<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Młody buduje agencję</title>
	<atom:link href="http://piotrsynowiec.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://piotrsynowiec.pl</link>
	<description>Piotr Synowiec na krakowskim rynku</description>
	<lastBuildDate>Tue, 20 Mar 2012 16:16:20 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>W końcu: &#8222;władza, pieniądze i sława&#8221;</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/w-koncu-wladza-pieniadze-i-slawa/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/w-koncu-wladza-pieniadze-i-slawa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Mar 2012 14:17:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życiowe mądrości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=734</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu pewna osoba zwróciła mi uwagę, że wpisy na moim blogu są bardzo depresyjne. Ostatnim razem na wykładzie który prowadziłem na uczelni AGH na wydziale Zarządzania (czaisz, nie skończyłem nawet drugiego roku, a już wykładałem na uczelni z której mnie chyba wywalili), pewna dziewczyna stwierdziła, że razem z moim kumplem z którym wykładaliśmy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu pewna osoba zwróciła mi uwagę, że wpisy na moim blogu są bardzo depresyjne. Ostatnim razem na wykładzie który prowadziłem na uczelni AGH na wydziale Zarządzania (czaisz, nie skończyłem nawet drugiego roku, a już wykładałem na uczelni z której mnie chyba wywalili), pewna dziewczyna stwierdziła, że razem z moim kumplem z którym wykładaliśmy, jesteśmy obaj w głebokiej depresji.</p>
<p>Dzisiaj zamierzam zaprezentować na moim blogu czym jest głęboka depresja. No to zaczynamy.<span id="more-734"></span></p>
<p>Wielu osobom które zamierzają prowadzić swój biznes wydaje się, że od momentu w którym założą działalnośc gospodarczą życie stanie się piękne, kobiety nagle będą na nas lecieć, koledzy stawiać jeden za drugim, klienci zabijać się przed drzwiami o zlecenie, a dziennikarze będą płacić za wywiad i sesję zdjęciową (podobno Viva najlepiej płaci).</p>
<p>Niestety moi mili. Okłamali nas. Ja również się zawiodłem.</p>
<p>Prowadzenie biznesu to tak jak powiedziałem na wykładzie: nieprzespane noce, problemy z urzędem skarbowym, rozpieprzone znajomości i związki, zapożyczanie się u znajomych, płacenie za pensję z kart kredytowych i wiele wiele innych.</p>
<p>Nie jest natomiast aż tak źle. Prowadzenie biznesu i zdobywanie kolejnych życiowych celów nie musi wiązać się z ciągłym biczowaniem siebie i wmawianiem sobie, że &#8222;tak musi być&#8221;. Nope. To jak wygląda Twoja aktualna sytuacja jest zależne od miliona różnych Twoich małych i dużych decyzji, które składają się na przeróżne zmienne (jak ja kocham teorię chaosu) prowadzące do określonych efektów, które ciężko jest nam przewidzieć (chyba, że dysponujemy technologią kwantową, ja jeszcze się jej nie dorobiłem).</p>
<p>Niestety zorientowałem się o tym zbyt późno.</p>
<p>Zbyt długo zajęlo mi zrozumienie:<br />
- jak wielkie znaczenie mają najmniejsze detale w naszym życiu prywatnym czy zawodowym;<br />
- jak małe odpuszczenie, odkręcenie śruby pracownikowi może wywołać konsekwencje w efektywności, skuteczności czy satysfakcji z jego pracy;<br />
- jak ustępowanie w przypadku negocjacji ważnych kwestii może spowodować katastroficzne skutki;<br />
- jak ważny jest w życiu sport, poprawianie swoich wyników na bieżni etc.<br />
- jak ważne jest dobre odżywianie się, dbanie o zdrowie, noszenie czapki kiedy jest zimno, czy założenie szalika w wietrzne dni;</p>
<p>Dla większości z Was mogą być to banały. Dla mnie są to odkrycia roku 2012.</p>
<p>Mam nadzieje, że macie pojęcie jak życie potrafi być zajebiste. Jeżeli nie, przedstawię Wam po krótce. W czwartek miałem dwa spotkania, jedno ze świetną stylistką która zamierza zmienić swój wizerunek w sieci, drugie z meksykanką która chce dokonać ekspansji swojej firmy na rynek europejski. Po tych spotkaniach poszedłem na wykład na uczelnię której nie skończyłem (jedna z wielu), na której opowiadałem o swojej &#8222;depresji&#8221;. Następnie poszedłem na herbatę ze swoją szkicowniczką, po czym dowiedziałem się, że dnia następnego jadę do Warszawy.</p>
<p>W piątek wstałem sobie o szóstej rano, zrobiłem rundkę na błoniach wdychając smog który mnie tak wkurwia, że sami zaraz dowiecie się co. Następnie ubrałem się w swoją ulubioną koszulę, marynarę, spsikałem ulubionymi perfumami, po czym pojechałem na pociąg do Warszawy.</p>
<p>W Warszawie klient dał mi znać, że musimy przełożyć spotkanie na popołudnie, więc poszedłem do najlepszego biura coworkingowego jakim jest <a href="http://www.noacowork.pl/" target="_blank">Noa Cowork</a>. Uwierzcie mi, gdybym mógł, to bym tam zamieszkał. Po genialnej kawie z Paulą, właścicielką biura, poszedłem na spotkanie z klientem w którym w ciągu 20 minut załatwiłem wszystko to, co miałem załatwić, uzyskując najlepszy efekt jaki mogłem uzyskać &#8211; uśmiech klienta przy pożegnaniu.</p>
<p>Po spotkaniu z klientem spotkałem się z Dobrym kumplem, który pokazał mi Warszawę nocą. Zawinęliśmy się na domówkę, na której jej organizator po poznaniu mojej osoby powiedział mi, że czyta mojego bloga i jest to dla niego bardzo cenna wiedza (mówcie do mnie tak! bo lubię czuć tych słow smak). Następnego dnia wracając pociągiem z Warszawy siedziałem w przedziale z niewidomym, który tak się jarał muzyką, którą sobie słuchał przez swojego walkmana, że aż inni z przedziału nie potrafili skupić się na czytaniu (moi mili, słuchawki + naładowany mp3 player to podstawa, do tego kindle i dobra książka i możemy pokochać PKP). Ten facet był szczęśliwy. Jechał na dzień świętego Patryka do Krakowa spotkać się ze swoimi koleżankami na Whiskey i Guinnessa :)</p>
<p>Po powrocie do domu miałem konferencję w sprawie nowego projektu startupowego, w którym biorę udział (warto było odmawiać te kilka razy, żeby wbić się do takiego pomysłu i mieć realny wpływ na jego przebieg, czując szacunek do swoich osiągnięć, doświadczeń i umiejętności). Po konferencji poszedłem grzecznie spać.</p>
<p>Następnego dnia wstałem, poszedłem zrobić sobie rundkę na Błoniach (wait for it!), zrobiłem sobie pyszny obiad, poźniej poszedłem na kawę i zakupy z dobrą znajomą, po czym poszedłem do biura pobawić się chwilę w księgowego i przygotować się do wyjazdu do Wrocławia w którym aktualnie piję kawę i słucham w międzyczasie starszego Pana mówiącego o szkodliwości wody mineralnej :) ).</p>
<p>W trakcie nocy z niedzieli na poniedziałek spałem 1,5h, co wymusiło wpakowanie we mnie rekordowej ilości kofeiny po przyjeździe. Spotkałem się z chłopakami, z którymi tworzę nowy, startupowy projekt, po czym poszedłem wieczorem dowiedzieć się czym jest Wrocław.</p>
<p>Teraz wrócimy trochę do tych Błoń. Pomimo tego, że kocham Kraków, żyję w nim od prawie 6 lat, przeżywam najpiękniejsze i najgorsze chwile swojego życia czas ruszyć do przodu. Bardzo irytuje mnie to, jak to miasto jest zanieczyszczone (naprawdę, przy bieganiu po błoniach czuję się, jakbym wdychał bezpośrednio z rury wydechowej spaliny i pomimo tego, że jestem wielbicielem motoryzacji &#8211; to nie jest fajne). Przeszkadza mi to, że to miasto jest odrobinę zaspane.</p>
<p>Potrzebuję miasta w którym głównym brand hero powinien być Robert Burneika z hasłem &#8222;Nie ma opierdalania się!&#8221;.</p>
<p>Potrzebuję amfetaminy, którą dorzucają do powietrza w Warszawie, co czuję po pierwszych dwóch sztachnięciach tym powietrzem (pozdrawiam Michał! :) ). Potrzebuję czuć, że żyję, zdobywam nowe krainy, przeskakuję samego siebie i jak to zgrabnie ujął mój znajomy z Warszawy przedstawiając mnie &#8222;kiedy wszyscy myślą, że on przewróci się za chwilę na twarz, tak naprawdę on w tym momencie robił przygotowania do salta&#8221;.</p>
<p>W ciągu najbliższych dwóch miesięcy wyprowadzam się z Krakowa. Nie wiem, czy obiema nogami, ale wiem, że się wyprowadzam. Chcę poukładać swoje życie w tym czasie w taki sposób, aby moja firma działała bez mojej stałej obecności w Krakowie, przy założeniu kolejnej filii we&#8230; Wrocławiu lub Warszawie.</p>
<p>Biorę pod uwagę tylko te dwa miasta. Myślałem jeszcze nad Londynem, ale wiem, że to jeszcze nie ten moment.</p>
<p>W skrócie moje życie wygląda tak: łapię świetne zlecenia, klienci zapraszają mnie na Koniak w podziękowaniu za dobrą realizację, uruchamiam filię firmy wyprowadzając się z Krakowa, przenoszę swoją działalność do Wielkiej Brytanii ze względu na to, że mają tam dużo korzystniejsze przepisy podatkowe, emerytalne i ogólnie dużo lepsze środowisko, a co za tym idzie otwieram się na zagranicę &#8211; do końca roku chcę mieć minimum 3 klientów którzy nie mówią po Polsku.</p>
<p>Dostaję szereg najcenniejszych uwag po trzech tygodniach oczekiwania od jednego bardzo skutecznego i ciekawego przedsiębiorcy (który nie chce mnie przy tym dodać do znajomych, ponieważ nie mieliśmy okazji nigdy wypić kawy poznając się na żywo).Oprócz tego pozywam jednego klienta, ponieważ nie mam innego wyjścia, biegam, dobrze się odżywiam, czytam, oglądam filmy, żyję.</p>
<p>Zanim przyszła wena, inspirująca mnie do tego wpisu miałem chęć napisać tekst na temat &#8222;Jeżeli Twoje życie byłoby filmem, jaki utwór leciałby na napisach końcowych?&#8221; Ze względu na to, że częstotliwość moich wpisów przypada raz na kwartał, przejdę od razu do pointy, którą miałem w głowie co do tego tekstu.</p>
<p>Nie chcę, żeby moje życie wyglądało tak, jak to określa mój przyjaciel w sytuacji mojego maksymalnego zmęczenia, czyli &#8222;życie smutnego penisa&#8221;. Na moich napisach końcowych nie będzie leciał utwór Counting Crows &#8211; Colorblind, który możnaby przypisać do mojej osoby jeszcze parę miesięcy temu.</p>
<p>Wiem, ze entuzjazm, który mam nie będzie wieczny i że życie to jedna wielka jazda rollercoasterem. Za niedługo pewnie znowu popełnię kilka błędów, po których tak, jak zwyklę otrzepię kurz ze swojej marynarki, wstanę, włożę słuchawki w uszy i puszczę piosenkę z moich napisów końcowych.</p>
<p><iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ohPgju0mBgU" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/w-koncu-wladza-pieniadze-i-slawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czasami warto dać komuś w ryj nawet pomimo tego, że dostaniesz dużo mocniej po mordzie.</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/czasami-warto-dac-komus-w-ryj-nawet-pomimo-tego-ze-dostaniesz-duzo-mocniej-po-mordzie/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/czasami-warto-dac-komus-w-ryj-nawet-pomimo-tego-ze-dostaniesz-duzo-mocniej-po-mordzie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 03:28:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mój spowiednik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=602</guid>
		<description><![CDATA[Tak, wiem, że jestem przedsiębiorcą, osobą &#8222;publiczną&#8221;. Wiem, że raz napisane słowo w internecie zostaje w nim na zawsze zapisane. Mimo tego, jestem świadomy wszelkich wizerunkowych konsekwencji związanych z tym wpisem. Zainteresowanych zapraszam do dalszego czytania. Post scriptum leadowe: tak, dostałem ostatnio &#8222;po mordzie&#8221;. Nie zamierzam być z tego powodu dumny. To moja pierwsza &#8222;bójka&#8221; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-644" title="banksy" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2012/02/banksy.jpg" alt="" width="640" height="640" />Tak, wiem, że jestem przedsiębiorcą, osobą &#8222;publiczną&#8221;. Wiem, że raz napisane słowo w internecie zostaje w nim na zawsze zapisane. Mimo tego, jestem świadomy wszelkich wizerunkowych konsekwencji związanych z tym wpisem. Zainteresowanych zapraszam do dalszego czytania. Post scriptum leadowe: tak, dostałem ostatnio &#8222;po mordzie&#8221;. <span id="more-602"></span></p>
<p>Nie zamierzam być z tego powodu dumny. To moja pierwsza &#8222;bójka&#8221; od czasów podstawówki. Jedyna w której uznałem, że należy podnieść dłoń bez względu na efekty tej decyzji. Dla celów wyższych, w obronie bycia facetem. Nie żałuję. </p>
<p>W ostatnim wpisie &#8222;<a title="Pijany programista, boski grafik...." href="http://piotrsynowiec.pl/pijany-programista-boski-grafik-wszechmogacy-koder/" target="_blank">Historia o pijanym programiście&#8230;</a>&#8221; pisałem o powodach dla których warto być wytrwałym. W dzisiejszym wpisie zamierzam kontynuować temat związany z wytrwałością. Tym razem w trochę inny sposób. </p>
<p>Zacznijmy od sytuacji która mnie dotyczy często w ostatnich tygodniach. W ciągu ostatnich 2 miesięcy dostałem kilka(naście) propozycji na uczestniczenie w startupie w którym miałem sprawować mniej lub bardziej ważną funkcję. Pomimo &#8211; na pierwszy rzut oka &#8211; bardzo różnych, ciekawych propozycji, odmówiłem wszystkim osobom składającym tę propozycję (tym, którym nie odmówiłem, oznajmiam, że przepraszam, ale just jest dla mnie religią).</p>
<p>Zapytacie: dlaczego? Startup to tyle możliwości, szans na sławę, pieniądze i wiele innych pokus. Odpowiedź jest prosta. Dla zasad.</p>
<p>Moja agencja jest trzecim z kolei biznesem który prowadzę. Siedem &#8211; osiem lat temu była pierwsza firma (za czasów liceum, kiedy jeszcze nie umiałem oddzielić biznesu od uczuć i latałem z motylkami w brzuchu za pannami) którą musiałem wraz ze wspólnikami sprzedać. Trzy &#8211; cztery lata temu był sklep internetowy, który był nieprzemyślany od fundamentów aż po dach, a dwa i pół roku temu był just, który ciągnę i ciągnę niczym krówkę ciągutkę. Ze smakiem.</p>
<p>Moja agencja jest pierwszą rzeczą w moim życiu która mi się udała.</p>
