydowanie warto to zrobić, nawet jeśli najbliższi mają cię za wariata. Ja właśnie zaczęłam.
Magdalaena
31-08-2010
Joasia „Dziś wstyd mi, że choć przez chwilę miałam poczucie, że to moje marzenia.” Dlaczego Ci wstyd ? przecież nie zamierzałaś rabować podróżnych na gościńcu, tylko uczciwie pracować.
„Bo faktycznie, trzeba trochę przestać się bać, poplanować, poświęcić czas, pouczyć się…” Tylko, że dobra praca w korporacji czy budżetówce wymaga tego samego. Jeśli chcesz robić coś ciekawego, zawsze musisz poświęcić sporo czasu, cały czas się dokształcać, planować swoje działania. Jeśli ktoś się obija, to będzie do niczego zarówno jako przedsiębiorca jak i pracownik.
Zupełnie nie wiem, w czym własna działalność na własny rachunek miałaby być LEPSZA od pracy na rzecz państwa czy przedsiębiorstwa. I odwrotnie.
Joasia
31-08-2010
@Mgdalena:
Chyba zrobiłam zbyt duży skrót myślowy w mojej poprzedniej wypowiedzi ;-)
„Dlaczego Ci wstyd ? przecież nie zamierzałaś rabować podróżnych na gościńcu, tylko uczciwie pracować.” Jasne, że tak ;-) Po prostu teraz nie potrafię sobie siebie wyobrazić jako najemnego pracownika korporacji do końca życia. Nie odpowiada mi taka wizja sprzedawania swojego czasu i prawdę mówiąc, cieszę się, że zmieniłam zdanie.
„Jeśli ktoś się obija, to będzie do niczego zarówno jako przedsiębiorca jak i pracownik.” Z tym też trudno polemizować, choć według mnie tu wiele zależy od motywacji. Pisząc o konieczności poświęcenia swojego czasu miałam pierwotnie na myśli coś innego. Może trafiam na samych etatowych malkontentów, ale niestety nie poznałam do tej pory osoby, która jest w pełni zadowolona ze swojej pracy na etacie. Wiele z tych osób ma wspaniałe marzenia, potencjał do zawojowania świata, ale nigdy się na to nie odważy. Pozostaje im wtedy obejście się smakiem i obserwowanie sukcesów innych.
„Zupełnie nie wiem, w czym własna działalność na własny rachunek miałaby być LEPSZA od pracy na rzecz państwa czy przedsiębiorstwa. I odwrotnie.” No to kwestia indywidualna. Dla każdego coś dobrego. Trudno ocenić jednoznacznie. Dla mnie praca na własny rachunek to na przykład możliwość spędzenia z dziećmi przedpołudnia, niby błahostka, ale wrażenia bezcenne.
Magdalaena
31-08-2010
@Joasia – no pewnie, że dla konkretnej osoby własna działalność może być lepsza, wygodniejsza itp. niż etat. A dla etatowca odwrotnie.
Ja po prostu walczę na wszystkich blogach i forach dotyczących finansów z tą czarną legendą „etatu w budżetówce”, gdzie ludzie marnują swój potencjał i bezmyślnie przerzucają papierki z miejsca na miejsce.
Czy naprawdę znacie kogoś, kto byłby fatalnym pracownikiem, a potem rozwinął skrzydła jako przedsiębiorca ? Bo ja słyszałam tylko o ludziach, którzy byli dobrymi pracownikami, świetnymi specjalistami i jak już zdobyli doświadczenie, to odeszli „na swoje” dla większej kasy. Np. pracownicy US, którzy zostają doradcami podatkowymi.
Piotr Synowiec
01-09-2010
@Joasia: Witaj na blogu i dzięki za taki obszerny komentarz!
Trzymam kciuki za Twoje zmiany. Łatwo na pewno nie będzie, ale satysfakcja z osiągnięcia wyznaczonych celów będzie ogromna :) Ja w tym momencie widzę, jak moja firma rośnie. Przez ponad rok pracowałem na to wszystko. Teraz dopiero efekty zaczynają być widoczne.
Postaram się w najbliższych dniach napisać tekst o tym, co mnie najbardziej zaskoczyło i co spowodowało największe trudności przy zakładaniu biznesu. Mam nadzieję, że wpis Ci się spodoba i przyda!
Powodzenia!