<p>Przepraszam wszystkich, którzy ucierpiali na tej decyzji. Serio. Z połową z Was (niestety druga połowa przedstawiała pomysły które były kompletnie nieprzemyślane, proszę odróbcie swoje zadanie domowe) z chęcią zarabiałbym miliony, które doprowadziłyby do spełnienia jedynego mojego materialnego marzenia. Kupna ukochanego Porsche. Tak, 911 (widzieliście ostatnią, najnowszą wersję? Przeskoczyli samych siebie! Jeżęli się z tym nie zgadzasz, proszę zapoznaj się z historią Porsche, a jeżeli nadal się z tym nie zgadzasz, proszę przedstaw mi jakieś rozsądne argumenty udowadniające, że mylę się w tej sprawie).</p>
<p>Niestety pomimo tego, że być może udałoby mi się zarobić na moje ukochane Porsche w tym StartUpie, które jest celem materialnym od jakiś 13 lat (spróbuj sobie wyobrazić moją determinację, oraz uczucia związane z podjęciem tej decyzji, związanej z rezygnacją z wszystkiego innego co nie ma przedrostka &#8222;just&#8221; (( swoją drogą, ostatnio zacząłem się obawiać, że jedyna kobieta z którą będę mógł być w przyszłości będzie miała na imię justYna)) ), musiałem zrezygnować. Dlaczego? Ze względu na odpowiedzialność.</p>
<p>Odpowiedzialność to słowo klucz, które towarzyszyło mi od momentu w którym włamałem się na nieoficjalne forum szkolne, ze względu na to, że moi znajomi z liceum obrażali moją ulubioną Panią profesor. Odpowiedzialność oznaczała wtedy trzymanie za jaj(niki)a jakieś  200 osób, które uważały że są anonimowe w Internecie. Wiedziałem, że wtedy odpowiedzialność nie będzie dotyczyć mojej osoby, a jedynie osób, które krótko mówiąc zachowały się nieodpowiednio. Nie wiedziałem, że tej odpowiedzialności brak mojej osobie&#8230; o czym szybko przekonałem się, kiedy pojechałem &#8222;na studia&#8221; do Krakowa.</p>
<p>Odpowiedzialność to skurwysyn. To zaprzeczenie facebooka, zaprzeczenie kwejka, zaprzeczenie demotywatorów czy gazety pe el w których kryjesz się kiedy Ci się nie chce, kiedy się boisz, kiedy chcesz ucieć od&#8230; odpowiedzialności.</p>
<p>Odpowiedzialność to wszystko to z czym się spotykasz w przypadku swoich czynów, ale nie tych które mają PRowo świadczyć o tym, że jesteś zajebisty (tylko i wyłacznie z tego powodu, że kupiłeś za 12zł domenę i za 40zł serwer i nazwałeś się StartUpowcem). Odpowiedzialność to wszystko to co Ci wchodzi w tyłek i nie daje zbyt pozytywnych wrażeń, co więcej, to coś co Cię bardzo demotywuje. Dużo bardziej niż demotywatory.pl.</p>
<p>Odpowiedzialność to coś, czego najciężej jest mi się nauczyć. Kiedy bałem się na pierwszym roku studiów sesji, a czułem, że praca w Agorze jest zajebista, ludzie są ekstra, jestem w stanie się spełniać etc. brak odpowiedzialności doprowadził do najprostszych decyzji &#8211; rzucenia studiów.</p>
<p>Brak odpowiedzialności prowadzi w skrócie do tego, że podejmujesz decyzje, które są dla Ciebie proste, najszybsze do podjęcia, najmniej bolesne &#8211; na pierwszy rzut oka.</p>
<p>W długim terminie brak odpowiedzialności prowadzi do tego, że nie potrafisz się odnaleźć. Zarzucasz błedy wszystkim innym, tylko nie sobie, bo tak jest łatwiej. I nie piję tutaj do nikogo innego, oprócz siebie. Brak odpowiedzialności prowadzi do tego, że podejmujesz ciąg złych decyzji, od tych związanych z brakiem odrobienia prostego zadania związanego z wyszukaniem konkurencyjnych projektów podobnych do Twojego startupu, po te, które powodują, że usprawiedliwiasz swoje faile różnymi losowymi przyczynami &#8222;których nie mogłeś przewidzieć&#8221;.</p>
<p>Wymówki, wymówki, wymówki &#8211; powiedział mój znajomy wybierając wśród dwóch ofert pracy:<br />
1. bezpiecznej, w której miał 2k podstawy i możliwość zarobienia 2k premii.<br />
2. niebezpiecznej, w której miał (zer0)k podstawy i możliwość zarobienia do 40k premii miesięcznie.</p>
<p>… wybierając oczywiście drugą opcję , która wymagała od niego stuprocentowej odpowiedzialności za swoje czyny.</p>
<p>Odpowiedzialność to ponoszenie konsekwencji za złe decyzje. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to zbyt dobrze, ale jak się przyjrzymy temu zjawisku bliżej okazuje się, że jest to jedno z najpiękniejszych zjawisk (zaraz po kobietach w szpilkach), którego możemy doświadczyć.</p>
<p>Dlaczego? Ponieważ złe decyzje pozwalają nam uczyć się. Nie ważne, czy podejmiesz złą czy dobrą decyzję. Ważne, czy na podstawie złej decyzji wyciągniesz wnioski i podejmiesz decyzję, wprowadzisz zmiany które będą dążyły do lepszych efektów, czasów, czegokolwiek. I im szybciej podejmiesz tę decyzję, tym lepiej. Bez względu na to, czy decyzja jest dobra, czy zła (bo zawsze możesz zmienić zdanie).</p>
<p>Problem polega na tym, że wszyscy &#8211; i Ty i ja &#8211; mamy problemy z byciem odpowiedzialnym. Co więcej, oprócz tego problemu mamy problemy z odbieraniem jakichkolwiek negatywnych komentarzy, które nie są po naszej myśli. Bo przecież nie zna branży, bo przecież ja wiem lepiej, bo przecież mu udowodnię. Jasne, upór i konsekwencja jest najpiękniejszą cechą w biznesie, ale mimo wszystko nauka na czyichś błędach jest najopłacalniejszym czynem w biznesie.</p>
<p>Przepraszam, ale szlag mnie trafia, kiedy ktoś marnuje mój czas (tak, od jakiegoś czasu zacząłem go szanować) na porady, które i tak są kwitowane tekstem &#8222;tak, ale Ty nie wiesz wszystkiego&#8221; / &#8222;tak, ale Ty nie znasz branży&#8221; &#8211; to dlaczego nie wprowadzisz mnie w branżę w ciągu tych kilkudziesięciu minut naszej rozmowy? Rozumiem, że wolisz stracić kilkadziesiąt kółek, osłabić swoje relacje ze znajomymi / rodziną, doprowadzić do depresji tylko i wyłacznie po to, aby udowodnić, że musisz sam uczyć się na własnych błędach? Szczerze &#8211; nie gratuluję.</p>
<p>Niestety, biznes jest zjawiskiem które dla mnie jest i będzie jeszcze przez wiele lat niezrozumiałym, pomimo tego, że zaczynam je coraz bardziej wyraźnie widzieć i coraz bardziej rozumieć. To walka tych, którzy łudzą się, że wiedzą, z tymi, którzy wiedzą i łudzą się że mają w stu procentach rację.</p>
<p>Tak, wiem co piszę. Uważam, żę zarówno jedna jak i druga strona daje ciała. Pierwsza z tego względu, że nie potrafi skorzystać z googla i poczytać o tym, jak tego typu biznesy (podobne do Twoich) padały jak muchy, druga, z tego względu że uznaje swoją mądrość jako jedyną właściwą, blokując potencjał ludzi młodych, mających marzenia i cele, zalewając ich szambem rzeczywistości.</p>
<p>Prawda jest prosta, wręcz banalna. Dopóki się nie wywrócisz, to się nie nauczysz. Nie ma cenniejszej wiedzy niż ta, która została zdobyta przez popełnienie czyichś błędów. Szanuj cudza pracę, szanuj ludzi i naucz się z nimi współpracować, ponieważ sam niczego nie osiągniesz. Nie kradnij, nie dymaj, ponieważ ta strategia może być wydajna jedynie bardzo krótkoterminowo. I najważniejsze&#8230;.</p>
<p>Tak, jak czasami trzeba dać komuś po mordzie, pomimo tego, że dostanie się po swojej dużo mocniej &#8211; dla zasad. Tak czasami trzeba popełnić masę błędów, pomimo tego, że straci się dużo dużo więcej niż pieniądze.</p>
<p>(Dla zrozumienia zasad)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/czasami-warto-dac-komus-w-ryj-nawet-pomimo-tego-ze-dostaniesz-duzo-mocniej-po-mordzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia pijanego programisty, boskiego grafika i wszystkowiedzącego kodera.</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/pijany-programista-boski-grafik-wszechmogacy-koder/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/pijany-programista-boski-grafik-wszechmogacy-koder/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Sep 2011 16:24:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[W biznesowej dżungli]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=588</guid>
		<description><![CDATA[Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Pamiętam, jak rok temu pisałem tekst na tym blogu na temat pierwszej rocznicy istnienia justCreate. W ciągu tych 13 miesięcy jak można się domyśleć dużo się zmieniło. Jeżeli chcesz poznać historię o tym, jak to jest być parędziesiąt tysięcy w plecy, ze względu na kilka błędnych decyzji i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/09/Figiht-Club-2-QUXSK8GJP0-1024x768.jpg"><img title="Fight Club" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/09/Figiht-Club-2-QUXSK8GJP0-1024x768.jpg" alt="" width="540" height="405" /></a></p>
<p><a href="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/09/Figiht-Club-2-QUXSK8GJP0-1024x768.jpg"></a>Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Pamiętam, jak rok temu pisałem tekst na tym blogu na temat pierwszej rocznicy istnienia justCreate. W ciągu tych 13 miesięcy jak można się domyśleć dużo się zmieniło. Jeżeli chcesz poznać historię o tym, jak to jest być parędziesiąt tysięcy w plecy, ze względu na kilka błędnych decyzji i być z tego tytułu bardzo szczęśliwy, zapraszam do czytania.<span id="more-588"></span></p>
<p>Kiedy zakładałem justCreate miałem zaoszczędzone około trzy tysiące złotych, które były ulokowane na rachunkach oszczędnościowych, lokatach i giełdzie. Jak na 21/22 letniego studenta to całkiem niezłe oszczędności. W końcu ponad 90% Polaków nie ma żadnych zaskórniaków, a zamiast nich ma pożyczki i kredyty.</p>
<p>Zanim założyłem swoją agencję grałem na giełdzie. Zacząłem na szczycie poprzedniej bańki, kiedy WIG20 dobijał do 4000 punktów i kiedy na Elektrimie dało się zarobić w ciągu dwóch tygodni około 30%. Tak też zacząłem, zyskiem 30 procent po zainwestowaniu w Elektrim. Po takim debiucie czułem się jak młody bóg na giełdzie. Wydawało mi się, że to najlepsze co mogło mnie spotkać. Już liczyłem kilkuset procentowe zyski roczne, kiedy to po roku kryzys wykasował mnie, rozrywając moje finanse na strzępy.</p>
<p>Przez półtora roku, wszystko co zarobiłem i zaoszczędziłem wrzucałem na giełdę. Robiłem proste strony internetowe za kilkaset złotych, pracowałem w dużej korporacji i co miesiąc wyciągałem cztery razy więcej pieniędzy niż dzisiaj mam miesiąc w miesiąc we własnym portfelu.</p>
<p>Na pierwszy rzut oka możnaby powiedzieć, że było dużo lepiej niż jest teraz. Miałem stały, całkiem niezły dochód, stać mnie było na wszystko, czego mi było trzeba. Moimi jedynymi problemami było utrzymanie się na studiach &#8211; wtedy myślałem, że połączenie studiów, inwestowania na giełdzie i pracy w korporacji to najlepsze, co może mnie spotkać i jeżeli będę to robił cały czas w ten sam sposób, szybko dorobię się świetnej pozycji i ekstra kasy.<br />
Wszystko skończyło się, kiedy wyrzucono mnie pewnego marcowego dnia z pracy. Byłem przerażony, zdruzgotany, rzeczywistość walnęła mi w twarz z prawego sierpowego.</p>
<p>W mojej ukochanej korpo starałem się być najlepszy. Pomimo tego, że wymagano ode mnie X, Y, Z, ja starałem się mojemu pracodawcy dostarczyć każdego dnia starannie wypisany cały alfabet. Rozumiałem powody wyrzucenia mojej osoby. Przyszedł kryzys, a ja byłem na najniższym szczeblu przez co byłem pierwszy w kolejce do wywalenia. Pomimo tego, że wtedy ogromnie się bałem i cierpiałem jak nigdy wcześniej (pierwsza poważna praca w której się spełniałem, w której widziałem swoją przyszłość), to była jedna z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się w moim życiu.</p>
<p>Po otrzepaniu kurzu po tym małym upadku doszedłem do wniosku, że chciałbym już nigdy nie zostać wyrzucony z pracy. Co więcej, chciałbym tworzyć miejsca pracy, które pozwolą wspólnie, razem z moją ekipą spełniać moje i ich marzenia. Nie chodziło o pieniądze, chodziło o tworzenie czegoś swojego i rozwijanie tego w kierunku wyznaczonym przez marzenia i wizje.</p>
<p>Zacząłem od małej trzyosobowej ekipy. Ci, którzy czytali od deski do deski tego bloga wiedzą, że mój grafik nie wywiązywał się z terminów bo uważał, że jest bogiem, mój koder potrafił w środku projektu wyjechać na miesiąc do Niemiec, nie uprzedzając mnie o tym w ogóle (a po powrocie mówiąc mi, że moja firma i mój projekt bez inwestora/wkładu własnego w wysokości 50 000zł nie ma szans się rozwinąć), a mój programista nie odbierał telefonu, a jak odbierał to okazywało się, że pojechał na wycieczkę z uczelni tzw. Rajd Fizyka &#8211; Alkoholika. Ponieważ miałem zobowiązania wobec klientów, siedziałem z tym pijanym programistą kilka godzin na telefonie i grzebiąc w jego kodzie słuchałem bełkotu, który miał mi pomóc w zakończeniu projektu. Tak, programowałem przez telefon to, co powiedział mi mój pijany programista. Takie były moje początki.</p>
<p>Przez wyżej wymieniony zespół straciłem zaufanie u trzech bardzo ciekawych klientów, z którymi przyszła współpraca mogła mi pozwolić na dużo szybszy rozwój. Niestety, jako ekipa daliśmy ciała, a ja w swoje 22 urodziny byłem załamany i nie wiedziałem co ze sobą zrobić.</p>
<p>Wtedy mój przyjaciel, podczas mojej imprezy urodzinowej, jako jeden z prezentów zaprosił naszego bardzo dobrego znajomego, który po wysłuchaniu moich problemów powiedział krótko i zwięźle: znajdź nową ekipę albo podepnij się pod inną ekipę albo zatrudnij się w innej ekipie albo rzuć to wszystko w cholerę i zajmij się czymś innym, skoro to takie trudne.</p>
<p>Wybrałem pierwszą opcję.</p>
<p>Poznałem dwie ciekawe osoby, mojego przyszłęgo wspólnika i mojego przyszłego programistę (z którym tworzymy cuda od tamego czasu aż do teraz, w naszym boskim teamie). Mój przyszły wspólnik bał się wchodzić we współpracę na zasadach czysto partnerskich (fifti-fifti) dlatego założyliśmy sobie, że każdy ma swoją markę (agencję), mamy wspólny zespół, idziemy we wspólnym kierunku i dzielimy się budżetem 75/25 w zależności od tego, kto załatwi projekt i się nim zajmie.</p>
<p>Wszystko było piękne, każdy się starał do momentu w którym okazało się, że moje przychody ze zleceń przewyższają znacząco jego przychody. Ja chciałem się rozwijać i inwestować w ludzi, gdybym miał zatrudniać nowych ludzi i utrzymać dzielenie się 75/25, on musiałby dopłacać do biznesu. Zaproponowałem mu wtedy ponownie dzielnie się 50/50 i dążenie do celu na zasadach partnerskich.</p>
<p>Od tego momentu obroty wspólnika znacząco spadły i zamiast zajmować się pozyskiwaniem nowych zleceń, zajął się zarabianiem na własną rękę. Obroty mojej agencji w stosunku do jego ostro wzrosły, a ja ciągle byłem zapewniany o tym, że daje z siebie 100 procent i kiedy ja zarabiałem jakieś drobne, wystarczające ledwo na utrzymanie, On kosił całkiem niezłe pieniądze na swoich prywatnych zleceniach.</p>
<p>Po podliczeniu rocznym zysków i strat, kiedy zobaczyłem czarno na białym, że utrzymanie 4 pracowników jest w siedemdziesięciu paru procentach finansowane z moich zleceń i ciężkiej pracy, a w dwudziestu paru procentach z jego, doszedłem do wniosku, że wolę pracować sam, bez wspólnika i być odpowiedzialnym w 100 procentach za rozwój firmy, niż łudzić się, ze cokolwiek się zmieni działając cały czas tak samo i narzekając na to, jak jest bez podejmowania krytycznych decyzji.</p>
<p>Wtedy pierwszy raz w życiu wyrzuciłem pracownika. Zrobiłem to z dwóch powodów, pierwszy &#8211; nie mogłem utrzymywać czterech osób na własną rękę. Drugi &#8211; nie mogłem utrzymywać programisty, który dziennie 5h spędzał na youtubie i wykopie, okłamując mnie, że jest w trakcie wykonywania zlecenia, kiedy to zlecenie miało za 2 dni deadline, a z jego strony nic nie było jeszcze rozpoczęte.</p>
<p>Pomimo dwóch powyższych, wyrzucenie osoby z teamu było dla mnie bardzo trudnym doświadczeniem. Biorąc pod uwagę moje zaangażowanie w pierwszej czy drugiej pracy, w których dwałem z siebie 200 procent za szmaciane pieniądze, nie rozumiałem, jak ktoś może się tak opieprzać, biorąc miesiąc w miesiąc pensję od początkującego przedsiębiorcy, który przedkłada czyjeś dobro ponad swoje.</p>
<p>Wydawało mi się, że skoro ja mam podejście, które polega na tym, że robię wszystko co w mojej mocy, żeby każdy dostawał pensję na czas, żeby każdy miał coraz lepsze stanowisko pracy i cieszył się z tego, co tworzymy i w jakim kierunku idziemy, dostanę w zamian pełne poświęcenie, takie samo, jakie ja gwarantowałem swoim poprzednim pracodawcom. Myliłem się. Nie wszyscy potrafią podchodzić honorowo do pracy i poświęcać się ku wyższej idei.</p>
<p>Niektórzy niestety wychodzą z założenia, że wiele im się należy, ale niekoniecznie wiele można od nich wymagać.<br />
Dodatkowo w czasie tych wszystkich perypetii praktycznie co dwa tygodnie jeździłem do Warszawy biorąc udział w konkursie o dofinansowanie na 100 tys. zł z programu AIP Seed Capital, z którego przed samym finałem musiałem zrezygnować, ze względu na niejasne i niekorzystne warunki umowy, którą miałem w ciemno podpisać.</p>
<p>Byłem stratny ze względu na niewydajnego programistę, ze względu na wspólnika który przedkładał swoje krótkoterminowe zyski ponad długoterminowe wspólne zyski oraz ze względu na konkurs, który oczarował mnie swoimi założeniami, które później się zmieniały i pękały niczym bańki mydlane.</p>
<p>Wszystko to kosztowało moją kieszeń ponad dwadzieścia tysięcy złotych. Tyle byłem de facto stratny na trzech złych decyzjach.</p>
<p>Po rozstaniu ze wspólnikiem zacząłem na nowo. Zreorganizowałem zespół, zmieniłem założenia strategiczne (dzięki szkoleniu które przeprowadził Piotr Wilam razem z Markiem Kapturkiewiczem) i zabrałem się do działania. Wyszedłem z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości i założyłem jednoosobową działalność gospodarczą.</p>
<p>Zacząłem zdobywać coraz to lepsze zlecenia, tworzyć sobie nadwyżkę finansową i kiedy wszystko zaczęło już wyglądać ekstra, podjąłem kolejne trzy złe decyzje, które doprowadziły do tego, że dwa zlecenia, które tworzyliśmy dla naszych klientów, przeciągnęły się kilkukrotnie, inkasując cały zysk wypracowany w poprzednich miesiącach, zysk który mieliśmy mieć z tych zleceń oraz zysk, który udało mi się dopiero w trakcie wakacji wygenerować innymi zleceniami.<br />
W sumie w ciągu dwóch lat na kilku złych decyzjach jestem w plecy kilkadziesiąt tysięcy złotych i dalej uważam, że to najlepsze co mnie spotkało w tym czasie.</p>
<p>Dzięki tym wydarzeniom zrozumiałem, że rolą przedsiębiorcy jest rozwiązywanie problemów. Tych problemów jest wiele. Są to problemy Twoich klientów, za które Ci płacą, są to problemy Twojego teamu, który chcesz, żeby był jak najbardziej zadowolony z miejsca pracy, są to problemy z podatkami, innymi zobowiązaniami plus do tego Twoje własne osobiste problemy, które przytrafiają się każdemu człowiekowi.</p>
<p>Pomimo tego, że duża część dni w ostatnim roku wyglądała tak, jakby los się na mnie uwziął, nauczyłem się w pewnym momencie traktować każdy z tych problemów jak wyzwanie, któremu po prostu muszę sprostać. W końcu zatrzymanie się w miejscu, tupanie nóżkami i płacz z powodu, że świat jest taki zły, nie jest w moim stylu. W moim stylu jest rozwiązywanie problemów bez względu na to, jak ciężkie wydawały się być w danej sytuacji.</p>
<p>W ciągu trzech lat od rozpoczęcia projektowania serwisów internetowych, najpierw samemu, później z pierwszą ekipą, później z kolejną nauczyłem się tyle, że w każdym momencie w którym pojawiały się te gigantyczne problemy, mogłem to wszystko rzucić i dostać całkiem dobrze płatną pracę, adekwatną do moich umiejętności, doświadczenia i wiedzy. Ale to nie o to chodzi, prawda? Założyłem sobie, że nie będę już szukał świetnej pracy, ja mam ją sam tworzyć bez względu na to, jak ciężkie by to było.</p>
<p>Wyobraź sobie, że chodzisz do najlepszej szkoły/uczelni na świecie, masz nieograniczone pole rozwoju, nie masz co prawda stypendium, ale jak się postarasz to możesz je zdobyć. Wydaje Ci się, że co chwilę ktoś lub coś rzuca Ci kłody pod nogi, jednak w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że tymi kłodami są Twoje własne ograniczenia, brak wiedzy czy doświadczenia, a co za tym idzie błędy, które sam popełniasz. Plusem jest fakt, że w tej szkole znajdują się najlepsi profesorzy, którzy w każdym momencie mogą Ci pomóc, jeżeli ich tylko o tą pomoc poprosisz i spytasz ich o radę.</p>
<p>Tą szkołą jest biznes, a tymi profesorami są przedsiębiorcy, mentorzy, coachowie, którzy coś już osiągnęli, popełnili masę błędów i chętnie nauczą Cię tego, jak nie powielać ich błędów i jak szybciej osiągnąć coś, na co oni pracowali latami.</p>
<p>Jedynym warunkiem, który jest w tej szkole jest konsekwencja i nieskończona ilość energii popychającej się do przodu. Tak jak w Podziemnym Kręgu bez względu na to ile razy dostaniesz po twarzy, stracisz przytomność w trakcie walki lub ktoś zniszczy w Tobie coś pięknego, masz wstać i odbyć w pewnym momencie kolejną walkę. Dlaczego? Ponieważ po tygodniach, miesiącach walki stajesz się silniejszy, a każdy cios wymierzony w Twoją stronę uodparnia Cię i zamiast bólu, daje Ci satysfakcję. Każda Twoja blizna pozwala Ci pamiętać o walce, którą odbyłeś, bez względu czy była to wygrana, czy przegrana walka.</p>
<p>Minęły dwa lata prowadzenia agencji podczas których popełniłem wiele błędów, które kosztowały mnie sporo czasu,nerwów i pieniędzy. Wiem, że to dopiero początek i że problemy jakie będę miał za dwa &#8211; trzy lata mogą być nieporównywalnie większe od tych, które mam obecnie.</p>
<p>Pomimo tego, że na zeszłorocznym rozliczeniu PITa miałem czterokrotnie mniejsze przychody (mowa o finansach osobistych), wiem że warto. Pomimo tego, że jako szef zarabiam najmniej z całej mojej ekipy, to nie jest w tym momencie istotne. Istotne jest to, że w ciągu pół roku od założenia działalności gospodarczej, dynamika wzrostu dosięgnęła prawie trzystu procent w porównaniu do pierwszego półrocza w 2010 roku. Istotne jest to, kiedy nasz klient wysyła sam z siebie rekomendację lub poleca nas innym agencjom/klientom. Istotne jest to, kiedy moi ludzie zarywają nocki, żeby zakończyć projekt, który ze względu na kilka złych decyzji okazał się przekroczyć parokrotnie budżet i który musimy w umówionym, małym budżecie bez zająknięcia zakończyć, bo do tego się zobowiązaliśmy. Istotne jest to, że każdy pomaga, dokłada część siebie po to, aby stworzyć markę, która ma lśnić i wyróżniać się w stosunku do konkurencji.</p>
<p>Może jestem biznesowym romantykiem, który nie do końca szanuje pieniądze (skoro popełnia błędy które kosztują go tyle kasy), a może ta moja strategia popełniania różnych błędów i przedkładania długoterminowych zysków ponad krótkoterminowe jest właśnie tym, co powoduje, że praca nie jest pracą, tylko przygodą w której każdy, jak bohaterowie w World of Warcraft, ma swoją misję, swoje funkcje i swoje miejsce w ekipie. Jest częścią zespołu, który zdobywając nowe umiejętności podbija coraz to ciekawsze krainy.</p>
<p>W zeszłym roku snułem wizje na temat tego, gdzie będę w przyszłym roku. Patrząc na tamten wpis, większość rzeczy udało mi się osiągnąć. W tym roku, po drugich urodzinach agencji moja wizja jest jeszcze bardziej wyraźna, plan jeszcze bardziej szczegółowy, a zespół jeszcze bardziej zorganizowany.</p>
<p>Alex Barszczewski napisał kiedyś genialny tekst na swoim blogu, w którym głównym przesłaniem było zdanie &#8222;Pokaż mi swoje blizny, a powiem Ci kim jesteś&#8221;. Ten tekst to moje aktualne blizny, a biznes to dla mnie taki Fight Club. Każdy dostaje systematycznie po mordzie, czerpie z tego przyjemność i chce jeszcze więcej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/pijany-programista-boski-grafik-wszechmogacy-koder/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>63</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Świat jest taki zły, ja chcę do mamy!!!</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/swiat-jest-taki-zly-ja-chce-do-mamy-2/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/swiat-jest-taki-zly-ja-chce-do-mamy-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jul 2011 14:28:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życiowe mądrości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=441</guid>
		<description><![CDATA[Czytając lub słuchając opinię wielu Polaków utwierdzam się w przekonaniu, że ogromna część tego społeczeństwa lubuje się w narzekaniu, zwalaniu winy na innych i nie szukaniu w żaden sposób winy w sobie. Bez względu na to, czy temat dotyczy spraw zawodowych czy prywatnych, znajdujemy miliony powodów uzasadniających stan faktyczny, byleby tylko te powody nie wskazywały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-477" title="Ja chcę do mamy!" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/07/5821571396_86e400ee83.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p>Czytając lub słuchając opinię wielu Polaków utwierdzam się w przekonaniu, że ogromna część tego społeczeństwa lubuje się w narzekaniu, zwalaniu winy na innych i nie szukaniu w żaden sposób winy w sobie.</p>
<p>Bez względu na to, czy temat dotyczy spraw zawodowych czy prywatnych, znajdujemy miliony powodów uzasadniających stan faktyczny, byleby tylko te powody nie wskazywały na naszą winę. Przykłady?<br />
<span id="more-441"></span></p>
<p>Masz oponkę od tira zamiast brzucha, duży tyłek, cokolwiek, jesteś zapuszczony/a, bo&#8230;. nie masz czasu na sport, przychodzisz z pracy ciągle zmęczony i jedyne co Ci pozostaje to wypić kilka drinów/browarów. Gdybyś miał więcej czasu na pewno zacząłbyś chodzić na siłownie! Nie masz też czasu na zmianę sposobu swojego żywienia. Twoja praca doprowadza Cię do tego, że jesteś ZMUSZONY jeść syfiaste jedzenie ma mieście. Prawda?</p>
<p>(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)</p>
<p>Palisz papierosy, jeden za drugim. Nie potrafisz przebiec 200metrów bez zadyszki, Twoje serce, Twój cały organizm codziennie daje Ci znać o tym, że traktujesz go jak szmatę i kiedyś to się obróci przeciwko Tobie, ale Ty wychodzisz z założenia, że kiedyś na pewno rzucisz palenie, że to nie jest czas, że przecież w dowolnym momencie byłbyś w stanie, ale aktualna sytuacja Ci na to nie pozwala.</p>
<p>Jutro, pojutrze, za tydzień, od pierwszego, od nowego roku, błagam tylko nie dzisiaj. Dzisiaj mam przecież tyle powodów, tyle argumentów, aby prowadzić swoje życie bez jakichkolwiek zmian, bez jakichkolwiek modyfikacji. Jesteś nieszczęśliwy z tym co robisz, ale, czy to ważne? Cocojumbo i do przodu. Pet w ustach jest przecież taki sexy.</p>
<p>(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)</p>
<p>Nie chce Ci się sprzątać, masz bałagan w pokoju, burdel na biurku, ale&#8230; wychodzisz z założenia, że chaos jest kreatywny, że posprzątasz w wolny weekend, najprawdopodobniej długi weekend, że nie jest tak źle, że ten kurz świetnie komponuje się z kolorem okładek Twoich książek.</p>
<p>(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)</p>
<p>Kupiłeś sobie jakiś gadżet, który teraz leży na półce i jest praktycznie nieużywany. Kiedy starałeś się przyoszczędzić pieniążki (celowe zdrobnienie), aby w końcu nabyć tego swojego Kindla/Nikona/Wacoma/Cokolwiek, widziałeś oczyma wyobraźni siebie z danym gadżetem. Były to sceny niczym z najpiękniejszych filmów romantycznych. Ono i Ty, szczęśliwi, zawsze razem. Po dwóch &#8211; trzech miesiącach okazuje się, że na Twojej półce leży kilka tysięcy pe el enów, które tracą na wartości z dnia na dzień przez to , że jednak przesunąłeś w czasie swoje cele, marzenia, wizje i plany.</p>