@Magdalena: Własna firma udostępnia nieograniczone możliwości rozwoju. Niestety, na żadnym stanowisku nie masz takich możliwości. Otwierając firmę, każdego miesiąca chłoniesz kilkakrotnie więcej doświadczenia i wiedzy, niż w przypadku pracy na etacie.
Są plusy i minusy. Nieograniczone możliwości wiążą się nie tylko z szybkim wchłanianiem wiedzy i zdobywaniem doświadczenia, ale także z wieloma nieprzespanymi nocami, pracą po godzinach (ja od miesiąca pracuję średnio po 12-14h dziennie), wieloma wyrzeczeniami.
Ale…. ale ja to kocham. Stworzyłem coś, co jest doceniane na rynku. Coś, co działa i sprzedaje się. Mam zespół profesjonalistów, którzy są killerami w swoich dziedzinach. Mam klientów, którym daje więcej, niż za to płacą. To wszystko sprawia mi dziką satysfakcję.
@Magdalena: Nikt nie napisał, że ludzie na etacie w budżetówce przekładają papierki z jednej kupki na drugą. Napisałem natomiast, że wiele firm oraz instytucji państwowych jest źle zorganizowanych, nieefektywnych, nie służących rozwojowi kraju.
Wydaję mi się, że takie złe opinie urzędy zbierają głównie ze względu na zły PR. Zamiast pomagać przedsiębiorcom, słyszy się tylko o kolejnych problemach w prawie, słyszy się o tym, że urzędnik może interpretować przepisy prawne według jego widzi-mi-się, ponieważ prawo mu na to pozwala. Widzi się niekończące się kolejki w Urzędach Miasta, Poczcie Polskiej.
Wszystkie powyższe czynniki powodują taką a nie inną opinię. Rozumiem, że nie należysz do tego grona osób, które się obijają w swojej pracy, że to Twoje powołanie oraz że jesteś szczęśliwa.
Niestety, nie zwalczysz tej czarnej legendy, dopóki w Polsce dużo się nie zmieni. Kijem Wisły nie zawrócisz.
Magdalaena
01-09-2010
„Niestety, na żadnym stanowisku nie masz takich możliwości. Otwierając firmę, każdego miesiąca chłoniesz kilkakrotnie więcej doświadczenia i wiedzy, niż w przypadku pracy na etacie.” A teraz podaj źródło.
Czy Ty w ogóle masz jakąś wiedzę na temat pracy na etacie ? na temat działania dużych organizacji ?
„Nikt nie napisał, że ludzie na etacie w budżetówce przekładają papierki z jednej kupki na drugą.” Ale napisałeś cytując poglądy znajomych „Interesuje ich bezpieczna posadka, najlepiej na państwowym stołku, gry w pasjansa przez cały dzień pracy.” I potraktowałeś ich wizję poważnie, zamiast zaznaczyć, to tylko niemożliwe rojenia różnych leniwców.
„Napisałem natomiast, że wiele firm oraz instytucji państwowych jest źle zorganizowanych, nieefektywnych, nie służących rozwojowi kraju.” Tak samo jak wiele małych firm prywatnych.
„Wydaję mi się, że takie złe opinie urzędy zbierają głównie ze względu na zły PR. Zamiast pomagać przedsiębiorcom” A dlaczego urząd / urzędnik miałby pomagać akurat przedsiębiorcom ? Dlaczego nie miałby obiektywnie dobrze wykonywać swojej pracy ?
Magdalaena
01-09-2010
„Własna firma udostępnia nieograniczone możliwości rozwoju.” To, znaczy dokładnie co można osiągnąć we własnej firmie poza zarobieniem większej ilości pieniędzy ? I poza dalszym prowadzeniem firmy ?
„Niestety, na żadnym stanowisku nie masz takich możliwości. Otwierając firmę, każdego miesiąca chłoniesz kilkakrotnie więcej doświadczenia i wiedzy, niż w przypadku pracy na etacie.” A teraz podaj źródło.
Czy Ty w ogóle masz jakąś wiedzę na temat pracy na etacie ? na temat działania dużych organizacji ?
„Nikt nie napisał, że ludzie na etacie w budżetówce przekładają papierki z jednej kupki na drugą.” Ale napisałeś cytując poglądy znajomych „Interesuje ich bezpieczna posadka, najlepiej na państwowym stołku, gry w pasjansa przez cały dzień pracy.” I potraktowałeś ich wizję poważnie, zamiast zaznaczyć, to tylko niemożliwe rojenia różnych leniwców.