<p>Dlaczego? Bo tyle nauki, bo tyle pracy, bo tyle problemów, bo nie mam ochoty, bo za zimno, bo za gorąco, bo za wilgotno, bo za sucho, bo ciśnienie za wysokie, za niskie, bo wstałem dzisiaj lewą nogą, bo listonoszka nie powiedziała mi &#8222;miłego dnia&#8221;, bo&#8230;. no właśnie. Bo co?</p>
<p>(piszę do siebie, jeżeli powyższe zdanie Cię w jakikolwiek sposób dotknęło, jest to czysty przypadek)</p>
<p>I teraz najlepsze. Jesteś freelancerem/biznesmenem, a Twoi klienci nie chcą Ci płacić tyle, ile byś żądał, jeżeli już przyjmiesz zlecenie, to Oni nie płacą w terminie, nie szanują Twojej pracy, Twojej osoby, Twojego dorobku. Oczywiście, wina lezy po ich stronie. W końcu jesteś zmuszony pracować dla takich ludzi. Uczciwi przedsiębiorcy są przecież tylko za granicą, a, jeżeli już znajdą się tacy w Polsce, to są oni zarezerwowani dla najlepszych freelancerów/agencji, które wszystkiego dorobiły się na swoich kontaktach, szerokich plecach i grubych kopertach rzucanych pod stołem.</p>
<p>Jakie zycie jest piekne, kiedy wiesz, że jesteś idealany, tylko cały świat w okół Ciebie jest zły.</p>
<p>Odkąd pamiętam w moim życiu zawsze towarzyszyły mi usprawiedliwienia. Pewne głosy w mojej głowie, mówiły mi &#8222;po co masz to robić? przecież masz usprawiedliwienie, żeby tego nie robić! Jeżeli się nie uda, to będziesz miał &#8222;racjonalne&#8221; uzasadnienie, więc, po co się wysilać?&#8221;. Odkąd pamiętam, starałem się te głosy zabijać w sobie. Słuchać je i działać na przekór sobie.</p>
<p>Jak mi to wychodziło? Ciężko&#8230; Zawsze komunikowałem swojemu otoczeniu, jakie mam plany. Dosyć często były to bardzo odważne stwierdzenia, które przez wiele osób były i są do teraz odbierane z pogardą/krzywym uśmiechem na twarzy.</p>
<p>Mam ulubiony przykład. Ci z Was, którzy znają mnie osobiście, wiedzą czym są dla mnie trzy magiczne cyfry ułożone w jedną liczbę &#8211; 911. Nie obawiam się mówić na prawo i lewo, że to jest auto, które prędzej czy później zdobędę. Nie chodzi o lans, nie chodzi o przedłużenie penisa (mnie tam moje rozmiary odpowiadają). Porsche jest dla mnie marką z historią. Jedyna i niepowtarzalną. Setki ludzi od początku lat 60 pracowało nad autem, które zostało zaprojektowane “wbrew zasadom fizyki”. Przez te 50 lat jeden model był pieczołowicie dopracowywany przez ludzi, którzy pracowali nie dla pieniędzy, ale ze względu na miłość do tej jednej, jedynej marki, do tego modelu, do tej historii.</p>
<p>Mam kompletnie gdzieś kwestie związaną z tym, jak ta marka jest odbierana przez większość ludzi. Owszem, znaczna część użytkowników nie zna ani 1/100 historii tej marki oraz zalet posiadanego samochodu, ale żyjemy w &#8222;wolnym świecie&#8221;, w którym każdy może kupować to , co chce.</p>
<p>W kupowaniu jakichkolwiek rzeczy mam jedno podejście &#8211; nie interesuje mnie cena. Interesuje mnie wartość i jakość. Wolę przez X miesięcy odmawiać sobie pewnych przyjemności, aby mieć sprzęt wyższej klasy, który będzie mi służył na dużo dłużej, który będzie miał historię i duszę, niż kupować sprzęt, który będzie po prostu &#8222;niezły&#8221;.</p>
<p>Nie obchodzi mnie to, jakie są substytuty poszczególnych produktów czy marek. Dla mnie nie ma substytutów. Marka jest jedna. Bez względu na to ,, czy to jest Porsche, czy to jest Dell, czy to jest Nikon, czy to jest jakakolwiek inna marka, którą podziwiam za podejście do klienta.</p>
<p>Marzę i zamieniam sukcesywnie to marzenie w cel, aby za parę lat posiadać nie tylko markę justCreate, która dla wielu klientów będzie jedyną możliwą opcją wyboru, ale także inne marki, atakujące w inne segmenty rynku, którym jestem zainteresowany.</p>
<p>Więc, jak mi wychodziło wprowadzanie zmian w życie? Ciężko. Każda klęska była bardzo osobiście przeze mnie przeżywana. Bez względu na to ,, czy to było wydymanie przez ludzi, którym ufałem, czy wyrzucenie ze studiów. Jak do tego podchodziłem? Jak do kolejnej lekcji, najcenniejszej, bez względu na jej rozmiar, aktualną sytuację etc.</p>
<p>Wiele razy ustalałem sobie pewne założenia dotyczące mojego życia. Wprowadzałem zmiany w życie, które po paru dniach/tygodniach/miesiącach szły po części/w całości do piachu. Mógłbym z góry założyć, że zmiana siebie jest niemożliwa na aktualnych warunkach. Mógłbym się poddać wiele razy i wiele razy chciałem się poddać. Gdyby nie moi bliscy mówiący mi, żebym strzepał z siebie kurz i szedł dalej, nie wiem, kim i, gdzie bym dzisiaj był.</p>
<p><strong>Najważniejsze, czego się nauczyłem to: chcący szuka sposobu, niechcący szuka powodu.</strong></p>
<p>Co się stanie, jak mi się nie uda?<br />
Posiadanie planu B, C, D, X jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Wychodzę z założenia, że jest to strategia, w której alternatywne rozwiązania są zabezpieczeniem pomagającym kontynuować swoją &#8222;misję&#8221;. Kilka osób w ostatnim czasie zapytało mnie, co będzie, jeżeli mi się nie uda, jeżeli wszystko po prostu pierdolnie z dymem i zostanę z niczym. W końcu poświęcam swoje studia (wziąłem kolejną dziekankę/przerwę od mojej uczelni) i inwestuję praktycznie 100 procent środków, które zarabiam w firmie w jej rozwój.</p>
<p>Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mi się nie uda. Prowadzenie biznesu dla mnie to nie jest etap w życiu. To jest sposób na życie. Jeżeli coś stanie się z jedną z moich marek, będę robił wszystko w mojej mocy, aby inny projekt/marka odniosła sukces. Przez ostatnie trzy lata, zaczynając działać w biznesie miałem wiele momentów, w którym miałem ochotę tym wszystkim najnormalniej rzecz w świecie jebnąć o ziemie, zdeptać i pójść w innym kierunku. Kiedy jesteś oszukiwana/oszukiwany przez osoby, którym w stu procentach ufasz, a, które wychodzą z założenia, że własny zadek jest najważniejszym w życiu projektem, który trzeba pieścić i rozwijać, masz ochotę pójść grzecznie na etat i każdego dnia uśmiechać się do ludzi, którzy w osiąganiu poszczególnych stopni kariery byli psychicznie lepsi od Ciebie.</p>
<p>Dla mnie takie rozwiązanie jest ostatecznością. To ja chcę być pracodawcą, liderem. Chcę kontynuować to , co teraz robię. Tworzyć powoli team hitmanów w poszczególnych dziedzinach związanych z działalnością mojej firmy. Ludzi, którzy są świetni w tym co robią i tak jak ja, aktualny stan ich doświadczeń, wiedzy ich nie satysfakcjonuje. Chcą się rozwijać, chcą zmieniać ten świat.</p>
<p>Tak, uważam, że pomimo tego, że aktualnie należę do biznesmenów klasyfikowanych do gatunku ryb rodzaju karpiowatych (tzw. płotek), jestem w stanie zmieniać świat. Na razie w skali mikro, ale w zupełności mi to wystarcza.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/swiat-jest-taki-zly-ja-chce-do-mamy-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urodziny bloga i nie tylko</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/urodziny-bloga-i-nie-tylko/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/urodziny-bloga-i-nie-tylko/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 May 2011 14:41:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życiowe mądrości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=406</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejszego dnia mijają pierwsze urodziny mojego bloga, oraz 24 urodziny mojej osoby. Jak co roku, dokonuję podsumowania swoich sukcesów, jak i porażek i staram się z nich wyciągnąć jak najwięcej wniosków. O tym będzie też dzisiejszy wpis. Wspomnienia Równy rok temu pisałem swój pierwszy wpis na blogu. Przedstawiłem się w nim, podałem założenia dotyczące tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-480" title="Happy birthday!" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/05/happybirthday.jpg" alt="" width="500" height="331" /></p>
<p><a rel="attachment wp-att-480" href="http://piotrsynowiec.pl/urodziny-bloga-i-nie-tylko/happybirthday/"></a>Dzisiejszego dnia mijają pierwsze urodziny mojego bloga, oraz 24 urodziny mojej osoby. Jak co roku, dokonuję podsumowania swoich sukcesów, jak i porażek i staram się z nich wyciągnąć jak najwięcej wniosków. O tym będzie też dzisiejszy wpis.<br />
<span id="more-406"></span></p>
<h3>Wspomnienia</h3>
<p>Równy rok temu pisałem swój pierwszy wpis na blogu. Przedstawiłem się w nim, podałem założenia dotyczące tego bloga oraz jego cele na przyszłość. W ciągu tego roku rzeczywistość zweryfikowała moje plany. Tematów do pisania mam wiele, jednak brak mi czasu na rozpisanie tych tematów w satysfakcjonujący dla mnie sposób. Wpisy jak wiecie pojawiają się rzadko, bez żadnej systematyki. Czy coś zmieni się w przyszłym roku w tej kwestii? Nie, nie zmieni się to, że wpisy będą pojawiać się losowo. Tak, zmieni się ilość wpisów, oczywiście na plus. Pomimo faktu, że nasza firma ciągle się rozwija i co chwile mamy nowe projekty (w tym momencie jesteśmy praktycznie zawaleni pracą do sierpnia), dzięki szkoleniu Piotra Wilama oraz Marka Kapturkiewicza oraz coachingowi mojej Pani Trener &#8211; <a title="Art Coaching" href="http://artcoaching.com.pl/" target="_blank">Agnieszki Kozak</a> zmieniłem strategię prowadzenia firmy, przez co będę miał więcej czasu na udzielanie się na tym, jak i innym (firmowym) blogu, który zamierzamy wkrótce otworzyć (maksymalnie do 13 sierpnia &#8211; w drugie urodziny naszej agencji).</p>
<h3>Analiza</h3>
<p>W ostatnim roku wiele się wydarzyło. Miałem szczęście trafić na odpowiednie osoby, które pozwoliły mi rozwinąć skrzydła jeszcze szerzej. W zeszłym roku o tej porze pracowaliśmy w 4 osobowym zespole. W ciągu tego roku za sprawą mojej decyzji rozstałem się ze wspólnikiem oraz jednym z programistów. Ze starego zespołu został tylko Rafał (programista) oraz Adam (pracujący zdalnie grafik). Do nowego teamu należą grafik (Bartek), account (Olgierd), project manager (Kuba) oraz dwa pierwiastki żeńskie (Monika &#8211; nasza praktykantka, która zadziwia nas swoimi informatycznymi umiejętnościami, oraz Anita, nasza rysowniczka, która w wyraźny sposób wkłada część siebie w prace takie jak ta: <a title="Showcase Prosano" href="http://justcreate.pl/showcase.jpg" target="_blank">http://justcreate.pl/showcase.jpg </a>). Jak widać, agencja rośnie. Wzrost ilościowy przekłada się na jakościowy, co na całe szczęście nasi klienci zauważają z kolejnymi wykonanymi zleceniami.</p>
<h3>Słupki w excelu</h3>
<p>Statystyki są obiecujące. Pierwszy kwartał tego roku w stosunku do pierwszego kwartału roku 2010 był lepszy o ponad 300% pod względem przychodów. Naszym małym celem jest zamknięcie tego roku z wynikiem 400% wzrostu w stosunku do roku poprzedniego, oraz utrzymanie tej dynamiki wzrostu przynajmniej w połowie, w roku 2012 (przy założeniu, że kolejny koniec świata, tak jak ten z przedwczoraj, nie nastąpi).</p>
<h3>Strategia</h3>
<p>Jakie są założenia na ten rok? Wzrost jakości, zarówno pod względem naszych prac (chcemy być jak Porsche), jak i obsługi (chcemy być jak Amazon). Wzrost cen (chcemy być jak Rolls Royce, a póki co nasze aktualne ceny w stosunku do standardów krakowskich są niższe przynajmniej o 2 &#8211; 3x).</p>
<p>Co robimy, żeby osiągnąć powyższe cele? Aktualnie jesteśmy na etapie wiosennych porządków, rachunku sumienia oraz mocnego postanowienia poprawy. Pomimo tego, że jesteśmy zadowoleni z większości naszych prac, wiele płaszczyzn naszej firmy wymaga poprawy (bez względu na fakt, że pod wieloma względami wyprzedzamy konkurencję). Do dnia naszych drugich urodziny (13 sierpnia 2011!!!) zamierzamy uruchomić zmodyfikowany serwis internetowy (szata graficzna nie ulegnie znaczącej zmianie, można natomiast spodziewać się kluczowych zmian ergonomicznych, oraz uzupełnienia portfolio, którego od pół roku nie mieliśmy czasu odświeżyć), postawić firmowego bloga (skórka już jest, trzeba ją jedynie odpowiednio dopieścić, a także przygotować strategię prowadzenia bloga), na którym będzie mógł napisać każdy z naszego teamu, kto wyrazi taką chęć i będzie miał czas raz na dwa &#8211; trzy tygodnie napisać epicki wpis na ciekawy dla niego jak i czytelników temat.</p>
<h3>Wydajność</h3>
<p>Oprócz powyższych, cały czas staramy się zwiększyć flow naszej pracy. W ciągu roku udało nam się przyspieszyć czas pracy kilkukrotnie, pomimo faktu, że zasoby ludzkie zostały zredukowane na dwóch płaszczyznach. Wniosek na przyszłość: nie zawsze więcej ludzi oznacza większe moce przerobowe. Lepiej jest starać się wyciągnąć maks wydajności z tych zasobów, które mamy, niż dokładać nowych ludzi i zwiększać koszta stałe. W tym momencie wolę dać adekwatną premie za większy zapieprz, niż zlecać prace osobie, która będzie podchodziła do pewnych obowiązków z łaską, wykonując wszystko na ostatnią chwilę lub po czasie terminu oddania zlecenia. Lesson learned, coco jumbo i do przodu.</p>
<p>Dużym przełomem w wydajności naszej pracy było&#8230; wyremontowanie biura. Mamy teraz megawygodne fotele oraz długi na 3 i pół metra dębowy blat, przy którym w godzinach szczytu mieści się 7 osób. Oprócz tego, na jednej ścianie mamy 4 metrową tablicę, na której notujemy kluczowe informacje dotyczące rozwiązań technologicznych, lub której używamy do burzy mózgów w trakcie omawiania naszych strategicznych projektów, które zamierzamy uruchomić w następnym roku (w końcu oprócz budowania domów dla innych, trzeba też w końcu zaprojektować przytulny domek dla siebie ;-) ). Do tego ściany wymalowane w firmowych kolorach (beż i brąz) oraz jednometrowe logo firmy, naklejone nad naszą tablicą.</p>
<h3>Zabawa</h3>
<p>Biuro z dębowym blatem nie tylko dobrze sprawdza się w trakcie dni roboczych, kiedy pracujemy. Służy nam także w weekendy, kiedy w naszym gronie zasiadamy do pokerowego stołu, ćwicząc naszego pokerface&#8217;a oraz elementy negocjacji ;-) Celem na 2012 rok jest stworzenie (najprawdopodobniej już w innym biurze) pokoju czillautu, w którym każdy będzie mógł się drzemnąć/odpocząć w ciągu dnia, oraz zakupienie Xboxa z 4 padami, oraz projektora cyfrowego. Do biur takich jakie ma Google lub Facebook, jeszcze nam dużo brakuje, ale na pewno nie zatrzymamy się w miejscu i będziemy nasze ukochane biuro cały czas tuningować.</p>
<p>W ciągu najbliższego miesiąca zamierzamy zoptymalizować nasze papiery. Każdy z firmy otrzyma osobisty elektroniczny zeszyt &#8211; <a title="NoteSlate" href="http://noteslate.com/" target="_blank">NoteSlate</a>, dzięki któremu wszystkie notatki będą w wersji cyfrowej (oszczędność czasu poświęconego dotychczas na skanowanie). Chcemy zaoszczędzić czas, zorganizować swoje zapiski, oraz uratować parę drzew, a przy tym dobrze się bawić.</p>
<p>Pomysłów jest wiele, o większości na pewno będę pisał na blogu. Za równy rok, kiedy będę pisał kolejny urodzinowy wpis zrobimy podsumowanie i zobaczymy co nam się udało zrealizować z naszych ambitnych planów. Póki co, kończę ten wpis i wracam do pracy :)</p>
<p>PS:  <a href="http://i.imgur.com/uBYbJ.jpg">Na zakończenie inspirujący rysunek na ten dzień :)</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/urodziny-bloga-i-nie-tylko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zmiany, zmiany, zmiany. Kochasz je, czy nienawidzisz?</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/zmiany-zmiany-zmiany-kochasz-je-czy-nienawidzisz/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/zmiany-zmiany-zmiany-kochasz-je-czy-nienawidzisz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Apr 2011 18:39:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mój spowiednik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=400</guid>
		<description><![CDATA[Jest piękna, słoneczna niedziela. Siedzę sobie przy piwku i papierosie w Bunkrze Sztuki, przy krakowskich plantach.  Przed chwilą zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć na rynku, zjadłem przepyszną sałatkę z rukoli, a za chwilę, po napisaniu tego wpisu zajmę się czytaniem książki (Delivering Happiness). Wczorajszego dnia przyszły nowe, dębowe blaty w kolorze ciemnego orzecha. Wraz z moim accountem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-486" title="Jutro." src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/04/48960822_3dd127ae7e.jpg" alt="" width="500" height="334" /></p>
<p>Jest piękna, słoneczna niedziela. Siedzę sobie przy piwku i papierosie w Bunkrze Sztuki, przy krakowskich plantach.  Przed chwilą zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć na rynku, zjadłem przepyszną sałatkę z rukoli, a za chwilę, po napisaniu tego wpisu zajmę się czytaniem książki (<a title="Delivering Happiness" href="http://www.deliveringhappiness.com/" target="_blank">Delivering Happiness</a>). Wczorajszego dnia przyszły nowe, dębowe blaty w kolorze ciemnego orzecha. Wraz z moim accountem Olgierdem kupiliśmy nogi do blatów, oraz farby &#8211; w dwóch kolorach, brązowym oraz beżowym &#8211; tak, aby pomalować jutro biuro w kolorach <a title="justCreate - Agencja Interaktywna Kraków" href="http://justcreate.pl" target="_blank">justCreate</a>.</p>
<p><span id="more-400"></span></p>
<p>Praktycznie na każdej płaszczyźnie mojego życia zachodzą jakieś zmiany, do których mniej czy bardziej sam doprowadziłem. Nie wszystkie z nich są dla mnie wygodne (jak na przykład powrót na uczelnie w środku kolejnego etapu rozwijania <a title="justCreate - profesjonalne strony internetowe" href="http://justCreate.pl" target="_blank">justCreate</a>), ale staram się być konsekwentny w swoich postanowieniach, poszerzając przy tym swoją strefe komfortu.</p>
<p>W ostatnich paru tygodniach dostałem kilka bardzo, bardzo miłych wiadomości od Was, czytelników na temat mojego bloga. Dzięki wielkie za pozytywny feedback! Strasznie się cieszę, że coraz więcej osób czyta mojego bloga, komentuje, kontaktuje się mailowo czy telefonicznie. Serdecznie pozdrawiam również naszą ostatnią klientkę, która odnalazła justCreate właśnie przez bloga (pozdrawiam Pani Kasiu! :) ).</p>
<p>Jak już mówiłem, w ostatnich tygodniach nastąpiło wiele zmian, dlatego też zmiany będą dzisiejszym tematem wpisu. Zacznę od wymienienia zmian, które dotyczą tego, co Was może najbardziej interesować, czyli mojego bloga. W ostatnich paru miesiącach wyprodukowałem kilkanaście wpisów, które czekają na korektę, dopieszczenie i opublikowanie. Zdecydowałem, że blog w najbliższych miesiącach będzie opowiadał dużo więcej, o tym co robię na codzień. Zamierzam pisać więcej o swojej firmie, o jej rozwoju, realizacjach, przemyśleniach i problemach.</p>
<p>Jestem również w trakcie pisania książki, która będzie poradnikiem, dotyczącym tematu o który wiele osób mnie pyta. Książka będzie udostępniona za darmo w wersji mobilnej (pdf + mobi, na czytniki takie jak Kindle :) ). <strong>Z dniem publikacji książki online uruchomię 24h konkurs, w którym będą pewne (dla niektórych może wartościowe ;-) ) nagrody do wygrania. Jeżeli chcesz wziąć udział w konkursie, zachęcam do subskrybowania mojego RSS&#8217;a, Facebooka i Twittera, do których linki znajdują się po prawym górnym rogu mojego bloga.</strong></p>
<p>Jak już mówiłem, jutrzejszego dnia będziemy justCreate&#8217;owym teamem malować biuro w kolorach firmowych, urządzać je nowymi meblami i sprzętami. Czeka nas ciężki dzień i ogrom satysfakcji. Po wymalowaniu, na długiej ścianie naszego głównego pokoju zamieścimy trzymetrową tablicę do rysowania/malowania markerami, nad która znajdzie się nasze logo. W trakcie remontu będziemy wyczekiwać kuriera, który przywiezie nam nowe, czarne i (miejmy nadzieje) wygodne fotele. Planujemy zorganizować miejsce dla 7 &#8211; 8 stanowisk. Aktualnie aktywnie pracuje w biurze 5 osób, jednak ciągle przybywają nowi członkowie teamu, więc zabezpieczyliśmy się przed nieoczekiwanym rozwojem na przyszłość :)</p>
<p>W ostatnim czasie, zrealizowaliśmy kilka ciekawych zleceń. Dla naszego klienta &#8211; Wydawnictwa Presspublica &#8211; zaprojektowaliśmy portal dla ich nowego tygodnika <a title="Uważam Rze - Inaczej pisane" href="http://uwazamrze.pl" target="_blank">Uważam Rze</a> (pozdrawiam Panie Łukaszu :) ), który osiąga piękne wyniki sprzedaży (średnia w okolicach 125tys. egz.). Oprócz tego przygotowaliśmy także identyfikację wizualną dla marki <a title="Luxury Market Estate" href="http://justcreate.pl/lem_showcase.jpg" target="_blank">Luxury Market Estate</a> (pozdrawiam raz jeszcze :) ), a następnie przygotowaliśmy internetowy katalog luksusowych apartamentów dla tej marki. Zajęliśmy się także identyfikacją wizualną i serwisem dla bardzo nietypowego biura podróży &#8211; <a title="Wyprawy z Reporterem" href="http://wyprawyzreporterem.pl" target="_blank">Wyprawy z Reporterem</a> (pozdrawiam Panie Andrzeju! :) ).</p>
<p>Jestem bardzo, bardzo zadowolony, że nasza firma się tak dynamicznie rozwija i trafia na tak świetnych klientów, którzy niejednokrotnie podejmują bardzo ważne strategiczne decyzje, w oparciu o zaufanie do naszych porad i opinii. Bardzo dziękuje za to zaufanie. Jestem przeszczęśliwy, że w ciągu niecałych dwóch lat udało nam się stworzyć markę, która dociera zarówno do małych, średnich jak i dużych klientów, którzy bardzo wyraźnie doceniają nasze usługi :)</p>
<p>Oprócz firmowej książki zamierzam również w najbliższym czasie przebudować mojego bloga. Szykujcie się na sporo pozytywnych zmian :)</p>
<p>Wracając do tematu głównego, tych nieszczęsnych zmian&#8230; Zacząłem się ostatnio zastanawiać, dlaczego tak wiele osób tak panicznie się ich boi. Wielokrotnie spotykam się z ludźmi, którym nie pasuje aktualny stan wielu aspektów ich życia, ale zamiast podejmować jakieś działania, wolą trwać w swoim mniejszym lub większym nieszczęściu i jedynie narzekać na obecny stan, nie starając się w żaden sposób go zmienić.</p>
<p>Mam wrażenie, że dla większości osób zmiany kojarzą się z jakimiś ogromnymi wyrzeczeniami, przez które szybko rezygnują z podejmowania działań. O ile zdarzają się sytuacje, w których zmiany wymagają gruntownej modyfikacji sposobu działania, o tyle większość zmian z moich obserwacji udaje się wprowadzać zasadami małych kroków.</p>
<p>Przykłady. W ciągu tych prawie dwóch lat rozwoju firmy, przybyło mi ciałka o jakies 12-13kg. Przez pewien okres czasu śmiałem się, że im więcej ważę tym więcej zarabiam, jednak ostatecznie zdecydowałem coś z tym zrobić. Ze względu na częstą pracę do późnych godzin nocnych, spotkania biznesowe, wyjazdy i teraz uczelnie, moje systematyczne chodzenie na siłownie kilkukrotnie skończyło się po pierwszym kupieniu miesięcznego karnetu. Żadne restrykcyjne diety nie wchodziły w grę, ponieważ nie potrafię ich zbyt długo przestrzegać przez mój tryb życia. Mimo to, zadecydowałem, że muszę coś z tym fantem zrobić. Zaciągnąłem z jednej diety małe założenie &#8211; ograniczenie dostarczania cukrów do organizmu &#8211; przez co trzy tygodnie temu przestałem jeść pieczywa, makarony i wszelkie inne produkty zawierające węglowodany. Aby nie przesadzać z ograniczaniem swobody jedzenia, w weekendy robię sobie małe wyjątki od tej reguły. Jem, co mi się podoba, chodzę na piwko ze znajomymi i tak dalej. Dodatkowo, ze względu na małą odległość dzielącą mnie od mieszkania do biura oraz od mieszkania na uczelnię (po około 2km) chodzę do tych dwóch najczęściej uczęszczanych przeze mnie miejsc chodzić z tzw. buta :) Efekt? 5kg mniej w ciągu 3 tygodni bez zbyt dużych wyrzeczeń.</p>
<p>Kolejny przykład? Napisanie książki na satysfakcjonującym poziomie (jestem b.wymagający :) ) wiąże się z ogromną ilością poświęcenia czasu, którego jak się domyślacie brakuje mi ciągle (nie byłem na wakacjach od 2 lat, przez ostatnie dwa miesiące pracowałem praktycznie od poniedziałku do niedzieli, dzisiaj śmieję się, że pojechałem na jednodniowe wakację do miasta w którym mieszkam :) ). Z tego względu zadecydowałem pisać ją na raty, tylko wtedy, kiedy mam wenę. Prędkość pisania nie jest powalająca, jednak również nie wymaga ode mnie zbyt dużych wyrzeczeń i prędzej czy później uda mi się osiągnąć swój cel.</p>
<p>Kolejny przykład? Przez ogromną ilość pracy, a także awarię Kindla (którego Amazon wymienił mi na nowego w ciągu 4 dni, przez co jestem nadal zachwycony tym wynalazkiem i kocham Amazona ;] ), od razu po odebraniu zamiennika Kindla od Amazona, kupiłem i ściągnąłem kilka książek, które chciałem przeczytać i teraz, kiedy na uczelni niespodziewanie całuję klamkę, ponieważ zajęcia zostały odwołane, staram się ten wolny czas poświęcać na czytanie. Czytam na uczelni, przed uczelnią, w autobusie i parku. Chłonę wiedzę, której żadna uczelnia w Polsce mi nie dostarczy, dzięki której moja firma rozwija się w coraz szybszym tempie.</p>
<p>Kolejny przykład? W ostatnim czasie miałem kilka ważnych projektów w firmie, do tego jak wyżej pisałem wróciłem na uczelnie przez co zaczął na horyzoncie pojawiać się coraz większy bałagan/chaos w sprawach, które są dla mnie bardzo istotne. Zainwestowałem więc w kilka serwisów do zarządzania projektami, które podzieliłem na te prywatne, oraz firmowe. O tych aplikacjach zamierzam napisać osobny wpis, który mam nadzieje pomoże Wam zorganizować się jeszcze lepiej. Oprócz tego, zintegrowałem kalendarz Gmaila z kalendarzem w moim telefonie, wpisałem do niego wszystkie obowiązkowe zajęcia, na które muszę uczęszczać, wraz z informacją na temat konkretnej sali, w której się odbywają. Oprócz tego wszystkie biznesowe spotkania, które mam wpisuję do tego kalendarza. Kilka małych kroków i chaos został opanowany :)</p>
<p>Kolejny przykład? Jak wiecie, częstotliwość wpisów na moim blogu pozostawia wiele do życzenia. Możecie mi wierzyć, lub nie, ale bardzo mi na tym zależy, aby (miejmy nadzieje) wysokiej jakości wpisy docierały do Waszych Twitterów, Facebooków i czytników RSS coraz częściej. Problemem który powoduje taką niską częstotliwość było to, że wszystkie teksty wpisałem pod wpływem impulsu, od razu w edytorze tekstowym WordPressa, pod warunkiem, że znalazłem w trakcie tego krótkiego impulsu czas, na napisanie tekstu. Od jakiegoś czasu korzystam jednak z programu RespohNotes, który serdecznie wszystkim polecam, za każdym razem pisząc w nim szkice, bez względu na ich długość. Jeżeli pomysł na wpis pojawia się w sytuacji w której nie jestem przy komputerze, piszę szkic w swoim BlackBerry, w formie maila, którego wysyłam na swoją skrzynkę, który później dzięki skonfigurowanym filtrom w Gmailu trafia do odpowiedniego katalogu w mojej poczcie. Jak już znajduję czas na pisanie bloga, sprawdzam ten katalog i piszę i piszę i piszę. Prędzej czy później będę miał przygotowane ponad trzydzieści dopracowanych wpisów, które będą pojawiać się systematycznie dwa razy w tygodniu dzięki któremu stworzę sobie trzymiesięczny bufor na pisanie tekstów na bloga, który nie powinien się przez długi czas wyczerpać.</p>
<p>Przykłady takie mogę wymieniać praktycznie w nieskończoność. Jak udało mi się wprowadzić te zmiany w życie? Już zdradzam mój tajemny sekret:</p>
<p>1. Kilka razy w miesiącu zastanawiam się, czy aktualny stan mojego życia mi odpowiada. Jeżeli nie, myślę nad tym, co jest tego przyczyną. Staram się zidentyfikować problem, a następnie jego przyczynę. Kiedy już wiem, co powoduje ten brak satysfakcji, wypisuję sobie na kartce, lub na komputerze, co mogę zmienić, aby chociaż w małym stopniu być bliżej stanu czekiwanego.</p>
<p>2. Staram się dostarczyć sobie wszystkich niezbędnych mi zasobów, do osiągnięcia tego celu. Jeżeli potrzebuję jakiegoś programu, który ułatwia mi życie, szukam go w Internecie, korzystam (o ile to możliwe) z darmowych rodzajów kont. Jeżeli nie mam czasu na przygotowanie sobie superdietetycznego jedzenia w tygodniu do pracy, chodzę do znajdujacego się blisko mojego biura sklepu i kupuję w nim to, czego potrzebuję.</p>