„Napisałem natomiast, że wiele firm oraz instytucji państwowych jest źle zorganizowanych, nieefektywnych, nie służących rozwojowi kraju.” Tak samo jak wiele małych firm prywatnych.
„Wydaję mi się, że takie złe opinie urzędy zbierają głównie ze względu na zły PR. Zamiast pomagać przedsiębiorcom” A dlaczego urząd / urzędnik miałby pomagać akurat przedsiębiorcom ? Dlaczego nie miałby obiektywnie dobrze wykonywać swojej pracy ?
(Poprzedni fragment źle się wkleił)
Piotr Synowiec
01-09-2010
@Magdalena: Napisałaś:
„Czy Ty w ogóle masz jakąś wiedzę na temat pracy na etacie? na temat działania dużych organizacji?”
2,5 roku pracy w korporacji w Agorze S.A. najpierw w Krakowie, a później w Warszawie. Czy mam wiedzę, tego nie będę już oceniał.
„Tak samo jak wiele małych firm prywatnych.” różnica polega na tym, że małe firmy prywatne nie wpływają na losy działania państwa i najczęściej bardzo szybko upadają, jeżeli są źle zorganizowane.
„A dlaczego urząd / urzędnik miałby pomagać akurat przedsiębiorcom ? Dlaczego nie miałby obiektywnie dobrze wykonywać swojej pracy ?” Dlatego, że przedsiębiorcy stymulują gospodarkę tego kraju. Dlatego, że w innych krajach założenie firmy to przyjemność i chwila. Jak najbardziej zgadzam się, powinien dobrze wykonywać swoją pracę.
„To, znaczy dokładnie co można osiągnąć we własnej firmie poza zarobieniem większej ilości pieniędzy? I poza dalszym prowadzeniem firmy?”
To znaczy, że projektując swoją firmę musisz w szybkim czasie dopasować się do warunków rynkowych. Na samym początku rzadko kiedy stać młodego przedsiębiorcę na cały wynajęty zespół specjalistów. To prowadzi do tego, że przedsiębiorca zajmuje się nie tylko strategią swojej firmy, ale także jej marketingiem, księgowością i wieloma innymi. W ten oto sposób mając pełne uprawnienia do zarządzania firmą (w korporacjach nawet top managerzy nie mają pełnych uprawnień) możesz uczyć się na różnych płaszczyznach, smakować wszystkiego tego, czego nie dostałabyś na etacie.
Michał
01-09-2010
Ja podobnie jak Joanna kiedyś marzyłem o studiach na Politechnice. Zawsze miałem dobre wyniki w nauce, a technika to było coś co mnie interesowało, myślałem o studiach jako czymś co naprawdę będzie mnie fascynować, że będę mógł zdobywać wiedzę taką jak ja chcę, a nie z każdej dziedziny. I niestety bardzo się rozczarowałem, nie tylko dlatego, że program studiów był nie taki jak sobie wyobrażałem, ale też przez ludzi, typowych „kujonów”, którzy myślą, że wyniki w nauce zapewnią im dobre pieniądze, właśnie pracę korporacyjną itp. Poza tym nieustanna rywalizacja, nie wiadomo w jakim celu, zazdrość, zawiść. Przez takie osoby studiowanie stało się dla mnie czymś bardzo uciążliwym, można powiedzieć że pogrzebałem swoje, zainteresowania, marzenia. Totalnie odechciało mi się studiować, mimo to ciągnę ten kierunek i nie mogę doczekać się końca, żeby zrobić coś pozytywnego.
Chyba nie jestem zbyt silny, żeby wyzwolić się z tej rutyny z dnia na dzień.
Piotr Synowiec
01-09-2010
@Michał, wydaje Ci się. Mnie los musiał kilka razy mocno kopnąć w cztery litery, żebym zrozumiał, że standardowa droga nie jest dla mnie.
Dwukrotnie rzuciłem studia techniczne, co nie oznacza, że Ty musisz rzucić. Pamiętaj jednak, że okres studiów jest świetnym momentem na zrobienie czegoś własnego, niepowtarzalnego. Jak będziesz coś robił z pasją i będziesz widział przyszłość w tym co robisz, szybko znajdziesz ludzi, którzy w pełni będą podzielać Twoje pasje, marzenia i cele.