<p>3. Wprowadzam zmiany z dniem dzisiejszym. Zgodnie z zasadą która plus minus brzmi &#8222;Jutro nie nadchodzi nigdy&#8221;, staram się wprowadzać te małe zmiany natychmiastowo, bez czekania na lepsze czasy.</p>
<p>4. Mierzę efekty. Sprawdzam efektywność swojej pracy w programie, który śledzi moją aktywność w czasie pracy. Ważę się każdego dnia z rana, żeby zobaczyć ile dzisiejszego dnia ubyło mi mojego superciała ( ;-) ), monitoruję obroty firmy, odwiedziny bloga itd. W skrócie &#8211; sprawdzam, czy zmiany które wprowadziłem przekładają się na realne efekty. Jeżeli nie, staram się coś zmienić. Jeżeli tak, koncentruję się na tych zmianach, aby efekty były jeszcze bardziej wyraźne.</p>
<p>5. W miarę możliwości&#8230; nagradzam się. Po ciężkim tygodniu wychodzę na imprezę lub na partię pokera ze znajomymi, spotykam się na mieście ze znajomymi, wychodzę do kina, kupuję sobie nowe książki. Nagradzanie napędza mnie do dalszego działania, pomagając przy tym być konsekwentnym i nie wymiękać.</p>
<p>6. Jeżeli mi się nie udaje&#8230; nie przejmuję się i nie wmawiam sobie, że nie potrafię. Poniosłem wielokrotnie porażki na wielu płaszczyznach mojego życia. Aktualny jego stan, zawdzięczam maksymalnej determinacji, lub jak to mówią niektórzy, niezdrowemu uporowi, który odziedziczyłem w genach po mojej Babci (która chodzi na studia trzeciego wieku, pływa, uczy się jężyków, uprawia tai chi, surfuje po necie i ciągle się uparcie rozwija, ciągle ponosząc małe porażki na tej drodze, jednak nieustępliwie dążąc do celu &#8211; btw: ostatnio Babcia zaczęła czytać moje angielskie książki, bo ja stwierdziła, pomimo faktu, że nic z nich nie rozumie, głęboko wierzy, że po jakimś czasie oczyta się i angielski wejdzie jej w krew ;] ).</p>
<p>7. Mam dystans do siebie. Wiem, że nie jestem idealny, ale lubię siebie i cieszę się z tego, kim jestem, co robię, z kim pracuję, kumpluję się czy przyjaźnie. Wiem przy tym, że idealny etap życia, do którego dążę, nigdy nie nastąpi, ponieważ z każdym przeskoczeniem podniesionej poprzeczki, podwyżam ją sobie o kolejne kilka centymetrów.</p>
<p>Love it, or hate it. :)</p>
<p>PS: Jeżeli jesteście z Krakowa, piszcie, dzwońcie, odzywajcie się. Może uda się stworzyć coś pozytywnego, bez względu, czy miałby być to nowy startup, czy wypad na rynek w celu wypicia piwa lub dwóch ;-)</p>
<p>PPS: Jeżeli podobał Wam się ten wpis, uprzejmie zapraszam do komentowania, lajkowania, dzielenia się linkiem z innymi. Zachęcam również do pisania, zarówno w sprawach prywatnych, jak i biznesowych. Jeżeli będę mógł pomóc, z chęcią to zrobie, dajcie mi tylko szansę! :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/zmiany-zmiany-zmiany-kochasz-je-czy-nienawidzisz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wpływ Paula Coelho na zakładanie firmy.</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/wplyw-paula-coelho-na-zakladanie-firmy/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/wplyw-paula-coelho-na-zakladanie-firmy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Mar 2011 22:03:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[W biznesowej dżungli]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[Cieszę się, że mogę się z Wami podzielić tak ważną dla mnie informacją. Z dniem 28 lutego br. założyłem działalność gospodarczą, kończąc ciekawy etap prowadzenia firmy w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości. Jest to mój trzeci biznes, uwzględniając przygodę z małym sklepem internetowym, oraz działalnością związaną z hostingiem. Zdobycie całego tego doświadczenia kosztowało mnie wiele i bardzo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cieszę się, że mogę się z Wami podzielić tak ważną dla mnie informacją. Z dniem 28 lutego br. założyłem działalność gospodarczą, kończąc ciekawy etap prowadzenia firmy w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości. Jest to mój trzeci biznes, uwzględniając przygodę z małym sklepem internetowym, oraz działalnością związaną z hostingiem. Zdobycie całego tego doświadczenia kosztowało mnie wiele i</p>
<p><img class="size-full wp-image-490 " title="Sky is the limit" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/03/4441155157_d10e8d7b21.jpg" alt="" width="500" height="371" /></p>
<p>bardzo żałuję, ze przed rozpoczęciem każdego z biznesów nie dysponowałem tą wiedzą, którą teraz dysponuję.<span id="more-395"></span></p>
<p>Prowadzenie swojej firmy to dosyć ciekawe zajęcie. Poświęcasz się czemuś kilkanaście godzin dziennie, zaniedbując wiele płaszczyzn swojego życia, po to, by osiągnąć zamierzone cele, które zwiększą jakość i satysfakcję z Twojego życia (nie tylko pod względem finansowym). Czekają Cię nieprzespane noce, wypalenie, nieopłacone faktury, brak wynagrodzenia, zbyt niska sprzedaż, pożyczki na wynagrodzenia dla pracowników, problemy z opłaceniem VAT&#8217;u czy ZUS&#8217;u, wiele pułapek prawnych i innych czynników które utwardzą Twoją skórę.</p>
<p>Aby uchronić się przed wszystkimi negatywnymi efektami prowadzenia firmy, warto odrabiać sumiennie swoje zadanie domowe już od pierwszego dnia, kiedy ta szalona myśl (ZAKŁADAM FIRMĘ! BĘDĘ BOGATY!!!) wpadła Ci do głowy. Poniżej prezentuję spis bardzo osobistych wniosków, które mam po tych paru latach prowadzenia biznesu.</p>
<p>Zaczynamy od początku.</p>
<p><strong>1. Przygotuj produkt/usługę</strong></p>
<p>Co chcesz sprzedawać? Zastanowiłeś się nad tym? Sprawdziłeś konkurencję, czy z góry stwierdziłeś, że nie ma czego szukać w Googlu, bo nikt nie jest tak genialny, żeby wpaść na tak dobry pomysł jak Ty wpadłeś? Jeżeli już sprawdziłeś pierwsze dziesięć wyników Google&#8217;a, czy poświęciłeś ten kwadrans na wyszukanie braków u konkurentów oraz znalezienie dobrych wyróżników, które urozmaicą Twoją ofertę? Czy dowiedziałeś się czego tak naprawdę potrzebują Twoi przyszli klienci? Czy Twoja usługa będzie rozwiązywała ich problemy?</p>
<p>Nie? W takim razie zabierz się do roboty. Powyższa praca może być nudna, ale na pewno jest ciekawsza niz bankructwo, problemy finansowe i utrata wiarygodności w oczach klientów, którzy oczekiwali czegoś, czego nie byłeś fizycznie w stanie im zapewnić.</p>
<p><strong>2. Zaplanuj i wypracuj wizerunek</strong></p>
<p>Masz już produkt/usługę. Wiesz co chcesz robić. Świetnie! Pierwszy najważniejszy krok za Tobą. Jeżeli już wiesz co wyróznia Twoją ofertę od konkurencji przygotuj wizerunek, który w pierwszych trzech sekundach będzie komunikował innym o tym, ze to właśnie Ty posiadasz dokładnie takie, a nie inne cechy, których Twój klient potrzebuje. Pomyśl nad nazwą. Bez względu na opinie innych, jestem przekonany, że ona ma znaczenie. Niech od pierwszego dnia działania Twojego biznesu w pełni oddaje jego charakter.</p>
<p>Zamów dobre logo. Zainwestuj w identyfikację wizualną. Tak wiele firm zaniedbuje ten etap, myśląc, że nazwa firmy z EX na końcu, wypisana czcionką Verdana, z pięknym zielono &#8211; czerwonym gradiendem załatwi kompletnie sprawę. Niestety, tak to nie działa. Zarówno tak jak ja i Ty, tak i Twój klient na samym początku ocenia Ciebie i mnie po wyglądzie. W końcu jak Cię widzą&#8230;</p>
<p><strong>3. Działaj według strategii</strong></p>
<p>Bez względu na to, jak dobre będziesz miał logo, serwis internetowy czy inne materiały w sieci, samo ich uruchomienie nie spowoduje, że nagle pojawi się na niej pare tysięcy osób miesięcznie, które z chęcią zamówią Twoją usługę. Musisz do dotrzeć do tych ludzi. Musisz wiedzieć kim są, czego potrzebują, jakie mają problemy. Posiadając tę wiedzę jesteś w stanie ze sporą skutecznością uderzyć dokładnie tam, gdzie powinieneś. Wydawanie tysięcy złotych na AdWordsy nie załatwi sprawy, jeżeli będzie to kampania bez strategii i pomysłu. Najlepszy, najlżejszy i najszybszy karabin jest niczym, jeżeli w magazynku jest wypchany ślepakami.</p>
<p><strong>4. Ubezpiecz się</strong></p>
<p>Chcesz świadczyć usługi bez umowy? Powodzenia! Krzyż na drogę. Zakładając nawet, że wszyscy Twoi klienci będą sprawiedliwie podchodzić do Twojego biznesu, jeżeli nie będą widzieć jakie są warunki współpracy, będziesz miał sporo problemów. Dobra umowa zwraca się często po pierwszym zleceniu. Jest świetnym narzędziem negocjacyjnym, które w przypadku dobrego dopracowania poprawia Twój wizerunek w oczach klienta i stawia Cie na stanowisku pewnego partnera do interesów.</p>
<p>Przygotuj umowę która zabezpiecza obie strony. Bądź sprawiedliwy, nie naciągaj. Poświęcaj się dla dobra drugiej osoby, nie oczekując od niej niczego w zamian. Po prostu zrób to, co robisz, najlepiej jak potrafisz, ustalając najlepsze warunki zarówno dla Ciebie, jak i Twojego klienta.</p>
<p><strong>5. Zaplanuj finanse</strong></p>
<p>Jakoś to będzie. Będzie dobrze. Będę zarabiał 5 000zł na miesiąc, po pierwszym miesiącu. Tak, wszyscy to sobie powtarzaliśmy. Niestety to nie działa w ten sposób. Akurat w tym przypadku kłamstwo powtórzone nawet milion razy nie staje się prawdą. Jeżeli chcesz zarabiać, zatrudniać, rozwijać firmę, musisz mieć dobrze zaplanowaną stategie cenową. W Internecie jest dużo informacji na ten temat. Poszukaj, poczytaj i zastanów się, która najlepiej pasuje do Twojego charakteru firmy oraz produktu.</p>
<p>Ja wybrałem strategię przenikania cenowego. Pozwoliła mi w szybki sposób dotrzeć do ciekawych klientów, dzięki którym wyrobiłem sobie realizacje do portfolio. Niska cena od samego początku w żaden sposób nie oznaczała niskiej jakości. Pomimo tego, że projekt kosztował mnie więcej niż dostawałem od klienta, największym priorytetem było dla mnie to, aby nie tylko klient był zadowolony, ale również jego klienci, a także ja. Tak, ja również jestem ważny w tym łańcuchu. Moje realizacje -&gt; moje usługi są równocześnie moją ofertą która wyświetla się każdego dnia internautom wchodzącym na serwisy moich klientów.</p>
<p>Jeżeli moje usługi będą na niskim poziomie, bez względu na to jak będę miał dobry wizerunek, gadkę i strategię, w długim terminie poniosę klęskę.</p>
<p><strong>6. Skompletuj i szanuj ludzi</strong></p>
<p>Chcesz wszystko robić sam? Zapewne chcesz też wszystko wiedzieć i wszystkiego się nauczyć? Bardzo ambitnie, jednak w biznesie się to nie sprawdzi. Kiedy zakładałem firmę byłem zarówno project managerem, jak i grafikiem, jak i koderem, jak i programistą i wieloma innymi osobami. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że na wielu płaszczyznach jestem najnormalniej w świecie rzecz biorąc kiepski. Niektóre zadania nie sprawiały mi kompletnej przyjemności co blokowało mnie i mój rozwój. W porę zrozumiałem, że aby firma mogła sprawnie działać i rozwijać się potrzebni sa ludzie. Najlepsi ludzie. Takich mam i jestem z tego powodu najbardziej dumny. Mam ekipę komandosów, która każdego dnia rozwiązuje dziesiątki różnych problemów, które wspólnie przeżywamy, a po jakimś czasie wspólnie się z nich śmiejemy.</p>
<p>To największa wartość. Powinna znaleźć się na pierwszym miejscu, jednak jeżeli nie masz doświadczenia w zarządzaniu relacjami, zebranie dobrego zespołu będzie bardzo trudne. Na rynku pracy masz wielu profesjonalistów, którzy świetnie wykonują swoje zadania. Masz również ludzi, którzy mają ogromny potencjał, który możesz wykorzystać i rozwinąć, jeżeli będziesz podejmował dobre decyzje. Masz równiez ludzi, którzy nie szanują tego, że każdego dnia dostarczasz sobie ogromne dawki stresu po to, aby na początku miesiąca zgodnie z harmonogramem przelać im pensje. Są to ludzie, którzy nie rozumieją tego, że budujesz swoją firmę przez pot, łzy, nerwy itp. Są to ludzie, którym po prostu &#8222;się należy&#8221;. Bo są. I to wystarczy.</p>
<p>Pomimo tego, że wielokrotnie razy (zwłaszcza na samym początku) zawiodłem się na kilku osobach, nie zmieniłem jednak podejścia, które polega na zaufaniu i przedkładaniu czyichś korzyści ponad swoje. Wierzyłem, że w długim terminie, bez względu na ilość wpadek związanych z podwykonawcami, to mi się zwróci. I tak się stało.</p>
<p><strong>7. Naucz się zarządzać</strong></p>
<p>Władza uzależnia. Sam tego nie wymyśliłem, ale miałem jednak okazję to wielokrotnie zauważyć. Niestety, wielu zakompleksionym osobom wydaje się, że piękna nazwa stanowiska wypisana na wizytówce (oczywiście po angielsku) zmienia ich status na &#8222;nadczłowieka&#8221;, który jest nieomylny i którego trzeba zawsze słuchać. To, że nazywają Cię managerem, nie oznacza, że takim jesteś. Adrobina pokory jeszcze nikogo nie zabiła.</p>
<p>Polecam Ci serial Mad Men, w którym w pierwszym odcinku dowiesz się, na bardzo dobrym przykładzie, jak bardzo szacunek jest ważny, oraz jak szybko bez niego polegniesz. Strach nie jest rozwiązaniem, ani dobrą metodą. Zaufanie, to fundament. Na nim możesz oprzeć relacje które tworzą coraz mocniejsze więzi. Pozwalają one nie tylko na przeżywanie porażek jak i sukcesów, ale także na wzajemne podnoszenie sobie poprzeczki, argumentowanie swoich racji, dochodzenie do kompromisów i wspólną podróż w tym samym celu.</p>
<p>Jeżeli osiągnąłeś porażkę, zacznij od rachunku sumienia, a nie od zrzucania winy na innych.</p>
<p>Prowadzenie biznesu jest dla mnie trudne i fajne. Z kolejnymi miesiącami uczysz się, że każda porażka jest najlepsza możliwą lekcją, która pozwala Ci na dalszy rozwój. Jesteś coraz bardziej świadomy swojego biznesu. Podejmujesz decyzje zarówno na podstawie doświadczenia, jak i intuicji. Decyzje, które sa kluczowe. Bez względu na rozmiar, w końcu diabeł tkwi w szczegółach. Nienawidzisz tego. Ale granica pomiędzy nienawiścią i miłością zaciera się dla Ciebie każdego dnia (zawsze chciałem napisać coś w stylu Paulo Coelho, ma zajebistą stylówę) i zmienia swoją postać, czasami w ciągu paru minut (P.C. i love you :* ).</p>
<p>Kiedy jeszcze grałem na komputerze (i akordeonie :D ), najbardziej ukochanymi grami były dla mnie strategie. Grywałem w rózne tytuły, które dawały mi sporo frajdy i rozwijały na wielu płaszczyznach. Dzisiaj (sam jestem dziadkiem) mam najlepszy grę strategiczną pod słońcem. Nazywa się justCreate i nie ma żadnych save&#8217;ów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/wplyw-paula-coelho-na-zakladanie-firmy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdzie się podziały moje pieniądze?!</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/gdzie-sie-podzialy-moje-pieniadze/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/gdzie-sie-podzialy-moje-pieniadze/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Jan 2011 19:49:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życiowe mądrości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=379</guid>
		<description><![CDATA[Każda dorosła osoba, która żyje swoim własnym życiem, zarabia, wydaje, utrzymuje się, wie jak pieniądze szybko się rozchodzą. Miesiąc w miesiąc wydajemy pieniądze na szynsz, rachunki, żywność, idziemy do kina, pubu, czy do księgarni wydając tu dziesięć, tam trzydzieści złotych. Czy da się zapanować nad kilkudziesięcioma wydatkami miesięcznie? Parę lat temu starałem się zoptymalizować swój [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-492 " title="George ma Cię na oku!" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/935756569_18aac96892.jpg" alt="" width="500" height="333" /></p>
<p>Każda dorosła osoba, która żyje swoim własnym życiem, zarabia, wydaje, utrzymuje się, wie jak pieniądze szybko się rozchodzą. Miesiąc w miesiąc wydajemy pieniądze na szynsz, rachunki, żywność, idziemy do kina, pubu, czy do księgarni wydając tu dziesięć, tam trzydzieści złotych. Czy da się zapanować nad kilkudziesięcioma wydatkami miesięcznie?<br />
<span id="more-379"></span></p>
<p>Parę lat temu starałem się zoptymalizować swój budżet. Zacząłem zbierać wszystkie rachunki, a następnie liczyć w excelu na co rozchodzą się moje pieniądze. Udawało mi się nawet wyrobić na parę tygodni nawyk spisywania wszystkich wydatków do excela. Niestety, metoda ta wymaga maksymalnego zorganizowania, oraz parudziesięciu minut dziennie.</p>
<p>Kiedy ta metoda nie poskutkowała, zacząłem szukać programu do mojej komórki, który będzie mi pięknie liczył moje wydatki i przedstawiał je w postaci kolorowych słupków. Niestety, programów jest miliard, wszystkie są ultrazaawansowane, a ich nauka i konfiguracja (przynajmniej na BlackBerry) wymaga tak jak w przypadku Excela, zbyt dużej ilości zabawy i poświęcania czasu.</p>
<p>Na wiele miesięcy zrezygnowałem z planu optymalizacji mojego budżetu. Nie znalazłem żadnego narzędzia, ani sposobu, który byłby prosty w użyciu, intuicyjny i szybki.</p>
<p>Jakiś czas temu, z polecenia znajomego natrafiłem na aplikację <a href="https://kontomierz.pl/rec/8eda6cdef47ec9ce3b63f2af743808e1b5eccf30" target="_blank">Kontomierz</a> (link afiliacyjny). W ostatnich dniach miałem okazję poświęcić trochę czasu temu serwisowi, by ostatecznie zmierzyć się z ideą analizy swoich przychodów i wydatków.</p>
<p><strong>Parę słów o <a href="https://kontomierz.pl/rec/8eda6cdef47ec9ce3b63f2af743808e1b5eccf30" target="_blank">Kontomierzu</a>:</strong></p>
<p>Aplikacja ta importuje z Twojego konta bankowego operacje z kilku ostatnich miesięcy, a następnie analizując opisy poszczególnych operacji, odwala za Ciebie 90% pracy związanej z prawidłowym przyporządkowaniem konkretnego wydatku, do rodzaju wydatku.</p>
<p>Bosko. Po pierwszych 10 minutach dowiedziałem się, ile pieniędzy zostawiam miesięcznie w maku i kfc, ile wydaję na kawy i piwka z klientami i znajomymi, czy ile pieniążków ( ;-) ) zostawiam w Almie, Żabce, Kefirku czy innych.</p>
<p>Jednak jak wspominałem, już wcześniej miałem do czynienia z kilkoma podobnymi aplikacjami. Co spowodowało, że Kontomierz mnie nie odstraszył w ciągu pierwszych 5 minut?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/budzet.jpg"><img style=' display: block; margin-right: auto; margin-left: auto;'  class="aligncenter size-full wp-image-388" title="budzet" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/budzet.jpg" alt="" width="522" height="266" /></a></p>
<p><strong>1. Bezpieczeństwo.</strong></p>
<p>Od samego początku <a title="Kontomierz" href="https://kontomierz.pl/rec/8eda6cdef47ec9ce3b63f2af743808e1b5eccf30" target="_blank">Kontomierz</a> dobrze i wyraźnie informuje o tym, że jestem bezpieczny. Zielone banerki z kłódeczką, certyfikat SSL, aplikacja w Javie, która wysyła mój login i hasło bezpośrednio do banku, a nie przez serwer. Co więcej, wszystkie zimportowane dane, jak zastrzega regulamin kontomierza, są automatycznie podczas importu pozbawiane Twoich danych osobowych, dzięki czemu przyporządkowanie Twojego konta na kontomierzu do Twojej osoby jest bardzo, bardzo ograniczone. To wywołuje ciepełko w brzuchu, poczucie bezpieczeństwa i uśmiech na twarzy, które zmuszają mnie do dalszego wędrowania po tejże aplikacji.</p>
<p><strong>2. Prostota.</strong></p>
<p>Świetnie, że twórcy <a href="https://kontomierz.pl/rec/8eda6cdef47ec9ce3b63f2af743808e1b5eccf30" target="_blank">Kontomierza </a>zrozumieli, że nie, nie potrzebuję miliarda zaawansowanych opcji. Nie jestem księgowym, który ma manię dotyczącą każdego kosztu, wydatku czy przychodu. Jestem prostym człowiekiem, który chce wiedzieć, ile kasy wpływa i ile kasy wypływa z mojego konta. Chcę wiedzieć na co wydaję tę kasę, po to, aby później móc zoptymalizować swój budżet, zaoszczędzić pieniądze, które wcześniej roztrwaniałem i spożytkować je na realizację mojej wish listy książek na Amazonie.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/wykres_kolowy2.jpg"><img style=' display: block; margin-right: auto; margin-left: auto;'  class="aligncenter size-full wp-image-385" title="Wykres kołowy wydatków" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/wykres_kolowy2.jpg" alt="" width="522" height="236" /></a></p>
<p><strong>3. Przyjazny interfejs.</strong></p>
<p>Poruszanie się po aplikacji jest bajecznie proste. Mam piękne kołowe (pizzowe) wykresy, które po kliknięciu prowadza mnie do wszystkich wydatków z danej kategorii. Jeżeli dany wydatek został źle przez program zaksięgowany, w ciągu paru sekund mogę naprawić ten błąd i przyporządkować go do dobrej kategorii.</p>
<p><strong>4. Brak opłat</strong></p>
<p>Korzystanie z serwisu jest zupełnie darmowe. Na czym w takim wypadku zarabia serwis? Podejrzewam, że na rekomendowaniu najlepszego banku dla Twojego portfela, dzięki któremu zaoszczędzisz XX zł. Podoba mi się taki model biznesowy, chociaż szczerze, jeżeli serwis ten rozwinie się, będę mógł sobie np. ściągnąć appkę na swoją jężynkę i sprawdzać jak bardzo zoptymalizowałem sobie swój budżet, to z chęcią za niego zapłacę te kilka/kilkanaście złotych miesięcznie.</p>
<p>W końcu <a href="https://kontomierz.pl/rec/8eda6cdef47ec9ce3b63f2af743808e1b5eccf30" target="_blank">kontomierz </a>spełnia w dobry sposób moją potrzebę. Wiem, na co wydaję pieniądze. Wiem ile wydaję. Znając te dwie informacje, od optymalizacji portfela dzieli mnie tylko&#8230; trwałość w nowych postanowieniach :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/gdzie-sie-podzialy-moje-pieniadze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Osiem wniosków i jeszcze więcej przemyśleń na temat zeszłego roku</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/osiem-wnioskow-i-jeszcze-wiecej-przemyslen-na-temat-zeszlego-roku/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/osiem-wnioskow-i-jeszcze-wiecej-przemyslen-na-temat-zeszlego-roku/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Jan 2011 14:41:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życiowe mądrości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=336</guid>
		<description><![CDATA[Długi czas nie pisałem na blogu. Było to spowodowane dużą ilością pracy, małą ilością czasu oraz pewnym rodzajem wypalenia w pisaniu. Aby temu przeciwdziałać zacząłem stosować metodę gromadzenia wielu szkiców w jednym, zorganizowanym miejscu. W ten oto sposób zgromadziłem w ostatnim miesiącu 13 tekstów na blog. Zaczynamy od pierwszego wpisu&#8230; Powinienem zacząć od tego, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-524" title="Say you will" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/3457507731_959dd25110.jpg" alt="" width="500" height="333" /></p>
<p>Długi czas nie pisałem na blogu. Było to spowodowane dużą ilością pracy, małą ilością czasu oraz pewnym rodzajem wypalenia w pisaniu. Aby temu przeciwdziałać zacząłem stosować metodę gromadzenia wielu szkiców w jednym, zorganizowanym miejscu. W ten oto sposób zgromadziłem w ostatnim miesiącu 13 tekstów na blog. Zaczynamy od pierwszego wpisu&#8230;<br />
<span id="more-336"></span></p>
<p><img class="alignnone" title="areuhappy" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2011/01/areuhappy.jpg" alt="" width="427" height="604" /></p>
<p>Powinienem zacząć od tego, że grudzień był dla mnie bardzo trudnym okresem. Pomimo wielu pozytywnych wydarzeń związanych z moim życiem prywatnym, jak i zawodowym, brak odpowiedniej formy odpoczynku po ciężkim roku, oraz małe problemy, które ignorowałem wcześniej, dały ostatecznie się we znaki i spowodowały spore zmęczenie na koniec roku. Całe szczęście, że zbiegło się ono z okresem świątecznym, w którym mogłem na chwilę przystopować, zastanowić się nad wszystkim i wyciągnąć wnioski z roku zeszłego.</p>
<p>Jak to mówią, papier wszystko zniesie. Mój blog również. W ostatnich tygodniach, kilka osób napisało do mnie bardzo pozytywne maile na temat bloga oraz treści w nim udostępnianych. Poniżej dosyć osobiste przemyślenia na wiele spraw. Niektóre z nich mogą być bardzo prozaiczne, doszedłem jednak do wniosku, że warto się nimi podzielić.</p>
<p><img class=" alignnone" title="One step forward" src="http://farm4.static.flickr.com/3017/2371962844_94e0c9698b_z.jpg" alt="" width="518" height="345" /></p>
<p>Rok 2011 zacząłem od sporych zmian. Po okresie świątecznym, który jak wyżej wspomniałem spędziłem na odpoczynku i podsumowaniu swoich działań z całego zeszłego roku, doszedłem do momentu w którym aktualny stan rzeczy na wielu płaszczyznach był dla mnie nie do zaakceptowania. Owszem, mogłem narzekać na prawo i lewo, ale niczego to by nie zmieniło. Zmiany następują jedynie wtedy, kiedy podejmujemy konkretne działania, mające na celu wprowadzenie tych zmian w życie.</p>
<h3>Partnerstwo</h3>
<p>Pierwszą zmianą, o której należy wspomnieć jest rozdzielenie współpracy z moim wspólnikiem. Razem zaszliśmy bardzo daleko. Niestety różnice w strategii prowadzenia biznesu doprowadziły do tego, że i dla niego i dla mnie najlepszym rozwiązaniem było rozpoczęcie dwóch osobnych działalności. Mimo tego, że rodzielamy nasze marki od siebie, wiem, że dalsza współpraca nadal będzie odbywała się na dobrych, przyjacielskich warunkach.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 1: W biznesie ważny jest cel. Jeżeli na początku drogi występują różnice w punkcie docelowym, warto rozstać się w momencie w którym dla obu stron jest to najbardziej wygodne rozwiązanie, możliwie w najmniejszym stopniu ograniczające potencjalne straty w przyszłości.</p></blockquote>
<h3>Zdrowie</h3>
<p>Zmiana numer dwa dotyczy zdrowia. Jest ono najważniejsze i kropka. Parę straconych tygodni w zeszłym roku, przez własną głupotę, pozwoliły mi dojść do prostej konkluzji: wszystkie plany jestem w stanie zrealizować z mniejszymi lub większymi potyczkami pod warunkiem, że będę zdrowy. Dla wielu może się wydawać to oczywiste, dla mnie niestety nie było. Cieszę się, że teraz jestem tego świadomy.</p>
<p>Nie oczekuję od siebie natychmiastowej zmiany dotyczącej podejścia do zdrowia. Jestem realistą i wiem, że &#8222;noworoczne postanowienia&#8221; są dla mnie bez sensowne. Nie liczy się okres postanowień. Liczą się działania mające na celu wprowadzenie tych postanowień w życie.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 2: Jeżeli znam i widzę wyraźnie problem, nie ignoruję go i nie zmiatam pod dywan. Jeżeli tego, co najcenniejsze posiadam &#8211; zdrowia &#8211; nie będę szanował, wszystkie inne cenne rzeczy stracą na wartości.</p></blockquote>
<p style="text-align: center;"><a style="margin: 10px;" title="partnership agreement by o5com, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/o5com/5220980008/"><img style=' display: block; margin-right: auto; margin-left: auto;'  class="aligncenter" src="http://farm6.static.flickr.com/5241/5220980008_2e18efa3ac.jpg" alt="partnership agreement" width="400" height="300" /></a></p>
<h3>Relacje z ludźmi</h3>
<p>Warto dawać z siebie więcej, niż inni od Ciebie oczekują. Warto przechodzić &#8222;<a href="http://alexba.eu/2006-04-07/rozwoj-kariera-praca/dodatkowa-mila-zapomniana-koncepcja/" target="_blank">ekstra milę</a>&#8222;. Warto przedkładać innych korzyści, nad swoje. Nie jest to reguła, która zawsze się sprawdza, ale wiem, że działa i potrafi odwdzięczyć się z nawiązką. Nie doszedłbym do tego miejsca, w którym jestem, gdybym dbał tylko o swój interes. Nie doszedłbym do tego miejsca, gdyby inni dbali o swój interes i nie pomagali mi w wielu sytuacjach.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 3: <a href="http://payitforward.warnerbros.com/Pay_It_Forward/" target="_blank">Podaj dalej</a>.</p></blockquote>