Magdalaena
01-09-2010
JA: „To, znaczy dokładnie co można osiągnąć we własnej firmie poza zarobieniem większej ilości pieniędzy? I poza dalszym prowadzeniem firmy?”
Piotr: „To znaczy, że projektując swoją firmę musisz w szybkim czasie dopasować się do warunków rynkowych. Na samym początku rzadko kiedy stać młodego przedsiębiorcę na cały wynajęty zespół specjalistów. To prowadzi do tego, że przedsiębiorca zajmuje się nie tylko strategią swojej firmy, ale także jej marketingiem, księgowością i wieloma innymi. W ten oto sposób mając pełne uprawnienia do zarządzania firmą (w korporacjach nawet top managerzy nie mają pełnych uprawnień) możesz uczyć się na różnych płaszczyznach, smakować wszystkiego tego, czego nie dostałabyś na etacie.”
Ale to nie jest obiektywnie pozytywna cecha działalności. Dla mnie ważniejsze jest skupienie się na tym, co naprawdę chcę robić, a konieczność pracy jako księgowa, marketer czy sprzątaczka to duży minus.
Piotr: „2,5 roku pracy w korporacji w Agorze S.A. najpierw w Krakowie, a później w Warszawie. Czy mam wiedzę, tego nie będę już oceniał.” To skąd ten pomysł, ze „otwierając firmę, każdego miesiąca chłoniesz kilkakrotnie więcej doświadczenia i wiedzy, niż w przypadku pracy na etacie.” ?
Piotr Synowiec
02-09-2010
@Magdalena: Napisałaś:
„Ale to nie jest obiektywnie pozytywna cecha działalności. Dla mnie ważniejsze jest skupienie się na tym, co naprawdę chcę robić, a konieczność pracy jako księgowa, marketer czy sprzątaczka to duży minus.”
Oczywiście, dla Ciebie jest to minus. Dla innych (np. mnie, mojego wspólnika i moich znajomych przedsiębiorców) jest to duży plus. Posiadamy uprawnienia, które są ograniczone jedynie przepisami prawa. Każda pozytywna zmiana wpływa w mniejszy lub większym stopniu na działanie firmy.
Poza tym, nie skupiałbym się tutaj na stanowisku księgowej, czy sprzątaczki. Te dwie funkcje bardzo łatwo i tanio delegować innym firmom. Ja skupiam się w firmie na: zarządzaniu projektami, zarządzaniu strategicznym, zarządzaniu zasobami ludzkimi. Jestem szefem, który zatrudniając daną osobę, zobowiązuje się do wielu rzeczy.
„To skąd ten pomysł, ze „otwierając firmę, każdego miesiąca chłoniesz kilkakrotnie więcej doświadczenia i wiedzy, niż w przypadku pracy na etacie.” ?”
Tak, jak wyżej napisałem. Prowadząc firmę posiadasz dużo większe uprawnienia i pole do popisu niż na w przypadku normalnej pracy. Nie twierdzę, że wszyscy powinni zakładać firmy. Nie twierdzę, że prowadzenie firmy jest złotym środkiem do sukcesu. Ja cenię bardzo specjalistów. Takich zatrudniam w swojej firmie i cieszę się, że oni skupiają się na rozwijaniu w tych dziedzinach, w których są najlepsi.
Grajek
03-09-2010
Powiem szczerze, że mam głęboko to, co sądzą ludzie o moich planach i ambicjach.
Sam nie jestem wyzuty z marzeń i celów, ponieważ wiem, że mam (lub zdobędę) odpowiednie umiejętności, żeby swoje w życiu osiągnąć.
Wiem także, że znajdzie się wielu takich, którzy będą chcieli podciąć mi skrzydła. Ale jeśli kocha się to, co się robi, to zawsze znajdzie się sposób, żeby to robić.
Cytując kawałek z utworu „Marzenia” zespołu Fenomen:
[em]]Mam marzenia właśnie po to, żeby wiedzieć czego szukać
Co bym kiedyś chciał osiągnąć, w jaki drzwi musze zapukać [/em]
Piotr Synowiec
04-09-2010
@Grajek: Zgadzam się w stu procentach! Czasami trzeba postawić na swoim, bez względu na to, co mówią inni.
mike
06-09-2010
Po pierwsze chciałem napisać że piszę bez złośliwości.
- w całym tym wpisie nie ma słowa o Twojej odpowiedzialności za porażki tych projektów, „pojechał do Niemiec”, „zignorował deadline’y”, czy aby na pewno tylko oni zawinili?
- piszesz – „mój grafik”, „mój programista” – czy to tylko taka figura retoryczna czy rzeczywiście tak było – tzn. projekt (właność) twój, a reszta pracuje dla Ciebie, czy też był to układ partnerski, bo jeśli to pierwsze, to cóż….
- nie wiem jaka dokładnie była twoja rola w tych projektach, ale wygląda to taki że większość „roboty roboty” wykonywać miał ktoś inny, a ty miałeś przede wszystkim ktoś inny, a ty miałeś dobre pomysły, czy tak było?
Piotr Synowiec
06-09-2010
@mike: Co do sytuacji „zignorował deadline’y” / „wyjechał do niemiec” dotyczyła ona projektów na zlecenie naszych klientów. Układ był typowo partnerski, ponieważ moi ludzie dostawali większość pieniędzy za realizację projektu.
Moją rolą było zarządzanie tymi projektami.
To nie było tak, że moi ludzie mieli pracować, a ja leżałem do góry brzuchem. Stworzyliśmy grupę, której zasady każdy zaakceptował, a nie każdy tych zasad się trzymał. Ja miałem kilka razy więcej obowiązków niż ludzie, którzy wykonywali poszczególne zadania, a brałem za to mniej pieniędzy od nich.
Co do projektów związanych z pomysłem, o którym wspomniałeś umawialiśmy się na to, że projekt jest wspólny. Każdy miał przydzielone pewne zadania, niestety nie wszystkim starczyło chęci.
mirabelka
18-09-2010
Świetny wpis! Żeby coś zrobić trzeba się uodpornić na narzekania malkontentów. Ciągle słyszę, że nie ma pracy w Polsce, a jak jest to tylko po znajomości. Pytam: ile CV wysłałeś? Odpowiedź: po co wysyłać i tak mnie nie zaproszą na rozmowę, bo wszystko obsadzone znajomkami, a poza tym wiadomo, że pracy nie ma. A ja kończysz studia humanistyczne to już w ogóle nie ma przyszłości. Tymczasem jestem przykładem na to, że niemożliwe jest możliwe:)
– Kończę dwa kierunki znane jako wylęgarnie bezrobotnych
– nie znam angielskiego, bez którego podobno tylko praca sprzątaczki i to w byle jakiej firmie
– nie mam pojęcia o informatyce, a działam przez net, nawet czasem coś w kodach stron zmieniam
Jak to możliwe? Po prostu w sytuacji gdy większość osób które znam mówi: ale ja nie potrafię, nie warto, nie da się ja pytam: za ile i na kiedy, po czym siadam i wykonuję zadanie:) W efekcie zdarza mi się nawet robić tłumaczenia z angielskiego:)
Piotr Synowiec
22-09-2010
@mirabelka: Dzięki za słowa uznania i za komentarz! :)
Jest takie fajne przysłowie „Fake it until you make it”. Jak widać, jesteś idealnym dowodem na to, że przysłowie to działa. Ja również zaczynałem w dokładnie taki sam sposób. Nikt nie rodzi się specjalistą. Każdy zaczyna od zera. Warto o tym pamiętać! :)
Trzymam kciuki! Dawaj znać co u Ciebie! ;]
makler
15-08-2011
Bardzo dobry wpis Piotrek!
Ja osobiście bardzo często mam styczność z takim nastawieniem.
Pesymistycznym i typowo polskim. I muszę powiedzieć, że po latach już nie robi to na mnie wrażenia. Po prostu się do tego przyzwyczaiłem. Mam to głęboko gdzieś co myślą o mnie inni i nie przywiązuje do tego wagi. Kiedyś starałem się takie osoby przekonywać, że można wszystko. A dziś się tylko uśmiecham i szukam osób podobnych do siebie. Może dlatego tu trafiłem ? :)
Pozdrawiam!
Piotr Synowiec
15-08-2011
Dzięki wielkie! :)
Rzeczywiście, otaczanie się pozytywnie nastawionymi ludźmi mocno ułatwia życie w dzisiejszych czasach. Podejrzewam, że mamy wiele podobnych cech. Ja jedynie żałuję, że skończyłem swoją przygodę z giełdą :) ale za Ciebie trzymam kciuki!