<h3>Możliwości</h3>
<p>Świat jest mój, może nie dosłownie, ale w przenośni na pewno. Cieszę się z tego, w jakich czasach żyję, cieszę się z tego kim jestem, kto mnie otacza, jakie wartości we mnie wpojono, oraz z tego, jak to wszystko mogę w pozytywny sposób wykorzystać w przeżywaniu swojego życia.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 4: &#8222;Gdybym był/miał/mógł&#8221; jest bezsensownym dywagowaniem. Liczy się to co mam i to kim jestem.</p></blockquote>
<h3>Rozwój</h3>
<p>Bez względu na to, na jakim etapie jestem, chcę być jeszcze dalej. Ta droga którą obrałem, pozwala na niekończącą się podróż, w której mogę co chwilę zmieniać swój kierunek, jeździć zarówno agresywnie, jak i ekonomicznie, w zależności od aktualnego nastroju, stanu na drodze, czy muzyki płynącej w uszach.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 5: Najlepszą inwestycją finansową roku 2010 jest inwestycja w siebie. Książki, szkolenia, sesje coachingowe, praca z ludźmi mają nieprzeliczalnie i nieskończenie większą stopę zwrotu niż jakikolwiek instrument finansowy.</p></blockquote>
<p style="text-align: center;"><a title="Team Spirit, December 2006 by Jiheffe, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/jiheffe/3462940215/"><img style=' display: block; margin-right: auto; margin-left: auto;'  class="aligncenter" src="http://farm4.static.flickr.com/3580/3462940215_83c7abe2df.jpg" alt="Team Spirit, December 2006" width="500" height="347" /></a></p>
<h3>Działanie w drużynie</h3>
<p>W pojedynkę jestem w stanie osiągnąć rzeczy duże. Wspólnie mogę tworzyć cuda. Patrząc na mój aktualnie-zawieszony projekt mlodzikreatywni.pl, oraz na moją firmę, widzę co można tworzyć, korzystając z kreatywności, pomysłowości oraz chęci innych osób. W roku 2010 nauczyłem się, że tak jak i dla mnie, tak i dla wielu innych osób pieniądze nie są jedynym celem w życiu. Nauczyłem się, że można bez ogromnych budżetów tworzyć rzeczy, które mają w sobie wnoszą w życie innych wiele pozytywnej wartości.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 6: Zawsze stawiaj na relacje z innymi ludźmi i przedkładaj ich korzyści ponad swoje.</p></blockquote>
<h3>Pomoc</h3>
<p>Są ludzie na tym świecie, którzy chcą &#8222;podawać dalej&#8221;. Czasami wystarczy z nimi porozmawiać, aby otrzymać od nich tą pomoc. Prośba o pomoc nie jest niczym złym. Wstyd, bojaźń czy jakiekolwiek inne negatywne podejście do pytania o pomoc, są nieuzasadnionymi uczuciami, które powinienem wyeliminować. Powinniśmy odważnie prosić o pomoc, jak i udzielać innym tej pomocy. Jak wyżej napisałem, stawianie swoich korzyści na pierwszym miejscu, jest krótkoterminową taktyką, która w znaczący sposób ogranicza nasze potencjalne możliwości.</p>
<blockquote style="margin-bottom: 15px;"><p>Wniosek numer 7: Proście, a będzie Wam dane. Stare ale jare.</p></blockquote>
<h3>Chaos</h3>
<p>Wierzę w efekt motyla. Wierzę, że najmniejsze sprawy mają wpływ na los wydarzeń.  Ignorowanie tych małych spraw, potrafi doprowadzić do kataklizmu. Dopieszczanie małych spraw, zmienia ostateczny kształt i kierunek rozwoju spraw.</p>
<blockquote><p>Wniosek numer 8: To szczegóły mają największe znaczenie. W każdej dziedzinie.</p></blockquote>
<p style="text-align: center;">&nbsp;</p>
<p>To był fajny rok. Wiele się wydarzyło. Jestem zadowolony zarówno z sukcesów jak i porażek &#8211; traktuje je jak dobrą inwestycję. Cieszę się z tego, na jakim etapie jestem i nie mogę się doczekać podsumowania w następnym roku i przeczytania tego wpisu. To taka moja kapsuła czasu ;-)</p>
<p>Zapraszam do dyskusji na temat Waszych wniosków i przemyśleń nt. zeszłego roku! :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/osiem-wnioskow-i-jeszcze-wiecej-przemyslen-na-temat-zeszlego-roku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Magda Gessler pyta o serwis internetowy i pozycjonowanie.</title>
		<link>http://piotrsynowiec.pl/magda-gessler-pyta-o-serwis-internetowy-i-pozycjonowanie/</link>
		<comments>http://piotrsynowiec.pl/magda-gessler-pyta-o-serwis-internetowy-i-pozycjonowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Nov 2010 14:51:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Synowiec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życiowe mądrości]]></category>
		<category><![CDATA[ancora opinie]]></category>
		<category><![CDATA[branding restauracji]]></category>
		<category><![CDATA[cherubino opinie]]></category>
		<category><![CDATA[haiku sushi opinie]]></category>
		<category><![CDATA[pod aniołami opinie]]></category>
		<category><![CDATA[restauracje w krakowie opinie]]></category>
		<category><![CDATA[wierzynek opinie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrsynowiec.pl/?p=327</guid>
		<description><![CDATA[Jak w tytule. We wczorajszym odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler zapytała właściciela restauracji czy serwis internetowy jest zadbany i dobrze reprezentuje wizerunek restauracji. Czy ten mały krok rozpoznawalnej restauratorki wpłynie na świadomość właścicieli firm, nie tylko związanych z biznesem gastronomicznym? Ciekawy jestem kiedy Magda Gessler będzie w Kuchennej rewolucji pytań o obecność restauracji na Facebooku. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-526" title="Restaurant" src="http://piotrsynowiec.pl/wp-content/uploads/2010/11/3228142896_f71e543dbe.jpg" alt="" width="500" height="348" /></p>
<p>Jak w tytule. We wczorajszym odcinku Kuchennych Rewolucji Magda Gessler zapytała właściciela restauracji czy serwis internetowy jest zadbany i dobrze reprezentuje wizerunek restauracji. Czy ten mały krok rozpoznawalnej restauratorki wpłynie na świadomość właścicieli firm, nie tylko związanych z biznesem gastronomicznym? Ciekawy jestem kiedy Magda Gessler będzie w Kuchennej rewolucji pytań o obecność restauracji na Facebooku. Zanim jednak to nastąpi, pozwolę sobie sprawdzić, jak najlepiej wypozycjonowane restauracje w Krakowie reklamują się w Internecie.<span id="more-327"></span></p>
<p>Zdaję sobie sprawę z tego, że większość restauratorów jak i innych przedsiębiorców jest przekonana o skuteczności głównie klasycznych form reklamy. Dzięki temu każdego dnia na klatkach schodowych jesteśmy zasypywani przeróżnymi ulotkami kiepskich jakości pizzerii, które myślą, że w ogromnej ilości ulotek tkwi siła przebicia. O ile w przypadku jedzenia nie posiadającego zbyt wyszukanych walorów smakowych, tak jak wyżej wspomniane pseudo pizzerie, taka metoda może świetnie działać, o tyle w przypadku restauracji, które chcą tworzyć i rozwijać rozpoznawalną markę, ten typ reklamy nie przysporzy zbyt wielu zysków.</p>
<p>Sprawdźmy jak radzą sobie krakowscy restauratorzy z pozycjonowaniem. Wpisuję frazę &#8222;<a href="http://www.google.pl/#hl=pl&amp;source=hp&amp;biw=1440&amp;bih=799&amp;q=restauracja+krak%C3%B3w&amp;aq=f&amp;aqi=&amp;aql=&amp;oq=&amp;gs_rfai=&amp;fp=233552c7505cfd2d" target="_blank">restauracja kraków</a>&#8222;, która dziennie może zapewnić do 700 wejść na serwis internetowy znajdujący się na miejscu pierwszym. Dwa pierwsze miejsca w tej frazie zajmują porównywarki/wyszukiwarki restauracji. Na miejscu trzecim plasuje się znana z prestiżu i daleko sięgającej historii <a href="http://www.wierzynek.com.pl/" target="_blank">Restauracja Wierzynek</a>. Na stronie głównej witają nas fioletowe światła, niczym z dobrej imprezy techno. Po wybraniu zakładki &#8222;Restauracja Wierzynek&#8221; przechodzimy do czarnej strony, stworzonej lata temu. Najprawdopodobniej założeniem głównym projektanta było oddanie powagi, luksusu i renomy, jednak zastanówmy się czy efekt ostateczny rzeczywiście przedstawia w przystępny sposób te niepodważalne zalety Wierzynka? Wpisując &#8222;Wierzynek&#8221; na Facebooku znajdujemy stronę fanów, którą lajkują 43 osoby. Wpisów na tablicy brak. Komunikacja w mediach społecznościowych nie istnieje. Czy właściciele zdają sobie sprawę z faktu, jak skutecznie marnują potencjał nad którym pracowano przez setki lat?</p>
<p>Następną pozycją w wyszukiwarce jest <a href="http://www.cherubino.pl/" target="_blank">Restauracja Cherubino</a>. Strona przygotowana ponad 4 lata temu przez znaną i szanowaną Agencję MKI. Od tego czasu serwis najprawdopodobniej nie był aktualizowany. O ile wizerunek serwisu internetowego jest według mnie lepszy, niż w przypadku Wierzynka, o tyle serwis internetowy stworzony we Flashu wiąże się z ograniczonym dostępem z urządzeń mobilnych z których my, Polacy coraz częściej korzystamy. Tak jak w przypadku Wierzynka, dziwi mnie brak obecności na Facebooku, brak bloga, brak jakiejkolwiek formy marketingu społecznościowego, innej niż opinie, których trzeba szukać w porównywarkach restauracji, czy komentarzach w Google Maps.</p>
<p>Na trzecim miejscu znajduje się <a href="http://www.podaniolami.pl/" target="_blank">Restauracja Pod Aniołami</a>. Po wejściu na stronę główną pojawia nam się stara księga obok której mamy dwie opcje wyboru języka. Po wybraniu odpowiedniego pojawia nam się intro, które na całe szczęście można pominąć. Ciekawi mnie, czy osoby odpowiedzialne za marketing zdają sobie sprawę z tego, jak taki dodatkowy moduł (intro), kiedyś tak bardzo modny, zmniejsza konwersję wejść na stronę główną, oraz psuje nastrój większości odwiedzających internautów. Kolejny raz serwis internetowy jest przygotowany we Flashu. Korzystając z internetu mobilnego muszę czekać kilkanaście sekund, zanim wyświetlą mi się pierwsze informacje na temat restauracji. Serwis niestety nie przedstawia w łatwy i niewymagający myślenia sposób, lokalizacji restauracji. Aby dowiedzieć się, gdzie lokal się znajduje, musimy wejść do działu Rezerwacja, następnie musimy na niewyraźnej mapie zauważyć małą lupę, która pozwoli nam w odrobinę bardziej przystępny sposób domyślać się, gdzie restauracja się znajduje. Obecności na Facebooku również brak.</p>
<p>Kolejnych restauracji w pierwszej dziesiątce wyników nie będę opisywał. Wszystkie z nich w żaden sposób nie reprezentują dobrze swoich restauracji. Można by szybko i krzywdząco dla wielu stwierdzić, że wszyscy restauratorzy ignorują potencjał Internetu. Na całe szczęście tak nie jest. Dobrym przykładem tego jest <a href="http://www.ancora-restaurant.com/">Restauracja Ancora</a>, która posiada profesjonalnego bloga prowadzonego przez <a href="http://www.blog.ancora-restaurant.com/" target="_blank">Szefa Kuchni Adama Chrząstowskiego</a>, który w zeszłym roku zdobył trzecie miejsce w konkursie na <a href="http://www.blog.ancora-restaurant.com/tag/blog-firmowy/">najlepszy blog firmowy 2009</a>. Niestety idealnie nie jest. Serwis internetowy tak, jak w przypadku poprzednich jest przygotowany we Flashu, profil na Facebooku jest profilem osobowym, zamiast stroną fanów, dodatkowo jest zaśmiecony przez kwiatuszki i misiaczki facebookowej spamerki. Mam wrażenie, że przez długi okres czasu Ancora była świadoma wagi obecności w sieci, świetnie prowadziła swojego bloga i działała wg planu, który w pewnym momencie został zawieszony by ostatecznie spalić się na panewce.</p>
<p>Czy w takim razie istnieje w Krakowie marka, która przywiązuje uwagę do mediów społecznościowych a zarazem godnie prezentuje swoje zalety w Internecie? Tak. Wg mnie jest to <a href="http://www.haikusushi.pl/">Haiku Sushi Kraków</a>, które posiada świetnie zaprojektowaną stronę internetową. Po wejściu na nią możemy od razu zobaczyć, że serwis ten jest nastawiony na społeczność internetową. Obecność na Facebooku? Strona posiada 1000 fanów, a co najważniejsze Ci fani są aktywni i tworzą zadowoloną z usług restauracji społeczność. Obecność na Twitterze? Skype? Moduł pozwalający na przesłanie sugestii? Jestem w siódmym niebie! <a href="http://www.facebook.com/pages/Krakow-Poland/Haiku-Sushi-Krakow/194535148558">Na Facebooku</a> są organizowane konkursy, a sama marka nie boi się z ryzykownej promocji poprzez system Grouera. Strona internetowa jest profesjonalna i spójna z wizerunkiem marki. Możemy na niej zobaczyć świetnie przygotowane zdjęcia potraw.  Nawigacja jest intuicyjna, strona jest przygotowana zgodnie z sieciowymi standardami.</p>
<p>Jak widać, da się.</p>
<p>W długim terminie Haiku Sushi nie popełniając żadnych karygodnych błędów (a przeglądając posty i komentarze na wallu profilu fanów ciężko zauważyć jakiekolwiek przesłanki, by takie błędy miałyby zaistnieć) dorobi się jeszcze większego grona wiernych fanów, którzy doceniając nie tylko jakość jedzenia będą powracać i tworzyć wspólnie z samą restauracją dobrą, rozpoznawalną a co najważniejsze polecaną innym markę.</p>
<p>Można stwierdzić, że restauracje z dobrze zaplanowaną strategią oraz marką radziły sobie świetnie bez Internetu. Dobra lokalizacja, nastrojowy wystrój wnętrz, profesjonalny szef kuchni, dopracowane menu oraz miła obsługa są niezbędnymi walorami, które tworzą fundamenty zadbanej marki, które póki co wystarczają aby biznes dobrze funkcjonował. Niestety, dopóki brak obecności w Internecie nie będzie wiązał się z poważnymi konsekwencjami w postaci utraty zarówno nowych klientów jak i tych stałych, dopóty większość restauratorów będzie ignorowała tę formę promocji&#8230;</p>
<p>&#8230;a śmietankę będą spijać takie restauracje jak Haiku Sushi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrsynowiec.pl/magda-gessler-pyta-o-serwis-internetowy-i-pozycjonowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic page generated in 1.762 seconds. -->
<!-- Cached page generated by WP-Super-Cache on 2012-05-21 05:07:50 -->

